Najłatwiejszy rywal za silny dla wicemistrza Polski. Falstart w Lidze Mistrzyń
W pierwszym meczu tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń siatkarki ŁKS Commercecon mocno się starały, ale nie były w stanie pokonać wicemistrzyń Niemiec. Dresdner SC triumfował w łódzkiej hali 3:1.

Łodzianki to stałe bywalczynie europejskich pucharów. W ostatnich latach nie miały jednak szczęścia i trafiały na włoskich faworytów. W poprzednim sezonie odpadły w ⅛ finału zespołem z Mediolanu, a rok wcześniej w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń z drużyną z Nowary.
W bieżących rozgrywkach znów ma trudne rywalki - włoski Prosecco Doc Conegliano, turecki Zeren SK i niemiecki Dredner SC. Na dodatek klub przeżywa problemy finansowe i zespół nie jest tak mocny, jak w ostatnich latach. Wydawało się, że jedynie z wicemistrzem Niemiec jest w stanie nawiązać wyrównaną walkę.
Walka na przewagi w pierwszym secie ŁKS Commercecon
I tak rzeczywiście było od początku pierwszej partii. Po ataku Thany Fayad gospodynie wygrywały 6:4. A po asie Kanadyjki i zbiciu Soni Stefanik przewaga urosła do czterech punktów i trener Niemek poprosił o czas. To podziałało, a spora w tym zasługa dobrze zagrywającej Emmy Grome. Po bloku Mette Pfeffer traciły tylko punkt, a za chwilę objęły prowadzenie. I przy wyniku 11:13 to Adrian Chyliński, trener ŁKS zarządził przerwę.
W przypadku łodzianek to nie podziałało, bo rywalki jeszcze zwiększyły przewagę. Przy stanie 12:17 szkoleniowiec znów poprosił o czas. I tym razem zawodniczki skorzystały z rad - po asie Brambilli przegrywały tylko punktem, a po bloku Stefanik było po równo. W końcówce były emocje. Po asie Miku Akimoto było 22:20, ale łodzianki błyskawicznie wyrównały. Atak Jette Kuipers i blok Pfeffer rozstrzygnął seta na korzyść przyjezdnych.
Drugi set był także bardzo zacięty. Sześć razy był remis, zanim Dresdner SC pierwszy raz odskoczył na trzy punkty - po bloku Pfeffer było 10:13. Od tej pory przyjezdne utrzymywały przewagę i na nic zdawały się próby łodzianek. Miały problemy w przyjęciu i z kończeniem akcji. Po autowym ataku Danieli Cechetto gospodynie przegrywały 16:21 i rywalki zmierzały po drugiego seta. Wygrały go do 20.
Początek trzeciego seta dał nielicznym kibicom ŁKS nadzieję, że można jeszcze odwrócić losy meczu. Po ataku Brambilli łodzianki wygrywały już 10:5 i szkoleniowiec gości już po raz drugi w trzeciej partii poprosił o czas. Ta przewaga utrzymywała się długo. Niemki biły głową w mur i dopiero po asie Marty Levinsky traciły tylko trzy punkty. Przyjezdne myliły się jednak na potęgę i ŁKS złapał kontakt.
I dobrze rozpoczął czwartego seta. Po dobrej zagrywce Anny Obiały prowadził 4:1. Rywalki jednak krok po kroku zaczęły odrabiać straty. Po ataku Levinskiej było już tylko 7:8. Łodzianki świetnie odpowiedziały i po asie Obiały wygrywały czterema punktami. Przyjezdne chciały uniknąć tie breaka i zaciekle walczyły. Po zbiciu Akimoto był remis (18:18). Trwała zażarta walka, by przechylić szalę na swoją stronę. Końcówka należała do rywalek, które wygrały 3:1.











