Wilfredo Leon będzie mieć w finale wielkiego rywala. Dał jasny sygnał
W finale siatkarskiej PlusLigi znów spotkają się Bogdanka LUK Lublin i Aluron CMC Warta Zawiercie. W obu drużynach nie brakuje gwiazd światowego formatu. Kto ma większe szanse na tytuł? - Swoją wszechstronnością to Zawiercie może mieć delikatną przewagę. Liczę, że zespoły wejdą na najwyższy poziom - podkreśla Piotr Gruszka, ekspert Polsatu Sport. W rozmowie z Interia Sport były siatkarz, który sześć razy zdobył mistrzostwo Polski, ocenia atuty obu drużyn. I jasno wskazuje rolę Wilfredo Leona. Transmisje finałów PlusLigi od soboty w Polsacie Sport.

Damian Gołąb, Interia Sport: Można powiedzieć, że czekaliśmy cały rok na finały PlusLigi po to, by dostać powtórkę sprzed roku. Wtedy lepsza okazała się Bogdanka LUK Lublin, ale też pamiętamy, że Aluron CMC Warta Zawiercie miała problemy z kontuzjami, z atakującym. Komu tym razem daje pan więcej szans na mistrzostwo?
Piotr Gruszka, wicemistrz świata i mistrz Europy, ekspert Polsatu Sport: Przede wszystkim mam nadzieję, że będziemy mieli emocje. Bo w fazie play-off ich dotąd za dużo nie mieliśmy. Może w rywalizacji Zawiercia z ZAKS-ą Kędzierzyn-Koźle, poza tym były raczej zdecydowane zwycięstwa. Warta i Bogdanka LUK Lublin są teraz w zupełnie innym momencie niż były rok temu. Problemy zdrowotne na pewno utrudniły drużynie z Zawiercia rywalizację w ostatnim finale.
Jestem ciekaw, co będzie w tym roku. Zawiercie gra na ten moment dobrze. Nie wiem, czy bardzo dobrze - to jeszcze zostawiam. Ale tylko dlatego, że sami zawodnicy powtarzają, że jest u nich miejsce na to, by wejść na jeszcze trochę wyższy poziom. Może tak mówią, bo półfinałowa rywalizacja z Asseco Resovią nie była dla nich wymagająca. Rywal w ogóle nie naciskał, nie musieli wchodzić na wyższy poziom. Po prostu grali na tyle, na ile trzeba było, by wygrać tę rywalizację. Może to jest ten ich margines.
A w jakim momencie jest przed finałami Bogdanka LUK Lublin?
- Wszyscy spodziewali się jej bardziej zaciętej rywalizacji z PGE Projektem Warszawa. Sporo ludzi mówiło nawet, że Warszawa jest w stanie wygrać. Ale jednak Wilfredo Leon znowu wziął ekipę pod swoje skrzydła i to Lublinianie wygrali rywalizację. A grają coraz lepiej. Mateusz Malinowski wrócił po urazach i dostał sporo czasu, złapał rytm grania. Widać, że to zawodnik, który dobrze czuje się na boisku, jest bardzo mocnym uzupełnieniem drużyny. Stephane Antiga przez cały rok pracował z Hilirem Henno i Jacksonem Youngiem, teraz postawił na tego drugiego. I Young bardzo dobrze się wkomponował. Jako drużyna Lublinianie grają coraz lepiej. Czy to będzie progres na miarę powtórzenia zdobycia mistrzostwa Polski, to się okaże.
Procentowe szanse na tytuł? Wydaje się, że po grudniowym wyjeździe do Brazylii Zawiercianie mieli dosyć mocny moment zawahania. Skumulowało im się wtedy dużo grania, wyjazdy. A kiedy zaczęli trenować, zaczęli też grać lepiej. Ewidentnie weszli na wyższy poziom. W świetnej formie jest Bartłomiej Bołądź, który mocno walczy, by się odbudować. Znakomicie prezentuje się też Aaron Russell.
Po nim chyba widać, że w końcu jest zdrowy na najważniejsze mecze?
- Tak, a jeżeli jest zdrowy, wchodzi na poziom międzynarodowy i od razu to pokazuje. To Russell, jakiego znamy z rozgrywek międzynarodowych. Wydaje się, że swoją wszechstronnością to Zawiercie może mieć delikatną przewagę. Oczywiście wszystko zweryfikuje boisko. Jestem ciekawy tej rywalizacji, będę na pierwszym meczu w Sosnowcu i chcę zobaczyć ją z bliska. Znamy te zespoły, tutaj taktyka nie będzie mieć znaczenia. Cieszy mnie, że ta rywalizacja będzie się toczyć do trzech zwycięstw. To też jest bardzo istotne, bo będzie jakikolwiek czas dla drużyn na reakcję po porażce. Rywalizacja do dwóch wygranych to troszkę za mało. Pętla wokół szyi przed drugim spotkaniem od razu mocno się naciska. W finale i walce o brązowy medal będzie można zobaczyć szerokość składu drużyny, moment jej reakcji.
