Polscy siatkarze walczyli w Lidze Mistrzów. Gigant postraszony. Punkt na wagę złota
Na środę 18 lutego zaplanowano ostatnią kolejkę fazy grupowej siatkarskiej Ligi Mistrzów. W grze o awans do fazy pucharowej dalej były wszystkie cztery polskie zespoły, lecz zdecydowanie najtrudniejszą sytuację miał PGE Projekt Warszawa. Zespół Kamila Nalepki musiał przeciwstawić się ekipie Cucine Lube Civitanova. I to zrobił. Po zaciętym starciu lepsi 3-2 okazali się Włosi. Mimo to drużyna z PlusLigi zdobywając punkt zapewniła sobie awans do 1/8 finału.

Po sporych perturbacjach do Włoch, by zmierzyć się z zespołem Cucine Lube Civitanova udał się PGE Projekt Warszawa. Przedstawiciel PlusLigi w trakcie sezonu pożegnał się z Tommim Tiilikainenem, a jego miejsce zajął dotychczasowy asystent, Kamil Nalepka. Od tamtej pory polski klub gra bardzo dobrze i dąży od zwycięstwa do zwycięstwa. Bardzo niekorzystnie wyglądała jednak sytuacja w Lidze Mistrzów. Projekt by być pewnym gry w dalszej fazie musiał wygrać ze wspomnianym włoskim gigantem. Liczyć mógł się nawet jeden set, czy małe punkty. W innym przypadku należało liczyć na korzystne wyniki innych spotkań.
Do gry szkoleniowiec ekipy z naszej ligi posłał swój najmocniejszy skład: Jan Firlej, Linus Weber, Karol Kłos, Jurij Semeniuk, Bartosz Bednorz, Kevin Tillie i na libero Damian Wojtaszek.
Projekt ruszył do walki. Pierwszy set dla Włochów
Ekipa z Polski była bardzo naładowana, co było widać w pierwszych akcjach głównie za sprawą francuskiego przyjmującego. Ten posłał asa serwisowego, a następnie popisał się dobrym atakiem. Tym samym było już 3:0. Lube jednak nie dawało za wygraną. Z każdą piłką rozkręcali się coraz bardziej. Na rozegraniu bawił się Mattia Boninfante, co poskutkowało wynikiem 4:4.
Mimo to Projekt nie dawał za wygraną i prowadził 8:6. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce wzięli Aleksandar Nikolov i Mattia Bottolo. Tablica wyników wskazywała 11:8 dla ekipy gospodarzy. Szybko dwa czasy wziął trener Nalepka, a z boiskiem pożegnał się Weber. W jego miejsce wszedł Gomółka. Włosi nie odpuszczali i w pewnym momencie prowadzili aż pięcioma punktami (16:11, 18:15).
Projekt próbował odrobić straty, lecz bezskutecznie. Zawodnicy z Włoch wygrywali 20:17 czy 23:20. Wtedy jednak goście przeprowadzili dwie skuteczne akcje, co zapowiadało ciekawą końcówkę (23:22). Ostatecznie jednak Lube wygrało 25:23 i zdobyło pierwszego seta.
Projekt kontrolował przebieg seta. Pod koniec ogrom emocji
Druga partia rozpoczęła się niemal identycznie jak pierwsza. Znów Projekt szybko zbudował sobie przewagę (7:2). Drużyna Lube zaczęła wreszcie mylić się w ataku, a spore problemy miał Pablo Kukartsev. Wtedy Medei postanowił wziąć czas, by zmobilizować swoją drużynę. Drużyna z Warszawy z kolejnymi akcjami miała coraz większe problemy. Poza skutecznością w ofensywie dochodziły niezbyt dobre piłki od Firleja. Włoska ekipa zbliżyła się na dwa "oczka" (10:8).
Rywalizacja toczyła się punkt za punkt. Przewaga Projektu wahała się między dwoma, trzema punktami (14:12, 15:13). Do tego piłki od Firleja zaczął wreszcie kończyć Weber. Tym samym reprezentant PlusLigi wygrywał już 19:15 całkowicie kontrolując przebieg seta. Klasę pokazywał Nikolov, dzięki czemu Lube traciło jedynie dwa punkty (21:19).
Projekt jednak doszedł do piłek setowych (24:21). Przy pierwszej w siatkę zagrali warszawiacy, natomiast przy drugiej świetnie kontratak wykorzystał Nikolov. Ostatecznie stołeczna ekipa wykorzystała swoją okazję i wygrała całą partię 26:24. W setach było 1-1.
Lube podkręciło tempo gry. Trzeci set dla nich
Kolejny set na początku był zdecydowanie najbardziej zacięty. Było 5:5, a po chwili już 8:8. Prawdziwe show dawał Nikolov. Bułgarski przyjmujący bawił się z blokiem, a gdy tylko miał okazję, to korzystał z siłowych rozwiązań. Pokazywał pełen wachlarz swoich umiejętności, a zawodnicy Napelki nie byli w stanie podbić piłki w górę. Lube zaczęło również grać blokiem (13:10).
Brązowym medalistom mistrzostw Polski z poprzedniego sezonu brakowało cierpliwości. Agresywnie grał Tillie, lecz na lewym ataku nie wszystko szło po jego myśli. Zaledwie chwilkę później nie trafił zagrywką, przez co Lube od drugiego seta dzieliło już niewiele (17:13).
Tuż przed decydującym fragmentem tej części meczu włoski gigant miał bezpieczny, trzypunktowy bufor (19:16). Grę czytał Wout D'Heer, który kolejny raz zablokował Bednorza. Finalnie Giampaolo Medei miał powody do świętowania, gdyż jego ekipa nie oddała prowadzenia i po wygraniu partii 25:19 prowadziła w setach 2-1.
Polacy wrócili, kluczowy punkt. Będą grać dalej
Czwarta odsłona tego meczu nie zbyt mogła podobać się kibicom. Oba zespoły popełniały sporo błędów na zagrywce. Tablica wyników pokazywała 4:4, a po kilku akcjach 8:8. Firlej wykorzystywał swoich przyjmujących. Na szczególną pochwałę zasługuje Bednorz, który był zdecydowanym liderem drużyny (12:10).
Lube dobrze grało zagrywką. Wielokrotnie w trudnej sytuacji przy rozegraniu był Firlej. Co więcej, z kłopotami piłkę w grze utrzymywał Wojtaszek. W ten sposób Lube prowadziło 17:16. Warszawiacy jednak zdawali sobie sprawę, że czasu doprowadzenie do tie-breaka było coraz mniej. W pewnej chwili błąd popełnił Kukartsev, co pozwoliło polskiej ekipie wygrywać 20:19.
W najważniejszym momencie asa serwisowego posłał Linus Weber. Było 23:21. Polacy w końcu wywalczyli dwie piłki setowe. Blokiem partię zakończył Karol Kłos. Wtedy stało się pewne, że Projekt zdobywając co najmniej jeden punkt będzie grać w Lidze Mistrzów dalej.
Tie-break dla Lube. Najważniejszy awans
Piąty, decydujący set po bardzo zaciętej walce padł łupem gospodarzy 15:12. Tie-break nie był jednak kluczowy. Mimo że PGE Projekt Warszawa przegrał 2-3 kwestia udziału w fazie pucharowej była rozstrzygnięta. Polski klub zagra w 1/8 finału Ligi Mistrzów.



















