Surowa lekcja siatkówki w Lidze Mistrzyń. Polski klub skazywany na przegraną pokazał charakter
W kolejnym meczu Ligi Mistrzyń siatkarki ŁKS Commercecon były skazywane na porażkę i rzeczywiście przegrały 0:3, ale potrafiły się postawić Zerenowi Ankara. Łodzianki po dwóch meczach pozostają bez punktu.

Łodzianki w tym sezonie wydają się "chłopcami do bicia" w rozgrywkach międzynarodowych, a przecież zaledwie rok temu grały w ćwierćfinale Lidze Mistrzyń. Kłopoty organizacyjne sprawiły, że nie mają wystarczająco silnej kadry, choć akurat w Tauron Lidze zajmują dość wysokie piąte miejsce (jeden mecz zaległy). Jednak już w pierwszym meczu europejskich pucharów zostały zweryfikowane i łatwo przegrały u siebie z wicemistrzem Niemiec.
Tym razem mierzyły się z Zerenem Ankara, klubem, który powstał zaledwie trzy lata temu. W poprzednim sezonie zajął piąte miejsce w tureckiej lidze i debiutuje w europejskich pucharach. W pierwszym meczu postawił się Włoszkom z Prosecco Doc Conegliano i przegrał tylko 2:3. I był faworytem środowego meczu.
Początek był nawet obiecujący dla łodzianek, prowadziły 4:2, ale szybko grę poprawiły rywalki. Po złym przyjęciu Mariany Brambilli gospodynie odskoczyły na trzy punkty. Przewaga gospodyń rosła i po ataku Mai Aleksić przegrywały 13:18. Trener Adrian Chyliński wziął czas, ale pomogło tylko na chwilę. Po bloku na Brambilli gospodynie prowadziły już 22:16 i za chwilę objęły prowadzenie w meczu.
W drugim secie Turczynki szybko zyskały przewagę. Już przy prowadzeniu rywalek 3:0 szkoleniowiec ŁKS poprosił o czas. To nie pomogło, bo po asie Ofelii Malinow przewaga wzrosła do pięciu punktów. Łodzianki potrafiły odpowiedzieć - zagrywki Sonii Stefanik i atak Anastazji Hryszczuk pozwoliły doprowadzić do remisu.
Turczynki nie potrafiły odskoczyć i w końcu ich trener poprosił o czas. Jednak po ataku Brambilli ponownie był remis (12:12). A po bloku Stefanik objęły prowadzenie. Jednak tylko na chwilę - błędy łodzianek, dobry blok gospodyń i było 17:14. Przyjezdne nie rezygnowały i znów wyrównały (18:18). Po ataku Darii Szczyrby było 22:22 i końcówka zapowiadała się emocjonująco. Pierwszego setbola łodzianki obroniły, drugiego też, ale trzeciego już nie.
Trzeci set przebiegał pod dyktando Turczynek. Po ataku Salihy Sahin prowadziły 10:6. Błąd w przyjęciu Brambilli i przewaga urosła do sześciu punktów. Łodzianki było stać na zryw i zmniejszenie strat do trzech punktów (16:19). Wtedy trener gospodyń wziął czas. To pomogło i ŁKS już się nie podniósł.









