Polskie siatkarki od najlepszych wciąż dzieli przepaść. "Trzeba to powiedzieć"
Siatkarki DevelopResu Rzeszów potrafiły postawić się Eczacibasi Stambuł, a nawet wygrać z Turczynkami mecz w rywalizacji o Final Four Ligi Mistrzyń. To było jednak za mało i ćwierćfinał po raz kolejny okazał się dla polskiego zespołu barierą nie do pokonania. - Tam są zawodniczki światowej klasy. Myślę, że trzeba to powiedzieć: póki co przepaść jest - przyznaje w rozmowie z Interia Sport rozgrywająca Katarzyna Wenerska. Reprezentantka Polski znajduje też jednak pozytywy i jasno mówi o celu na resztę sezonu.

DevelopRes Rzeszów spisał się zdecydowanie najlepiej z trójki polskich przedstawicieli w tej edycji Ligi Mistrzyń. Siatkarki z Rzeszowa wygrały grupę E i po raz trzeci w historii dotarły do ćwierćfinału najważniejszych europejskich rozgrywek.
Podobnie jak w dwóch poprzednich rywalizacjach, znów przegrały jednak na tym etapie z drużyną ze Stambułu - wcześniej eliminowały je zespoły Vakifbanku i właśnie Eczacibasi. Polskiego zespołu w czołowej czwórce Ligi Mistrzyń nie było od 2015 r., gdy turniej finałowy organizował Chemik Police.
Tym razem Rzeszowianki przegrały na wyjeździe 1:3, a w rewanżu z Eczacibasi przegrały dwa pierwsze sety i to rywalki mogły świętować awans. Całe spotkanie 3:2 wygrały jednak mistrzynie Polski.
Rozmowa z Katarzyną Wenerską, rozgrywającą DevelopResu Rzeszów
Damian Gołąb, Interia Sport: Pożegnanie z Ligą Mistrzyń ma chyba dla was słodko-gorzki smak. Mecz wygrany 3:2, ale jednak dwa pierwsze sety, kluczowe dla awansu, dość łatwo wymknęły się wam z rąk.
Katarzyna Wenerska, rozgrywająca DevelopResu Rzeszów: Pierwsze dwa sety to dla nas trochę lekcja siatkówki. Liczyłyśmy, że zagramy u siebie lepiej, zwłaszcza w elemencie zagrywki. A kto widział mecz, ten wie, jak było. Szkoda, ale z drugiej strony fajnie, że mimo srogo przegranych dwóch setów, potrafiłyśmy to wygrać. A po drugiej stronie nadal był dobry zespół, więc zwycięstwo to plus tego dnia.
Nawet w rezerwowej szóstce Eczacibasi Stambuł są nazwiska, które mogą robić wrażenie.
- Tym bardziej cieszy, że my to wytrzymałyśmy. I zagrałyśmy już trochę lepiej. Może też przeciwnik na to pozwolił, ale też cieszy fakt, że mimo wszystko wygrałyśmy.
Z czego wynikało to, że dwa pierwsze sety były jednak słabsze niż to, co pokazałyście w Turcji? Tam byłyście bardzo blisko tie-breaka.
- Przede wszystkim zdecydowała zagrywka. Dostarczałyśmy rywalkom piłkę, z kolei one zagrywały bardzo dobrze, mocno, ryzykowały. Miałam wrażenie, że to one grają trochę u siebie, a niekoniecznie my. Mówi się przecież, że u siebie zagrywa się najlepiej, a one robiły to dużo lepiej niż my. I to nas ustawiło. Rywalki miały bardzo dobre przyjęcie i ciężko było je złapać na siatce. Madzia Stysiak czy Ebrar Karakurt robiły swoje. Do tego środkowe… To naprawdę kompletny zespół. Nie chcę powiedzieć, że zabrakło u nas walki, ale na dzisiaj to nie wystarczyło.
Mistrzynie Polski pożegnały się z Ligą Mistrzyń. "Sporo pozytywów", ale też przepaść
Jak podsumowałabyś całą Ligę Mistrzyń w waszym wykonaniu? Więcej plusów czy niedosytu?
- Faza grupowa mogła wyglądać dużo lepiej. Miałyśmy teoretycznie łatwą grupę, a do ostatniego meczu walczyłyśmy o pierwsze miejsce. To był dla nas plus, że się udało. Najgorzej zapamiętam mecz z Levallois Paris, bo z nimi przegrałyśmy na wyjeździe, a spokojnie mogłyśmy ten mecz wygrać. Ale sporo pozytywów mimo wszystko dostrzegam. Nasz cały sezon bardzo faluje. W tej Lidze Mistrzyń też to tak wyglądało. To było dla nas przetarcie, patrzę jednak na to wszystko bardziej pozytywnie niż negatywnie.
Gdy przychodzi do rywalizacji z gigantami z Turcji czy z Włoch widać jednak przepaść?
- Trochę tak. Tam są zawodniczki światowej klasy. Myślę, że trzeba to powiedzieć: póki co przepaść jest.
Wciąż przed wami cel w TAURON Lidze. I pewnie nie będzie już miejsca na takie wpadki, jak niedawna porażka ze Stalą Mielec. W tamtym meczu wkradło się u was trochę rozkojarzenia przed ważnym meczem Ligi Mistrzyń?
- Może trochę tak było, ale uważam, że nie powinnyśmy tego meczu w Mielcu przegrać w takim stylu. Przegrać można, ale trzeba też trochę powalczyć. Przed nami jeden mecz i zaczynamy poważne granie. Nie będzie już miejsca na pomyłkę, nie będzie można przegrywać meczów. Musimy zrobić wszystko, by w sobotę z ŁKS-em zaprezentować się dobrze i wejść w te play-offy jak najlepiej. Jeżeli chcemy zdobyć mistrzostwo, a taki jest nasz cel, musimy grać dobrze i wygrywać każde następne spotkanie.
Rozmawiał Damian Gołąb