Liczę, że zespoły wejdą na najwyższy poziom. Czyli Zawiercie wykorzysta ten margines, o którym mówi. A po drugiej stronie do siebie doszedł Leon i na ten najważniejszy moment wszystko zaczyna wyglądać bardzo dobrze.
Bogdanka LUK Lublin to nie tylko Wilfredo Leon. "Zbiera drużynę pod swoje skrzydła"
W drużynie z Lublina tradycyjnie już najwięcej oczu jest zwróconych właśnie na Wilfredo Leona. W półfinałach z Projektem było widać, że idzie w górę, i to mimo niedawnych problemów z lewą dłonią. Ale z drugiej strony w niedawnych ćwierćfinałach Ligi Mistrzów PGE Projekt zdołał ograniczyć jego możliwości. Spodziewa się pan, że taktyka Zawiercia będzie podobna? 30-40 zagrywek na mecz w Leona?
- To jest zawodnik, którego nie da się wyłączyć. Można mu utrudnić granie na siatce, zaangażować go jeszcze bardziej w grę, zmęczyć. Pamiętam takie spotkanie z USA, gdy graliśmy z nimi w Spodku z Michałem Winiarskim, przegraliśmy chyba 2:3. On był naszym najlepszym przyjmującym i pamiętam, że Amerykanie od samego początku do końca w niego zagrywali. Najpierw byliśmy zdziwieni, jak można zagrywać na najlepszego zawodnika w przyjęciu. Ale w trakcie spotkania to zrozumieliśmy. W najważniejszych sytuacjach Michał miał problem fizyczny, by podołać spotkaniu.
Warszawa w półfinałach PlusLigi grała natomiast bez pomysłu. Jej siatkarze zagrywali w strefę Leona, ale to nie była zagrywka, która mogła mu zrobić krzywdę: wykluczyć go z gry, utrudnić mu życie. Wilfredo to nie jest zawodnik, który nagle w pojedynkę wygrywa, tylko na najważniejsze mecze wchodzi na najwyższy poziom. Uwielbia wygrywać i ma chyba specjalny przycisk: włącza się na najważniejsze spotkania. Przede wszystkim daje jednak dużo pewności, zbiera całą drużynę pod swoje skrzydła. Jeżeli jest w dobrej dyspozycji, zawodnicy obok to widzą i automatycznie wchodzą na wyższy poziom. To duże niebezpieczeństwo dla drużyny z Zawiercia.
Sami siatkarze z Lublina wypowiadają się o Leonie w podobnym tonie. Taka gwiazda w drużynie może pociągnąć ją w górę, ale z drugiej strony to może również niebezpieczeństwo? Co jeśli nie wejdzie dobrze w mecz, nie trafi zagrywką?
- To będzie trudniej. Ale nikt nie powiedział, że wtedy zwycięstwo nie będzie możliwe. W Lublinie ma kto grać. Wspomniałem o Malinowskim, o Youngu. Są też świetnie grający środkowi, to bardzo mocne trio. Argumentem Lublina jest na pewno pole serwisowe i bardzo wysoki, niebezpieczny blok. Siła w ataku jest chyba porównywalna.
Jakie są więc atuty Zawiercia?
- Różnorodność zagrywki, każdy potrafi zagrać każdy jej rodzaj i posłać piłkę wszędzie. Widzieliśmy to choćby w czasie drugiego spotkania z Rzeszowem. Wcale nie ryzykowali w polu serwisowym, ale potrafili zagrywać zagrywkę szybującą, do linii, skróconą. I to bardzo rozregulowało drużynę z Rzeszowa. A zarazem grają bardzo dobrze w systemie blok - obrona. Może bezpośrednio nie blokują dużo, ale bardzo dobrze wykorzystują obrony i grę skrzydłami w trudnych sytuacjach, przez Russella i Bartosza Kwolka.
W samym elemencie przyjęcia linia Zawiercian jest stabilniejsza niż Bogdanki LUK Lublin?
