Reklama

Reklama

Wojciech Drzyzga: Też jestem wrogiem "szrotu", ale...

W piątek rusza nowy sezon siatkarskiej Plus Ligi. Drugi rok z rzędu doszło do rozszerzenia rozgrywek - po przyjęciu do PLS dwóch nowych klubów, z Będzina i Lubina - liga liczy już czternaście zespołów. O tym, czy takie poszerzenie ma sens i co może wydarzyć się w najbliższych miesiącach w ligowej siatkówce, z byłym reprezentantem Polski, trzykrotnym wicemistrzem Europy a obecnie komentatorem, Wojciechem Drzyzgą rozmawiał Maciej Gaweł.

Czy, paradoksalnie, w kraju mistrzów świata jest wystarczająco dużo zawodników na poziomie ekstraklasowym, żeby obsadzić te czternaście drużyn? Żeby nie sprowadzać zagranicznego "szrotu"?

Wojciech Drzyzga: - Też jestem wrogiem sprowadzania "szrotu". Ale też trzeba zdać sobie sprawę, z jakimi problemami boryka się na przykład żeńska liga z miejscem do grania dla polskich zawodniczek. Takie rozszerzenie może okazać się zbawienne dla młodych polskich graczy. Gdyby wszyscy skupiali się na walce o mistrzostwo, na walce w europejskich pucharach trudno mi sobie wyobrazić, żeby młodzi zawodnicy - młodzi to znaczy 22, 23 lata - w ogóle znajdowali się w zespołach, w wyjściowych szóstkach. Od czasu do czasu trafiłby się jakiś wybitny talent, ale pozostali w ogóle nie mieliby miejsca do gry. A to jest straszny bodziec dla takich chłopców - pojawić się w Plus Lidze. I myślę, że pod tym względem to rozszerzenie może okazać się dobre.

Po Miguelu Falasce i Stephanie Antidze mamy kolejnego zawodnika, który niemal z parkietu przechodzi na ławkę trenerską, czyli Piotra Gruszkę. Pochwala Pan ten trend, żeby zawodnicy zostawali pierwszymi trenerami bez terminowania u boku bardziej doświadczonych szkoleniowców?

Reklama

- Problem polega na tym, gdzie tacy szkoleniowcy zaczynają i kogo mają u boku. Jeśli są samotnymi żaglowcami z piękną karierą zawodniczą i zabierają się na przykład za pracę z młodzieżą, to bym przestrzegał. Wbrew pozorom seniorom nie jest łatwo zrobić krzywdę. Na seniorach albo sobie zęby łamiesz od razu albo oni ci połamią, albo jesteś kimś. Zresztą mówimy tu o zawodnikach, którzy dość mocno przeciągnęli swoje kariery, są już bardzo dojrzałymi ludźmi. Częstokroć w końcówce kariery już uzupełniali wykształcenie, zajmowali się teorią, bo praktykę mają bardzo dużą.

- Na razie mamy pozytywne przykłady - Kuba Bednaruk, Krzysztof Stelmach, Piotrek Gruszka, który teraz zaczyna, Sebastian Świderski, Damian Dacewicz i Andrzej Stelmach - też włącza się do trenerki - można by wymieniać. To fajnie, bo to są ludzie z branży, którzy czują klimaty, i myślę, że są całkiem nieźle wyedukowani. Oni może nie mają pełnej edukacji "papierkowej", ale mają zaliczonych bardzo wiele kursów, sympozjów, kontaktów z trenerami. Trzeba tylko jeszcze to sobie poukładać i pracować według własnego planu. Każdy trener buduje swój warsztat i zobaczymy. Na razie tym starym zawodnikom a młodym trenerom idzie całkiem nieźle.

Czy ktoś może naruszyć układ sił w lidze? Złamać hegemonię wielkiej czwórki: Kędzierzyna, Jastrzębia, Bełchatowa i Rzeszowa?

- Nie, wydaje się to prawie niemożliwe. Takim kandydatem na papierze może być dzisiaj drużyna z Radomia. Ma halę, w której trudno gra się gościom, z gorącymi kibicami i w tym roku chyba z jeszcze lepszym składem, też z młodym trenerem, zapomnieliśmy o Robercie Pryglu. I przede wszystkim lepiej zorganizowanym finansowo, z większym budżetem. To ciekawy zespół z dobrym niemieckim rozgrywającym. Zobaczymy, jak sobie poukładają to wszystko. U siebie mogą być bardzo groźni, ale czy dadzą radę w play offach pokonać trzy razy takie firmy? To jeszcze może być za duże wyzwanie. Ale liga zapowiada się dość emocjonująco. Wydaje mi się, że zespoły od piątego do, powiedzmy, dziesiątego miejsca będą toczyć wyrównaną walkę. Ciężko jest spekulować.

Czy ma Pan typ na jakąś nową gwiazdę ligi, jakieś objawienie?

- Ja kibicuję tym wszystkim młodym, którzy już się pokazali, a w tym drugim roku będą mieć ciężej, Na przykład młodemu Arturowi Szalpukowi. Kibicuję jemu, ale i kibicuję jego rówieśnikom. Oni weszli do ligi, zachłysnęli się nią, pokazali się. W zeszłym roku było miło, a tym będzie ciężej, to już im mogę zapowiedzieć. Będą oceniani z innej perspektywy i trzymam za nich kciuki, żeby im się powiodło, bo na nich będziemy budować następne lata siatkówki. Oni teraz muszą szybko dojrzeć.

Mistrzem będzie, według Wojciecha Drzyzgi?

- Ktoś z pary Asseco Resovia, Skra Bełchatów.

Czyli nic się nie zmieni?

- Może się nic nie zmienić, taki jest mój typ. Postarałem się w miarę syntetycznie odpowiedzieć. Ale może to być całkiem inna para, choć wydaje mi się, że jeden tych zespołów na pewno będzie w finale.

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Drzyzga | siatkówka | PlusLiga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje