Kontrowersje w meczu polskiego klubu. "Co z tym możemy teraz zrobić?"
Nie tak miał wyglądać ćwierćfinał Ligi Mistrzów w wykonaniu siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów. Nie wykorzystali atutu własnej hali i przed rewanżem są w trudnej sytuacji. Marcin Janusz, kapitan Resovii, szuka jednak nadziei przed meczem w Turcji. - Sytuacja jest ciężka, sami w pewnym stopniu do niej doprowadziliśmy. Ale to dwumecz, jesteśmy dopiero w połowie - przypomina. I komentuje kontrowersje związane z decyzjami sędziów, którzy znów w Lidze Mistrzów wywołali na boisku sporo nerwów.

To nie pierwszy taki obrazek w najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywkach klubowych. Decyzje niektórych sędziów w Lidze Mistrzów regularnie podgrzewają wydarzenia na boisku - i tak po raz kolejny było w środę w hali Podpromie w Rzeszowie.
Największe kontrowersje miały miejsce w drugim secie rywalizacji Asseco Resovii z Ziraatem Ankara. Po jednej z akcji Marcin Janusz, kapitan polskiej drużyny, długo dyskutował z arbitrami - spotkanie prowadzili Andrea Puecher i Ari Jokelainen - gestykulował, starał się przekonać do swoich racji.
Trener Massimo Botti poprosił o challenge. Rzeszowianie nic jednak nie wskórali, a wszystko skończyło się żółtą kartką dla szkoleniowca Resovii.
Podobnie było już w fazie grupowej, gdy w meczu Resovii z Aluron CMC Wartą Zawiercie Artur Szalpuk po decyzjach sędziego aż łapał się za głowę - i też obejrzał żółtą kartkę. Teraz o kontrowersje z ćwierćfinału Ligi Mistrzów zapytaliśmy Janusza, najmocniej zaangażowanego w rozmowy z arbitrem.
- Były dyskusje, były kontrowersje. Ale ostatecznie wiem, że mieliśmy piłkę po swojej stronie, i to jest najważniejsze. Czy nam ktoś przeszkadza z boku, czy nie, to nie jest do końca ważne. Tak się stało. Nie wiem, według mnie kilka niedociągnięć było, ale co z tym możemy teraz zrobić? Najważniejsze, że mieliśmy swoje szanse i je straciliśmy - kwituje rozgrywający.
Polscy siatkarze sami do tego doprowadzili. Teraz muszą szukać nadziei
Najbardziej rzeszowskich siatkarzy bolała szansa stracona w drugim secie, w którym prowadzili już 23:20, a mimo to przegrali - i to nawet nie doprowadzając do gry na przewagi. Cały mecz zakończył się porażką 0:3 - bolesną tym bardziej, że we własnej hali Resovia i w lidze, w pucharach prezentowała się dotąd w tym sezonie znakomicie.
- Rzuciło mi się w oczy w pierwszym secie ich przyjęcie. Naprawdę wyszliśmy zagrywką, jaką potrafimy, nie popełniając dużej liczby błędów, często naprawdę mocno zagrywając. A oni byli w stanie przyjmować dobrze i potem ich akcje szły w miarę płynnie. To, że trzymaliśmy się ich blisko w pierwszym secie, w pewnym sensie dobrze o nas świadczy, bo dysproporcja była duża - ocenia Janusz.
Kapitan Asseco Resovii Rzeszów po spotkaniu starał się szukać pozytywów. Podkreślał, że mimo porażki w trzech setach spotkanie z Ziraatem wcale nie było jednostronne.
- Mieliśmy swoje szanse, szczególnie w drugim secie. I to może napawać nas jakimś optymizmem, że to nie jest nieosiągalny dla nas poziom, że potrafimy grać w siatkówkę tak, jak gra Ziraat. A wtedy, jak spotykają się dwie drużyny na podobnym poziomie, wszystko jest możliwe. I z tą myślą musimy jechać do Ankary, starać się odwrócić losy tej rywalizacji - zapowiada Janusz.
Asseco Resovia Rzeszów w trudnej sytuacji. Marcin Janusz jasno. "Jesteśmy dopiero w połowie"
Mimo słów pełnych nadziei Resovia stanie jednak przed niezwykle trudnym zadaniem. To właśnie ten zespół, wraz z włoskim Cucine Lube Civitanova - przegrał u siebie 0:3 z Aluron CMC Wartą Zawiercie - jest w najtrudniejszej sytuacji przed rewanżowymi meczami w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów.
Resovia i Lube w pierwszych spotkaniach nie ugrały nawet seta, a teraz czeka je mecz na wyjeździe. W przeciwieństwie do Włochów, Rzeszowianie dodatkowo muszą myśleć o weekendowym spotkaniu na krajowym podwórku - w sobotę na Podpromie przyjedzie Indykpol AZS Olsztyn, by rozpocząć rywalizację w ćwierćfinałach PlusLigi.
Sytuacja jest ciężka, sami w pewnym stopniu do niej doprowadziliśmy. Ale to dwumecz, jesteśmy dopiero w połowie tego, co może się stać. Jeśli chcemy być w czwórce najlepszych drużyn w Europie, musimy być drużyną, która jest w stanie odwrócić takie sytuacje. Jeśli nie, będziemy w ósemce, i lekki niedosyt będzie
Resovia cztery razy w historii dotarła do czołowej czwórki najważniejszych europejskich rozgrywek. Po raz ostatni w 2016 r., gdy organizowała turniej finałowy w Krakowie. W tym sezonie gra w Lidze Mistrzów dzięki dzikiej karcie.















