Ważna deklaracja przed walką o złoto PlusLigi. Polski siatkarz wprost, kolosalna różnica
Mateusz Bieniek będzie jednym z kluczowych siatkarzy Aluron CMC Warty Zawiercie w finałach PlusLigi z Bogdanką LUK Lublin. Kapitan zespołu z Zawiercia po roku przerwy od gry w reprezentacji do najważniejszych spotkań przystępuje w zupełnie innym stanie niż przed rokiem. - Teraz cieszę się, bo po prostu jestem zdrowy. Już nie ma tak, że przed każdym treningiem trzeba brać garść tabletek, bym mógł cokolwiek zrobić - podkreśla siatkarz, który latem wróci do drużyny Nikoli Grbicia. Transmisja finałów PlusLigi od soboty w Polsacie Sport.

Damian Gołąb, Interia Sport: W Zawierciu buduje się drużynę od kilku sezonów, są do niej dokładane kolejne cegiełki. Masz poczucie, że aktualnie to jest najsilniejsze Zawiercie, w jakim grałeś?
Mateusz Bieniek, środkowy i kapitan Aluron CMC Warty Zawiercie: Stabilność w siatkówce jest bardzo ważna, kluczowa. To nam pomaga, bo trzon tego zespołu jest niezmienny. Można powiedzieć, że bardzo dobrze znamy się na boisku. Jeśli są dokonywane jakieś zmiany, nie jest to rewolucja, tylko kosmetyka. Obecna dyspozycja w porównaniu z poprzednimi latami? Gramy na dobrym poziomie. Trudno mi jednak porównać, czy któraś z wcześniejszych drużyn w Zawierciu była lepsza. Na pewno jesteśmy zadowoleni z tego, jak gramy obecnie.
Wyczekiwanie na złoto jest w Zawierciu duże? Klub od paru lat jest w czołówce, sam już dwa razy grałeś z nim w finale PlusLigi, ale mistrzostwa Polski ciągle brakuje.
- Wszyscy na to czekają. Ale nie chcę za bardzo pompować balonika, bo to nie o to chodzi. Ważne, że od kilku lat jesteśmy w czubie tabeli, zawsze walczymy o medale. To nie są jednorazowe wystrzały, tylko cały czas jest kontynuacja wyników. To mega fajne. Po prostu wiem, że mistrzostwo prędzej czy później do Zawiercia przyjdzie.
Stabilizacja, o której mówisz - i wyników na wysokim poziomie, i składu - nie wszędzie się jednak udaje.
- Rzeczywiście. U nas to jednak jest, plan od kilku lat fajnie wygląda, skład jest stabilny. Nie ma nerwowych ruchów, co też jest w siatkówce bardzo ważne.
Mateusz Bieniek przed finałem PlusLigi. "Kontynuacja jest bardzo istotna"
Sam też trochę czekasz na trzecie mistrzostwo Polski, stuka właśnie siedem lat od poprzedniego. A tylko rok z tego okresu spędziłeś za granicą. To też pokazuje, jak wszystkie medale, trofea warto doceniać?
- Nawet nie wiedziałem, że tyle lat minęło od ostatniego złotego medalu. Ja się cieszę, bo przez trzy lata w Skrze Bełchatów nie udawało się zdobywać medali. Teraz jestem w zespole, który regularnie po nie sięga. Chyba rok temu powiedziałem, że w finale chciałby grać każdy, a mało kto w nich gra. My od kilku lat w nim występujemy i po prostu się cieszę, że mam możliwość rozgrywania najważniejszych meczów przeciwko świetnym zespołom.
Przed rokiem finałowa para była taka sama, ale dopadły was problemy zdrowotne. Awaryjnie pomagał wam Georg Grozer, ale i paru innych zawodników musiało się zmaga z mniejszymi lub większymi problemami zdrowotnymi. Teraz chyba jest pod tym względem dużo lepiej?
- Jeśli chodzi o nasze zdrowie, różnica jest kolosalna. Rok temu problemy były gigantyczne. Ale tak w sporcie po prostu czasami się zdarza, są sezony, w którym zdrowie jest na dużo gorszym poziomie. W tym sezonie wygląda to natomiast naprawdę bardzo dobrze. Oczywiście w każdym momencie coś może się wydarzyć, ale na szczęście nas to na razie omija. To na pewno nam pomaga.
Wracając na chwilę do waszej drogi do finału, można powiedzieć, że to potknięcie w ćwierćfinale z ZAKS-ą Kędzierzyn-Koźle przekuliście na swoją korzyść? Jeszcze raz pokazaliście, że nie pękacie pod presją?
