Miał być wielki powrót, była klapa. Bolesna porażka polskich siatkarzy w LM
Nie tak miał wyglądać powrót Asseco Resovii do siatkarskiej Ligi Mistrzów. Brązowi medaliści PlusLigi po siedmiu latach znów zagrali w najważniejszych europejskich rozgrywkach i skończyło się bolesną porażką. We własnej hali rzeszowianie przegrali 1:3 z Tours VB z Francji. Ta niespodziewana porażka już na starcie komplikuje Resovii sytuację w grupie B, bo Francuzi nie są jej najtrudniejszym rywalem w tej fazie rozgrywek.

Rzeszowianie byli zdecydowanym faworytem spotkania, ale nie stanęli na wysokości zadania. Ich porażka to wielka niespodzianka, ale tego dnia Asseco Resovia nie stanowiła drużyny, która ma walczyć w tym sezonie o najwyższe cele.
Początek spotkania był wyrównany. Po rzeszowskiej stronie bezbłędnie atakował Stephen Boyer, po drugiej najskuteczniejszy był Aboubacar Drame Neto. Z czasem to gospodarze zaczęli mieć jednak problemy. Nie ustrzegli się błędów, zagrywką zaskoczył ich Antoine Pothron.
Kłopoty miał Torey Defalco, jeden z liderów Asseco Resovii. Przy stanie 17:20 trener rzeszowian Giampaolo Medei poprosił o czas, a Amerykanin został zmieniony. Gospodarze jeszcze zbliżyli się do rywali, punkt zdobył nawet Paweł Zatorski. I to w niecodzienny sposób, przebijając piłkę znad bandy przez całą długość boiska. Francuzi utrzymali jednak prowadzenie, Resovia przegrała 22:25.
Trudne końcówki Asseco Resovii. Raz siatkarze się pogubili
Tours VB prowadzi Marcelo Fronckowiak. To Brazylijczyk polskiego pochodzenia, który pracował w PlusLidze, opiekując się zawodnikami Cuprum Lubin.
W drugim secie czwartkowego spotkania Fronckowiak szybko musiał poprosić o przerwę. Rzeszowianie wyszli bowiem na boisko wyraźnie podrażnieni. Nie było wśród nich Defalco, zastąpił go Yacine Louati. Szybko punkt blokiem zdobył Karol Kłos, prowadzili 9:5. Tyle że po kilku minutach wynik zbliżył się do remisu.
Później Resovia jeszcze raz odskoczyła, ale w końcówce jej przewaga zaczęła topnieć. Nadal znakomicie w ofensywie spisywał się Drame. Goście najpierw doprowadzili do remisu 20:20, a potem objęli prowadzenie. W końcówce rzeszowianie się pogubili i znów przegrali, tym razem 23:25. A to oznaczało już niespodziewaną stratę co najmniej punktu.
Początek trzeciej partii znów był wyrównany. Gospodarze odskoczyli po asie serwisowym Kłosa, prowadzili wówczas 13:9. Od dłuższego czasu na boisku był już z powrotem Defalco, którego Medei wezwał jednak na boisko. Przewaga jego drużyny jeszcze wzrosła przy znakomitych zagrywkach Jakuba Kochanowskiego. Tyle że rywale byli w stanie zmniejszyć straty do dwóch punktów, zatrzymali blokiem Kłosa. Po chwili w aut huknął Boyer i po polskiej stronie zaczęły się nerwy. Ostatecznie gospodarze się jednak obronili, wygrywając 25:21.
Zobacz również:
Asseco Resovia sensacyjnie przegrywa. Wypuściła szansę z rąk
Wciąż bliżej zwycięstwa byli jednak goście. Po świetnej zagrywce Żeljko Coricia prowadzili dwoma punktami. Resovia szybko odrobiła straty, a gdy kontratak wykończył Klemen Cebulj, wygrywała 16:14. Siatkarze z Rzeszowa znów jednak zmarnowali przewagę. Cebulj nadział się na blok, po chwili zagrywkami zaskoczył ich Gildas Prevert. I gospodarze przegrywali 21:23. Słoweniec denerwował się po nieudanych akcjach, szarpał siatkę, ale ostatecznie Resovia przegrała 21:25.
W środę w Lidze Mistrzów wygrały dwie inne polskie drużyny - Jastrzębski Węgiel i Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W grupie B rywalami Asseco Resovii będą jeszcze Itas Trentino z Włoch i ACH Lublana ze Słowenii. Z tym drugim rywalem rzeszowianie zmierzą się już za tydzień. Najtrudniejszym przeciwnikiem wydają się jednak mistrzowie Włoch. Dlatego niespodziewana porażka z Tours jest tym bardziej bolesna.
Asseco Resovia: Boyer, Kochanowski, Defalco, Drzyzga, Kłos, Cebulj - Zatorski (libero) oraz Bucki, Louati, Staszewski
Tours VB: Leandro, Pothron, Mendez, Drame, Corić, Parkinson - Ramon (libero) oraz Tammearu, Faganas, Prevert












