Krzyki trenera i sensacyjny koniec. Wpadka polskich siatkarzy w Lidze Mistrzów
To miał być spokojny mecz przeciwko najsłabszej do środy drużynie grupy D Ligi Mistrzów. Siatkarze Asseco Resovii Rzeszów, pewni gry w fazie play-off rozgrywek, mieli przypieczętować drugie miejsce w tabeli. Tymczasem w hali w Lizbonie niosły się krzyki trenera Resovii Massimo Bottiego, a polski zespół przegrał dwa pierwsze sety. Trzeci pozwolił złapać Rzeszowianom oddech, ale wszystko skończyło się sensacyjnym wynikiem 3:1.

Siatkarze Asseco Resovii Rzeszów przystąpili do meczu w Portugalii z jasną sytuacją. Wszelkie wątpliwości rozwiała Aluron CMC Warta Zawiercie, która po porażce w Rzeszowie sprzed tygodnia tym razem rozbiła SVG Luneburg i przypieczętowała pierwsze miejsce w grupie.
Rzeszowianie byli więc już skazani na drugie miejsce w grupie D i przebijanie się do ósemki przez dodatkową fazę play-off. Środowe zwycięstwo w Lizbonie mogło jednak poprawić ich miejsce w drabince i teoretycznie skojarzyć w następnej fazie z łatwiejszym rywalem.
Niespodziewany początek w Lidze Mistrzów. Asseco Resovia Rzeszów dała się zaskoczyć
Kiedy obie drużyny spotkały się w Rzeszowie, polscy siatkarze dość łatwo wygrali 3:0. Ale Sporting, który miał jeszcze cień szansy na trzecie miejsce premiowane grą w Pucharze CEV, w poprzednim meczu u siebie niespodziewanie pokonał Luneburg.
Polski zespół nie zamierzał im ułatwiać zadania, choć trener Massimo Botti zdecydował się na zmianę atakującego - w podstawowym składzie znalazł się rezerwowy zazwyczaj Jakub Bucki. Na libero po paru meczach przerwy w tej roli wrócił Amerykanin Erik Shoji. Odpoczywał natomiast Artur Szalpuk, przyjmujący i jeden z liderów zespołu.
Ale na początku pierwszego seta polscy siatkarze mieli problemy, przegrywali 7:9 i trener przerwał grę. Reakcji drużyny jednak nie było, a po autowym ataku Buckiego na tablicy wyników był już rezultat 13:16. Co gorsza, gry już do końca seta nie dało się poukładać. W końcówce Rzeszowian kiwką zaskoczył 41-letni rozgrywający Siergiej Grankin, mistrz olimpijski z Rosją z 2012 r. Sporting wygrał 25:22.
Polski zespół był pod ścianą. I wtedy rywale wpadli w spiralę błędów
Na początku drugiej partii wydawało się, że Resovia wzięła się jednak do poprawiania sytuacji. Pomogły w tym nieco lepsze zagrywki, a także bloki - sygnał na siatce dał środkowy Mateusz Poręba.
Tyle że to wystarczyło tylko do prowadzenia wyrównanej walki z rywalami. I to siatkarze z Portugalii w końcówce wypracowali sobie przewagę. Kiedy zablokowali atak Buckiego, prowadzili 22:19. Rzeszowianie nie potrafili naciskać rywala zagrywką, a po drugiej stronie ich blok znów zaczął gubić Grankin. Na nic efektowne obrony Shojiego - Sporting wygrał 25:22.
Zespół z Lizbony sensacyjnie zbliżył się więc do trzeciego miejsca w grupie i wyprzedzenia Luneburga. Potrzebował do tego zwycięstwa 3:0. Botti też jednak zrozumiał, że to nie przelewki, i wezwał na boisko Szalpuka oraz Karola Butryna, podstawowego atakującego drużyny.
W końcu to goście prowadzili dwoma punktami. Tyle że kiedy w polu zagrywki pojawił się Kelton Tavares, wynik się odwrócił. Siatkarz Sportingu zdobył punkt serwisem, jego koledzy po chwili postawili blok, Butryn zaatakował w aut. I zespół z Lizbony objął prowadzenie 10:8. Po chwili Botti poprosił o przerwę, w trakcie której w hali niosły się krzyki trenera Resovii.
Po chwili załamała się jednak gra gospodarzy. Wpadli w spiralę błędów, przegrali kilka akcji z rzędu i to Resovia wygrywała 17:13. Na twarzach siatkarzy z Polski pojawiły się uśmiechy, trzeci set zakończył się ich zwycięstwem 25:19.
Siatkarska niespodzianka w Lizbonie. Asseco Resovia pokonana
Rzeszowianie jednak nie przejęli kontroli nad meczem. W czwartym secie zmarnowali dwupunktową przewagę, Portugalczycy zaskoczyli ich zagrywką i Sporting objął prowadzenie 15:12.
Odrodził się atakujący gospodarzy Edson Valencia i mimo szarży Rzeszowian nic się już nie zmieniło - to portugalski zespół utrzymał przewagę i zamknął mecz. Ostatniego seta wygrał 25:20, wygrał cały mecz 3:1.
Resovia, mimo wpadki, i tak gra dalej w Lidze Mistrzów, a do fazy pucharowej zakwalifikował się komplet polskich zespołów. Oprócz Warty swoją grupę wygrała Bogdanka LUK Lublin, a po dwóch setach wyrwanych w meczu z Cucine Lube Civitanova w fazie play-off wystąpi także PGE Projekt Warszawa.














