Zaskakujący zwrot w finałach PlusLigi. Bez tego nie będzie złota dla Winiarskiego
Po wyśmienitym początku Aluron CMC Warty Zawiercie sytuacja w finałach siatkarskiej PlusLigi zupełnie się odwróciła. Po trzech meczach to Bogdanka LUK Lublin ma tytuł mistrza Polski na wyciągnięcie ręki. "Kwolek jest poza play-offem. W jego skali gra poniżej umiejętności. Do tego brak Bieńka i gry środkiem" - wylicza problemy Zawiercian Wojciech Drzyzga. Trzykrotny wicemistrz Europy w rozmowie z Interia Sport wskazuje też, w czym tkwi moc Bogdanki LUK i jej trenera Stephane'a Antigi. Transmisje finałów PlusLigi na antenach Polsatu Sport.

Damian Gołąb, Interia Sport: Co zmieniło się w ciągu tygodnia od pierwszego do trzeciego meczu finałowego PlusLigi? W pierwszym Aluron CMC Warta Zawiercie rozbiła Bogdankę LUK Lublin w trzech setach, tydzień później sama przegrywa u siebie 0:3 i to Lublinianie są o krok od mistrzostwa kraju.
Wojciech Drzyzga, były siatkarz i trener, ekspert Polsatu Sport: To jest ta tajemnica siatkówki, którą staram się rozwikłać przez 52 lata. I wcale się z tego nie śmieję, wręcz mnie to dręczy. Ale też cieszy, bo inaczej wszystko wiedzielibyśmy przed spotkaniem. Faktycznie, pierwszy mecz to była deklasacja. Zawiercie zagrało coś, co powtarza się z wielkim trudem. Trudno było jednak ocenić, czy to tak doskonała gra Zawiercia rozbiła Lublin, który nie miał żadnego argumentu.
Po trzecim meczu już widać, że najlepsze strony Zawiercia zostały zresetowane przez Lublin. Zero obrony w ich skali, bez Mateusza Bieńka w ofensywie, który zawsze dawał 15 punktów. I liczba własnych błędów - Zawiercie nie przegrywa meczów na tym poziomie, zawsze popełniało ich mniej. A Lublin jest mało wrażliwy na swoje negatywne przyjęcie, szuka skuteczności w ataku. I trzecim meczem pokazał, co znaczy atak na skrzydłach. A do tego zagrywka i blok.
Kiedy to się zacznie "lepić", Zawiercie musiałoby zagrać takiego szlema, jak w pierwszym meczu. A wydaje mi się, że po pierwszym secie trzeciego meczu w grę Warty wkradła się duża niepewność.
W trzecim spotkaniu finałów Lublinianie ostrzeliwali zagrywką Bartosza Kwolka, co od razu przełożyło się na jego skuteczność w ataku.
- Kwolek jest poza play-offem. W jego skali gra poniżej umiejętności. Do tego brak Bieńka i gry środkiem. Jurka Gladyra nie liczę, bo w ogóle jest jakby nieobecny. Bez ofensywnego Bieńka to nie jest Zawiercie. Aaron Russell gra ponad skalę, Bartłomiej Bołądź również, Jakub Popiwczak ok. Ale to trzech na sześciu…
Dwa potężne atuty Bogdanki LUK Lublin. I poważny problem Aluron CMC Warty Zawiercie
W pierwszym meczu fantastyczna gra Zawiercian objawiła się m.in. w zagrywce i bloku, którym zdobyli aż 12 punktów. W trzecim spotkaniu po raz pierwszy zablokowali rywali dopiero przy stanie 11:8 w trzecim secie.
- Tak, tylko Zawiercie nigdy nie wygrywało blokiem, a w tamtym meczu nagle zmiażdżyło nim rywala. Mówiłem więc, że drugi raz tego nie powtórzą, a Lublin musi odnaleźć swój blok i zagrywkę, bo ma potencjał. Na razie fizyka wygrywa. Jeśli akcenty, które widzieliśmy w sobotę w Sosnowcu, nie zmienią się przez trzy dni, to daje Lublinianom ogromną przewagę. A Zawiercie? Nie wiem, kto wierzy w Boga, niech się modli, ale z formą będzie ciężko. Muszą się zrelaksować, jakoś rozluźnić. Tutaj trochę żartuję, Lublin złapał jednak swoją bardzo dobrą, twardą wersję. Pewnie jeszcze nie najlepszą. Ma potężną zagrywkę i blok. Jeśli to zacznie funkcjonować, nie muszą mieć perfekcyjnego przyjęcia. A Zawiercie bez przyjęcia, środka i tempa gry - we własnej hali zawiodła ich jeszcze zagrywka - staje się zespołem trochę mało zaskakującym.
Rozgrywający Miguel Tavares zaczyna trochę przegrywać te finały?
- Płaci też cenę za to, że w ciągu meczu ma trochę ponad 25 procent pozytywnego przyjęcia, a tylko 15 procent perfekcyjnego. Tutaj nie pomoże, nie "udzierga". Dodatkowo chce z tego przyspieszyć i wtedy wychodzi duży problem. Na razie widać, że Lublin jest bliżej swojej dobrej jakości albo już ją ma, a Zawiercie spadło poniżej swojej średniej. I ta różnica była w trzecim meczu bardzo zaskakująca.
Wojciech Drzyzga docenia Stephane'a Antigę. "Jedynka w naszym kraju"
Bogdanka LUK Lublin w dobry sposób wkomponowała za to chyba w swoją grę Jacksona Younga? Drużynie nie może pomóc kontuzjowany Hilir Henno, ale Kanadyjczyk daje radę na przyjęciu obok Wilfredo Leona.
- W dobrym momencie trener Stephane Antiga postawił na Younga i dał mu kilka meczów do zagrania, mimo że Henno jeszcze był dostępny. A teraz już nie jest, ma uraz i przynajmniej na ten moment nie będzie grał. Young to taki chłopak, który jak na jego poziom ogrania i miejsca, w których grał, dobrze znosi mecz. Nie cierpi. Dostaje rady, jest chyba lubiany przez chłopaków, bo mu pomagają. Robi dobre rzeczy, swobodnie je wykonuje.
Antiga przerobił zresztą w tym sezonie dużo wersji alarmowych. Moim zdaniem jest teraz "jedynką" trenerską w naszym kraju. Na jego zespole czuć rękę trenera, czuć, że reaguje. To dla niego laurka. A problemów mu nie brakowało, sama formacja ataku rozwalona na trzy miesiące.
Znalazł rozwiązanie, stawiając na trzech przyjmujących.
- Tak, ale to wcale nie są łatwe sztuczki. Lublinianie są zgranym zespołem, mają umiejętności, ale to nie jest proste granie - że sobie tak ustawimy i będziemy grali. To mi się w Lublinie podoba. Zawierciem jestem zaskoczony in minus, że coś takiego stało się u nich w tak krótkim czasie. Nie wierzę, żeby po pierwszym meczu uwierzyli, że są już mistrzami. Siatkarze tak nie robią, każdy bardziej pamięta porażki. W środowisku jest więcej pokory, żaden siatkarz nie chodzi nadęty, bo każdy mocno już dostał, a czasami nie wiadomo dlaczego. Liczę, że na poziomie wyrównanej gry to się jeszcze nie skończyło. Nie stawiam na nikogo, ale nie ma co ukrywać: Lublin będzie teraz mocno faworyzowany.
Rozmawiał Damian Gołąb














