Kapitalna walka Polaków, a potem załamanie. Siatkarski nokaut na koniec finału Ligi Mistrzów
Drugie podejście i druga porażka. Mistrzowie Polski, jak rok temu, nie sprostali mistrzom Włoch w finale siatkarskiej Ligi Mistrzów. Otwarcie meczu w Inalpi Arenie w Turynie dawało nadzieję, że Aluron CMC Warta Zawiercie nawiąże walkę z obrońcami tytułu. Dwa kolejne sety to już jednak dominacja Sir Sicoma Monini Perugii. Z triumfu cieszy się więc tylko jeden polski siatkarz - przyjmujący Perugii Kamil Semeniuk.

Przed rokiem nie udało się w Łodzi, ale Turyn i Inalpi Arena miała być okazją na rewanż. Aluron CMC Warta Zawiercie po raz drugi z rzędu dotarła do finału Ligi Mistrzów, po drodze przegrywając tylko jedno spotkanie. W meczu o trofeum czekali jednak obrońcy tytułu i wielcy faworyci, czyli Sir Sicoma Monini Perugia - w tym sezonie w Europie niepokonani.
Już pierwszy set pokazał, że obie drużyny zasłużenie awansowały do finału. Zacięta walka trwała od pierwszej do ostatniej akcji, żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć na więcej niż dwa punkty. A kiedy nawet Perugia to zrobiła, Zawiercianie błyskawicznie odrabiali straty.
I zwycięzcę wyłoniła dopiero gra na przewagi. W niej Warta najpierw uratowała się blokiem, a potem sama miała szansę na zakończenie seta. Po kontrataku wykończonym przez Aarona Russella prowadziła 27:26, w kolejnej akcji Bartłomiej Bołądź obił blok i piłka upadła za linią boczną! Tyle że wcześniej musnął nią Russell i Perugia wyrównała.
A potem wygrała dwie kolejne akcje, choć ostatnia wzbudziła protesty siatkarzy Winiarskiego - twierdzili, że rozgrywający rywali Simone Giannelli przy swojej akcji przełożył ręce na ich stronę. Sędzia się z tym nie zgodził i mimo challenge'u Włosi wygrali 29:27. Walka trwała aż 38 minut.
Kapitalne emocje w pierwszym secie. A potem Perugia zaczęła dominować
Wygrana napędziła Perugię, bo drugą partię rozpoczęła znakomicie. Włosi szybko zameldowali się punktowym blokiem, a przy zagrywkach przyjmującego Perugii Kamila Semeniuka odskoczyli. Trener Warty Michał Winiarski poprosił o przerwę przy stanie 4:9. Po niej niemoc drużyny przełamał Bołądź, ale różnica nie malała.
Po kolejnej akcji oprotestowanej przez Zawiercian Perugia prowadziła już 15:8. Kolejna przerwa dla Winiarskiego nie pomogła. Trener spojrzał więc w kierunku kwadratu dla rezerwowych i przywołał Kyle'a Ensinga. W półfinale ten manewr się sprawdził, Amerykanin rozruszał grę Zawiercian.
W drugim secie z Perugią już nie zdążył. Kapitalnie prezentował się Giannelli, w ataku liderem był Wassim Ben Tara, Tunezyjczyk z polskim paszportem. Perugia rozbiła mistrzów Polski 25:18.
Liga Mistrzów siatkarzy. Aluron CMC Warta Zawiercie zdominowana, Włosi znów to zrobili
Na boisku Perugia dominowała, a na trybunie trwało świętowanie jej kibiców. "Sirmaniaci", jak sami się nazywają, wypełnili jedną z trybun, znów zasypali dziennikarzy serpentynami, a w trakcie spotkania to ich śpiewy przebijały się najgłośniej. Choć i fani Zawiercian byli dostrzegani i słyszani, skupili się w dwóch dużych grupach.
Była jednak jeszcze szansa, by popsuć humory włoskim fanom. W końcu Zawiercianie w tym sezonie pokazali, że potrafią podnosić się z trudnych sytuacji - choćby w zwycięskich dla nich finałach PlusLigi. I na początku trzeciego seta zyskali dwa punkty przewagi, korzystając ze szczelnego bloku. Tyle że po chwili to Perugia prowadziła 7:4 po zagrywce Ben Tary - atakujący przeprosił za nią Zawiercian, bo piłka zatańczyła na taśmie i zupełnie zmyliła rywali.
Gorzej, że Ben Tara długo pola zagrywki nie opuszczał i różnica wzrosła do sześciu punktów. Winiarski robił, co mógł - przerywał grę, wprowadził do pomocy w przyjęciu Jakuba Czerwińskiego. Tyle że konstelacji gwiazd z Perugii nic już nie było w stanie zatrzymać. Różnica wzrosła w pewnym momencie do 12 punktów, rozpędzeni Włosi wygrali ostatecznie 25:15. I mogli zacząć świętowanie.
Z Turynu Polska wyjeżdża z jednym medalem, bo PGE Projekt w meczu o brąz nie sprostał Ziraatowi Bankkart Ankara. Nie udało się więc obronić stanu posiadania sprzed roku, gdy Zawiercianie zdobyli srebro, a JSW Jastrzębski Węgiel brąz.
Z Turynu Damian Gołąb













