Włosi rozbici przez polski klub. Michał Winiarski odsłania kulisy
Dwa kapitalne sety, a potem kropka nad "i" w trzecim, już bez presji. Tak wyglądał ćwierćfinał Ligi Mistrzów w wykonaniu Aluron CMC Warty Zawiercie. Drużynę do turnieju finałowego po raz drugi z rzędu wprowadził Michał Winiarski, tym razem po efektownym rozprawieniu się z Cucine Lube Civitanova. Trener Zawiercian jasno wskazał, co przeważyło na korzyść jego zespołu. Ale też mocno tonuje nastroje, bo Warta wpędziła się w kłopoty w PlusLidze.

Po świetnym pierwszym spotkaniu we Włoszech Aluron CMC Warta Zawiercie była zdecydowanie bliżej półfinału Ligi Mistrzów niż rywale, ale w dwumeczu potrzebny jest jeszcze drugi krok. A przed nim siatkarze Cucine Lube Civitanova, za pośrednictwem Aleksandyra Nikołowa, zapowiadali agresywną grę i postawienie wszystkiego na jedną kartę.
W praktyce determinacji wystarczyło im na jednego seta w Sosnowcu, gdzie podjęła ich Warta. Zawiercianie pokonali ich w końcówce wyrównanego pierwszego seta, a w drugim już zdominowali rywali, zwyciężając 25:18. Do zwycięstwa poprowadziło ich kilka atutów.
"Troszeczkę doświadczeniem i determinacją, może też złością sportową. Bo wiemy, że w międzyczasie graliśmy mecz, który przegraliśmy po tie-breaku. W ostatnim okresie, w którym mieliśmy dużo zwycięstw, taka porażka wzbudziła w nas jeszcze większy głód i trochę więcej agresji. I to było na boisku widać" - odsłania kulisy zwycięstwa Michał Winiarski.
Aluron CMC Warta Zawiercie znów wśród najlepszych. "Nie możemy popadać w żadną euforię"
Mistrz świata z 2014 r. pracuje od kilku lat na swój dorobek trenerski i właśnie dopisuje do niego kolejne duże osiągnięcie. Po raz drugi z rzędu doprowadził drużynę do czołowej czwórki Ligi Mistrzów.
W spotkaniu z Lube kluczowy wydawał się pierwszy set, w którym Zawiercianie ostudzili zapędy Włochów. Winiarski nie ukrywa, że to ułatwiło jego zespołowi dokończenie dzieła w drugim secie. Bo już po dwóch wygranych partiach pewna awansu Warta mogła dokończyć spotkanie rezerwową szóstką.
"Na ich twardą grę odpowiedzieliśmy jeszcze twardszą. Oni poczuli, że grają swoją najlepszą siatkówkę, a jednak przegrali seta. Coś w tym jest. Ten pierwszy set dał nam trochę takie przełamanie. I potem grało nam się zdecydowanie łatwiej. Jeżeli wiemy, że zespół przeciwny musi wygrać z nami za trzy punkty, przy wygranej w pierwszym secie dalej jest w grze. A po przegranej pierwszej partii jednak to widmo porażki doskwiera bardziej niż przy stanie 0:0" - wskazuje Winiarski.
Zawiercianie w czwartek podnieśli się po porażce, którą zanotowali między meczami Ligi Mistrzów. O ile bowiem na europejskich boiskach wszystko układa się dla nich idealnie, o tyle wpędzili się w kłopoty w PlusLidze. Po serii zwycięstw niespodziewanie przegrali w Sosnowcu z ZAKS-ą Kędzierzyn-Koźle w pierwszym meczu ćwierćfinałowym.
I teraz nie mają już miejsca na błąd - w rywalizacji do dwóch zwycięstw przegrywają 0:1. A kolejny mecz obu drużyn już w poniedziałek, tym razem Warta zagra na wyjeździe.
"Bardzo ciężko jest utrzymać taką atencję w tak krótkim czasie. Wiedzieliśmy, jak bardzo ważny jest ten pierwszy mecz we Włoszech. I tam widziałem zespół skoncentrowany na maksa, który dał z siebie wszystko. I z reguły jest tak, że kiedy ta atencja jest na najwyższym poziomie, to mimo że wiedzieliśmy, że z ZAKS-ą będzie bardzo trudno, to jednak nie weszliśmy na swój poziom grania. I to było widać. Dlatego cieszymy się, że jedziemy do Turynu, ale w tym momencie nie możemy popadać w żadną euforię, bo czeka nas ciężki bój w poniedziałek ZAKS-ą" - przestrzega Winiarski.
Zawiercianie w czwórce Ligi Mistrzów. Ale w PlusLidze muszą odrabiać straty
Trener wicemistrzów Polski ucina też sprawę turnieju finałowego w Turynie. W maju Warta zagra tam z Ziraatem Bankkart Ankara, w drugiej parze wystąpią PGE Projekt Warszawa i Sir Sicoma Monini Perugia. To właśnie z Perugią w poprzednim sezonie Zawiercianie grali w finale Ligi Mistrzów, ostatecznie przegrywając z włoską drużyną.
Na świecie jest 10 zespołów, które co roku walczą o złoto. Mimo że chciałby pan ode mnie pewnie usłyszeć: tak, jedziemy po złoto, nie, ja jadę teraz na bardzo trudny teren ze swoim zespołem do Kędzierzyna. I to będzie dla mnie teraz najważniejsze. A co będzie dalej, zobaczymy
Z Sosnowca Damian Gołąb















