Zwolnili trenera i siatkarza. Nie pomogło, są już na samym dnie
To miał być dla obu drużyn jeden z najważniejszych meczów tej fazy sezonu. Mógł pozwolić w końcu się przełamać lub jeszcze bardziej pogrążyć w tabeli siatkarskiej PlusLigi. W Częstochowie przedostatnia Steam Hemarpol Politechnika podjęła ostatni Cuprum Stilon Gorzów. Po dwóch świetnych setach częstochowian goście podnieśli się z kolan i zwycięzców wyłonił dopiero tie-break.

Kiedy na boisku pojawiają się dwie ostatnie drużyny ligowej tabeli, waga spotkania wcale nie jest mniejsza niż w przypadku meczów na szczycie PlusLigi. I w Częstochowie, i w Gorzowie Wielkopolskim po nieudanym początku sezonu zrobiło się bowiem nerwowo.
Na radykalne ruchy zdecydowało się jednak przede wszystkim kierownictwo Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa. Najpierw pracę stracił trener Guillermo Falasca, potem klub zakończył współpracę z podstawowym libero Mateuszem Masłowskim. Również posada Huberta Henno, szkoleniowca Cuprum Stilonu, jest jednak poważnie zagrożona.
PlusLiga. Drużyna z Częstochowy narzuciła swój styl. Rywale mieli problemy
Gorzowianie nie wygrali bowiem dotąd ani jednego spotkania. Mimo wszystko przed środową rywalizacją mieli tyle samo punktów co rywale z Częstochowy, trzy razy przegrali bowiem po tie-breakach.
W pierwszym secie spotkania dwóch najsłabszych zespołów ligi przewagę wypracowali sobie siatkarze Steam Hemarpol Politechniki. Poradzili sobie mimo nie najlepszego przyjęcia - nie przełożyło się to na słabszy atak. Wręcz przeciwnie, potrafili tym elementem zdominować rywali.
Świetnie spisał się atakujący Patrik Indra, który zdobył dziewięć punktów. Jego zespół od połowy seta miał trzy punkty przewagi, potem ta różnica jeszcze wzrosła m.in. dzięki Jakubowi Kiedosowi, przyjmującemu częstochowian. I to gospodarze zwyciężyli 25:21.
Drugi set na początku był wyrównany. Z czasem ponownie przewagę zaczęli sobie budować gospodarze. Indra wykończył kontratak, który dał im prowadzenie 14:12. Punkt do przewagi atakiem ze środka dorzucił Daniel Popiela.
Częstochowianie byli znacznie skuteczniejsi od rywali w kontratakach. A goście nie ustrzegli się błędów w ważnych momentach. Łącznie oddali rywalom w ten sposób pięć punktów. Na nic niezła dyspozycja Kamila Kwasowskiego, as serwisowy Milada Ebadipoura ustalił wynik na 25:21 dla gospodarzy.
Siatkówka. Tie-break w meczu dwóch najsłabszych drużyn ligi
W drużynie gospodarzy w końcu było widać więcej uśmiechu, zwłaszcza u Ebadipoura, jej kapitana. Nerwy były za to wśród gorzowian, żółtą kartkę obejrzał Kwasowski. Ale to Cuprum Stilon prowadził niemal od początku trzeciego seta, uciekając na trzy punkty, a z czasem nawet wygrywając 16:11.
Częstochowianie, których prowadzi tymczasowy trener Roberto Cocconi, zmniejszyli jednak straty do dwóch "oczek". Wydawało się, że gorzowianie mimo wszystko wygrają pewnie, prowadzili już 24:20. Ale potem przegrali trzy akcje i wyszarpali dopiero zwycięstwo 25:23.
Czwartą partię gorzowianie zaczęli od mocnego uderzenia. Liderem ekipy stał się francuski przyjmujący Mathis Henno. Jego zespół prowadził już 11:6, kiedy zagrywkami pomógł Kwasowski. Ale drużyna z Częstochowy rzuciła się w pogoń za rywalem, przegrywała już tylko 15:16. Tyle że od tego momentu do końca seta zdobyła zaledwie trzy punkty. Goście błysnęli w bloku i wygrali 25:18.
Gra Cuprum Stilonu zdecydowanie się poprawiła, od kiedy na rozegraniu pojawił się rezerwowy Mateusz Maciejewicz. Jego drużyna prowadziła 5:3, ale potem wynik się odwrócił i to częstochowianie dopadli rywali, odskakując na dwa "oczka". Ale od stanu 11:13 trzy akcje wygrali goście, atak Chizoby Nevesa dał im piłkę meczową.
Wykorzystali już pierwszą szansę, wygrali tie-breaka 15:13 i po raz pierwszy w sezonie zwyciężyli. Częstochowianie spadają więc na ostatnie miejsce w tabeli PlusLigi.












