Dwa cele mistrza Polski na Final Four. Prezes wprost o tym, co go interesuje
Aluron CMC Warta wygrała finał PlusLigi, a w czwartek leci do Turynu na Final Four z jasnym zadaniem. Prezes Kryspin Baran już nawet tego nie kryje. Interesuje go jedno. - To nie jest dla nas kolejny event - przyznaje i mówi o dwóch celach dla świeżo upieczonego mistrza Polski. - Dobrze wyglądamy, jesteśmy w rytmie - stwierdza, dając do zrozumienia, że Warta powinna dostać to, czego chce.

Dariusz Ostafiński, Interia: Jak ostatnio rozmawialiśmy, to załatwiał pan czarter na Final Four, ale wtedy ważniejszy był finał PlusLigi.
Kryspin Baran, prezes Aluron CMC Warty Zawiercie: A teraz dopinamy ostatnie szczegóły. Są drobne zmiany na liście pasażerów, bo komuś nie pasuje, a ktoś inny chciałby się dopisać. Jeszcze jakieś okazjonalne koszulki dorabiamy. Niemniej w sobotę lecimy samolotem LOT z Katowic do Turynu. Drużyna leci oczywiście wcześniej, bo już w czwartek.
Zawodnicy polecą pewnie naładowani taką pozytywną energią.
- Na pewno w radosnych nastrojach, bo wygrany finał dodał im skrzydeł. I chcę powiedzieć, że zawodnicy podeszli też bardzo odpowiedzialnie do świętowania. Miało ono charakter radosnych rozmów. Po prostu miło spędziliśmy czas, ale wielkiego balowania nie było. A już we wtorek była ciężka praca na siłowni. Forma na Final Four musi być.
Prezes Warty otwiera drzwi do szatni
Z tym się trudno nie zgodzić, ale lampka szampana chyba by nie zaszkodziła.
- Był wolny poniedziałek, a szampan też, ale tylko na scenie, po finale. I więcej w powietrze poleciało niż do gardeł zawodników. Świętowali raczej bezalkoholowym piwem w szatni. Myślę, że to mówi wiele.
Dla was sezon nie skończył się na finale PlusLigi.
- I absolutnie nie możemy zaprzepaścić tego, co już zrobiliśmy w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Wiele kilometrów w podróży, pot wylany na parkiecie, głupio byłoby to teraz zaprzepaścić. W ostatnich dniach byliśmy sfokusowani na finale PlusLigi, ale teraz najważniejszy jest Final Four. To nie jest dla nas tylko kolejny event. To jest przywilej, radość i zwieńczenie pewnego etapu.
Prezes Warty wprost o szansach Projektu na finał
Na co pan liczy?
- Na nic się nie nastawiam. Dobrze wyglądamy, jesteśmy w rytmie meczowym, a to daje pozytywne skojarzenia. Jeśli do tego dodamy, że trzy z czterech drużyn grających w Final Four wróci z medalami, to chcielibyśmy coś przywieźć.
Jakub Bednaruk powiedział nam, że macie szansę na finał, większe niż Projekt.
- A ja życzę Projektowi finału, bo jakbym nam też się udało, to byłoby to coś dużego dla polskiej siatkówki. Natomiast nie możemy zapominać, że Warszawa będzie grała bez Bartosza Bednorza, czyli tego, co ma największe doświadczenie w tych dużych meczach. O ile w lidze zmiennicy pokazali się z dobrej strony i jakoś załatali tę dziurę, o tyle w Final Four może być z tym trudniej. To najlepszy zawodnik Projektu, a w takich spotkaniach, jak to z Perugią udział kogoś takiego ma podwójne znaczenie. Także wraz z jego kontuzją szanse Projektu na finał zmalały, co nie zmienia faktu, że chciałbym, żeby pokonali Perugię.
Warta problemów zdrowotnych nie ma.
- Odpukać, na tę chwilę, forma fizyczna naszych zawodników jest dobra.
"To były trudne chwile", prezes Warty wraca do finału PlusLigi
A psychiczna? Bo w finale PlusLigi były kłopoty z mentalem.
- Mieliśmy przez to nietypową rywalizację z wieloma zwrotami akcji. Jednak z problemów trzeba umieć wychodzić. Mam nadzieję, że te największe emocjonalne kłopoty za nami. Zostaliśmy mistrzami i w Turynie powinno być nam łatwiej o taką luźną grę. A wiemy, że takie granie na fantazji, to nam najlepiej wychodzi. Ten sezon już jest dla nas rewelacyjny, bo osiągnęliśmy historyczny sukces i na Final Four już nic nie musimy. To może na nas dobrze podziałać.
Dla pana to dobrze. Nigdy nie zapomnę, jak kamery pokazały pana przed czwartym meczem finałowym w Lublinie. Widać było, że finał kosztuje pana wiele zdrowia i nerwów.
- Trudno mi samego siebie recenzować. Powiem tylko, że najwięcej kosztował mnie trzeci mecz. Spodziewaliśmy się przełamania, chcieliśmy odwrócić losy, a przegraliśmy. To były trudne chwile, emocjonalnie bardzo to przeżyłem. Na ten czwarty mecz już jechałem z większym spokojem. Może na zewnątrz nie było widać. Niemniej wyjazd zawsze jest łatwiejszy. Zwłaszcza w tygodniu. Człowiek jest zajęty zawodową pracą, jadąc na mecz, jeszcze załatwia służbowe sprawy i wpada na halę w ostatniej chwili. A u siebie wszystkie myśli krążą wokół spotkania. Nawet, jak uda się na chwilę zapomnieć, to szybko przypomną o tym wchodzący goście. Przy powitaniu każdy pyta: jak tam i czy dzisiaj wygramy.
To jaki jest pana typ na półfinał z Turkami. Warta pokona Ziraat Bankasi Ankara?
- Bardzo bym chciał. Z dwóch powodów. Tak, jak wygranie PlusLigi daje gwarancję gry w Lidze Mistrzów, tak finał Final Four jest gwarancją gry w Klubowych Mistrzostwach Świata. Wiem, że ten turniej nie cieszył się wielką popularnością w poprzednich latach, ale chcielibyśmy tam zagrać. Poza tym wygranie z Ziraatem sprawi, że będziemy już pewni medalu, o którym tak marzymy.












