To nie tak miało wyglądać. Klęska w Lidze Mistrzów na oczach ministra
To był jeden z najbardziej prestiżowych meczów w fazie grupowej siatkarskiej Ligi Mistrzów. PGE Projekt Warszawa, który już w poprzedniej kolejce zanotował wpadkę w tych rozgrywkach, podejmował mocnego rywala. Cucine Lube Civitanova, aktualnie szósty zespół ligi włoskiej, zdominował jednak polskich siatkarzy. PGE Projekt podniósł się dopiero w trzecim secie, ale wynik 0:3 ze środy może mieć poważne konsekwencje dla losów awansu z grupy.

Oba zespoły przystąpiły do meczu Ligi Mistrzów po prestiżowych porażkach w lidze. PGE Projekt Warszawa nie ugrał ani jednego seta w meczu z Asseco Resovią Rzeszów, Cucine Lube Civitanova przegrała 1:3 z Sir Sicoma Monini Perugia.
Włoski zespół w Lidze Mistrzów dotąd był jednak bezbłędny, dwa pierwsze spotkania wygrywając bez straty seta. Do Warszawy przyjechał pod kierunkiem świetnie znającego polskie realia trenera - Włochów prowadzi Giampaolo Medei, były szkoleniowiec Asseco Resovii Rzeszów.
PGE Projekt Warszawa z problemami. Wyraźna przewaga Cucine Lube Civitanova
Włosi od początku nacisnęli na polski zespół zagrywką. Problemy mieli z nią obaj przyjmujący z Warszawy, Kevin Tillie i Bartosz Bednorz. Efektem było prowadzenie gości 10:6.
Co gorsza, Włosi powiększali przewagę. Po odważnym ataku Aleksandyra Nikołowa, wicemistrza świata z Filipin, prowadzili już 15:9. Na nic przerwy, o które prosił trener PGE Projektu Tommi Tiilikainen, nie pomogła podwójna zmiana rozgrywającego i atakującego - Warszawianie nie mieli zbyt wiele do powiedzenia i przegrali 18:25.
A środowe spotkanie było z ich punktu widzenia tym ważniejsze, że w poprzedniej kolejce Ligi Mistrzów niespodziewanie przegrali 2:3 z Montpellier. Kolejna porażka byłaby już poważnym ograniczeniem szans na pierwsze miejsce w grupie E, a tylko to daje bezpośredni awans do ćwierćfinału.
W pierwszym secie meczu z Lube dużym problemem PGE Projektu była skuteczność w ataku. Warszawianie skończyli tylko 38 procent piłek. Drugą partię rozpoczęli jednak od dwupunktowego prowadzenia. Tyle że Włosi szybko doprowadzili do remisu 7:7. W dodatku po chwili boisko z grymasem bólu musiał opuścić Bednorz, który został pechowo uderzony piłką w palec.
Gospodarze jeszcze raz się zerwali, odskoczyli na trzy punkty, ale znów Lube szybko doprowadziło do remisu 12:12. I zaczęło budować przewagę, korzystając m.in. z zagrywek Giovanniego Gargiulo i bloków, którymi punkty zdobywał Mattia Bottolo.
Warszawianie atakowali zaś z jeszcze słabszą skutecznością niż w pierwszym secie. Nie pomogła zmiana atakującego - na boisku pojawił się Bartosz Gomułka - ani powrót do gry Bednorza. Tiilikainen tylko kręcił głową, a jego zespół przegrał 21:25.
Liga Mistrzów siatkarzy. Trudna sytuacja polskiej drużyny
Fiński szkoleniowiec polskiej drużyny zdecydował się na zmianę na rozegraniu, zastępując Jana Firleja Michałem Kozłowskim. A Warszawianie starali się w końcu nawiązać walkę z rywalami. Po udanym kontrataku wykończonym przez Gomułkę prowadzili 11:10.
Warszawską drużynę z trybun Torwaru oglądał m.in. minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki. Obejrzał jednak tylko trzy sety. W grze warszawskiej drużyny cały czas zdarzały się niedokładności, w trzeciej partii pojawiły się błędy w ataku, i Włosi odskoczyli na cztery punkty.
W tym secie były jeszcze emocje, Tillie doprowadził do remisu 22:22. Ale to Włosi cieszyli się z wygranej 26:24 i kompletu punktów.
Na półmetku fazy grupowej PGE Projekt zajmuje dopiero trzecie miejsce w tabeli grupy E. Do niepokonanego Lube traci już pięć punktów.
PGE Projekt Warszawa: Weber, Semeniuk, Bednorz, Firlej, Kłos, Tillie - Wojtaszek (libero) oraz Gomułka, Kozłowski, Koppers, Firszt
Cucine Lube Civitanova: Loeppky, Gargiulo, Bottolo, Boninfante, D'Heer, Nikołow - Balaso (libero) oraz Orduna, Koukartsev