- To bardzo mocna linia przyjęcia, Jakub Popiwczak jest w dobrej dyspozycji, Kwolek potrafi przyjmować. Na pewno ostrzeliwany zagrywką będzie Russell, tak jak Leon po drugiej stronie. Ale nie ma to aż tak wielkiego znaczenia. Bo w Lublinie piłkę przyjętą na trzecim metrze ma kto atakować. A dlaczego warto dobrze zagrywać w meczach z takimi zespołami, jak finaliści PlusLigi? Bo rywalizacja na środku jest wielka. Z jednej strony patrzymy na Jurija Gladyra czy Mateusza Bieńka, który jest w świetnej formie. Z drugiej są Fynnian McCarthy i Aleks Grozdanow. Wyłączenie gry środkowych to już mały kroczek w kierunku sukcesu. Okaże się, kto wykorzysta swoje atuty: zagrywkę, grę na wysokiej piłce, punktowy blok.
Skoro porównujemy zespoły formacja po formacji, warto też zwrócić uwagę na rozegranie. Miguel Tavares w półfinałach pokazał się z dobrej strony, Marcin Komenda utrzymuje wysoki poziom.
- Półfinały nie były zbyt wymagające, ale Tavares rozegrał sporo trudnych spotkań w tym roku. To jego dobry sezon, czy wyśmienity, powiem na koniec rozgrywek. Zauważyłem, że to zawodnik, który bardzo szybko wychodzi z problemów w trakcie spotkania, ale niekoniecznie sam. W wielu meczach widziałem, że kiedy był jakiś kłopot, ktoś z rywali dobrze czytał jego grę, od razu bardzo dużo rozmawiał z trenerem Winiarskim. A on mocno pomagał mu wychodzić z takich sytuacji. Marcin Komenda wkomponował się w drużynę, rośnie z każdym meczem, z każdym miesiącem.
Dużo pewności siebie dał mu poprzedni rok reprezentacyjny. Zajmuje bardzo ważne miejsce w Lublinie, ma pozycję. Czuje się tam naprawdę dyrygentem. Świetnie potrafi grać ze środkowymi, to duży atut Marcina.
Rewanż za finał PlusLigi sprzed roku. Piotr Gruszka czeka na emocje. "Liczymy na deser"
A w sferze mentalnej? Która grupa wydaje się panu mocniejsza, bardziej odporna na ciosy?
- Więcej trudnych spotkań rozegrało chyba Zawiercie, na przykład w Klubowych Mistrzostwach Świata. To może procentować. Nie mówię o wyniku, ale o dosyć mocnych rywalach. W Lidze Mistrzów były zwycięstwa z Cucine Lube Civitanova. Te wszystkie momenty mają znaczenie, można je wykorzystać w najważniejszej części sezonu. Zawiercie, jako drużynę, trudno złamać. Ale z drugiej strony ZAKSA pokazała, że można tę konstrukcję naruszyć. W finale spotkają się dwa różne zespoły, które zasłużenie do niego dotarły. Teraz liczymy na deser w finałach mistrzostw Polski. Chciałbym zobaczyć jakieś emocje w tej rywalizacji. A małym smaczkiem może być rewanż za finał z poprzedniego sezonu.
W zeszłym roku skończyło się na czterech spotkaniach, triumfie Bogdanki LUK, a w Zawierciu na awaryjnym ściąganiu Georga Grozera po kontuzji Karola Butryna. Akurat takiej powtórki wszyscy woleliby uniknąć, bo nie brakowało kłopotów ze zdrowiem, a Warta grała w finałach mocno "poszczerbiona".
- Zawiercianie sami wiedzą, jakie były tego powody, bo to nie były tylko urazy. Wyszło chyba zmęczenie i końcówka była dla nich bardzo niekorzystna. Ale dlaczego chcemy zobaczyć zespoły w formie, w których wszyscy są zdrowi? By oglądać rywalizację sportową, na czym nam wszystkim bardzo zależy.
I może pięciomeczowy deser w finale?
- Naprawdę nie chciałbym, by skończyło się tylko na trzech meczach. A czy będzie ich pięć? Fajnie, że spotkania są na przemian w innej hali, to ciekawe. Trzeba bardzo szybko reagować na to, co się wydarzy. W ten proces musi być zaangażowany cały klub. By stworzyć jak najlepsze warunki do regeneracji, przemieszczania się, jedzenia. Pracę musi wykonać cały sztab szkoleniowy. Wszyscy ludzie pracujący w klubie muszą się zaangażować stworzenie zawodnikom takich warunków, by byli gotowi w bardzo krótkim czasie do rewanżu. To będzie kluczowe.
Rozmawiał Damian Gołąb
