- Na pewno. Te mecze z ZAKS-ą dały nam dobry "boost", bo byliśmy już w mega ciężkiej sytuacji. Powiem tak: mieliśmy "ciepło". Ale wytrzymaliśmy to. To też pokazało nam, że jesteśmy bardzo mocnym zespołem, udźwignęliśmy to mentalnie. ZAKSA w ćwierćfinałach grała swoją zdecydowanie najlepszą siatkówkę w całym sezonie. Naprawdę bardzo ciężko się z nimi grało.
W tym sezonie walczyliście na wielu polach. Był brąz Klubowych Mistrzostw Świata, jest Final Four Ligi Mistrzów i finał PlusLigi, nie powiodło się wam tylko w Pucharze Polski. Skoro kluczowa jest stabilizacja na wysokim poziomie, większość celów udało się spełnić?
- Ważne było przede wszystkim zapewnienie sobie występów w Lidze Mistrzów na kolejny sezon, bo kontynuacja jest bardzo istotna. Ten cel już został wykonany. Kolejnym, który udało się spełnić, jest Final Four Ligi Mistrzów. To bardzo na plus. Zdarzyły się potknięcia w Pucharze Polski, ale tak w sporcie bywa. Są takie mecze, dni, w których przeciwnik jest lepszy.
Ale myślę, że naprawdę świetnie wykorzystaliśmy czas, który mieliśmy po porażce w Pucharze Polski z Asseco Resovią. Mieliśmy wreszcie czas, by potrenować. Cały czas "ciągniemy" z tego okresu, gdy mieliśmy półtora tygodnia na ciężką, fajną pracę.
Kapitan Aluron CMC Warty Zawiercie o roli Michała Winiarskiego. "Wszyscy są oczarowani"
Jaka jest rola w tym wszystkim trenera Michała Winiarskiego? To też nie jest częsty przypadek, by pracować przez trzy lata z tym samym trenerem. A teraz masz ku temu okazję.
- Rola trenera Winiarskiego jest ogromna. Przede wszystkim ma bardzo duże zaufanie od władz klubu. Odkąd jestem w Zawierciu, nie spotkałem się z sytuacją, by jakiś zawodnik powiedział coś złego na trenera Winiarskiego. Wszyscy są raczej oczarowani tym, jak się z nim pracuje, jakim jest człowiekiem, jak podchodzi do treningów. Jego rola jest ogromna i mega się cieszę, że mogę z nim pracować. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go w Zawierciu nie być.
Pracowałeś kiedyś w klubie z jakimś trenerem przez trzy sezony?
- W klubie nie. Z Ferdinando De Giorgim pracowałem przez dwa pełne sezony plus w jednym kadrowym. Powiedzmy, że to też trzy. Ale w klubie zawsze zdarzały się jakieś zmiany na ławkach. Trenerzy w siatkówce zmieniają się raczej dość często. Z tych, którzy obecnie pracują w PlusLidze, trener Winiarski ma jeden z najdłuższych staży w drużynie. Podpisuję się pod takim rozwiązaniem: jeśli dobrze pracuje się obu stronom, jest duże zaufanie, dlaczego nie podpisywać dłuższych kontraktów, zapewniać stabilizację? To działa na korzyść każdej strony.
Bartosz Kwolek w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" powiedział wręcz, że prezes Kryspin Baran z podpisywaniem kontraktów wyprzedził swoje czasy.
- Na pewno nadał nowy trend. Kontrakty podpisywało się zwykle maksymalnie na dwa lata, nie na dłużej. U nas się to zmieniło. Kiedy jest wola ze strony klubu i zawodnika, wszystko się zgadza, to myślę, że to bardzo dobry plan.
Trzon drużyny w ostatnich sezonach zachowuje też Bogdanka LUK Lublin, wasi finałowi rywale. Spodziewasz się w najbliższych meczach Lublina w najwyższej formie? Ten zespół miał w tym sezonie sporo problemów zdrowotnych, ale akurat na najważniejsze spotkania właściwie wszyscy doszli do zdrowia.
- Wydaje mi się, że mecze z PGE Projektem Warszawa dodały im dużo pewności siebie. Wyglądali w nich naprawdę imponująco. I chyba ich problemy zdrowotne są już w jakimś stopniu zażegnane. Liczę, że to będzie mega fajne widowisko z dużą siatkarską jakością. Już odliczam do pierwszego meczu w sobotę.
To wydaje się oczywiste: by pokonać Lublin, trzeba znaleźć sposób na ograniczenie możliwości Wilfredo Leona?
- Zdecydowanie tak. "Leo" jest tam kluczowym zawodnikiem. Wiadomo, że zatrzymać się go nie da, będziemy próbować jakoś ograniczyć jego skuteczność w ataku i mamy nadzieję, że to się uda.
Lublin to jednak nie tylko Leon, są tam też inni zawodnicy na świetnym poziomie. Marcin Komenda rozgrywa genialnie, gdy jakiś zawodnik ma słabszy moment, doskonale potrafi to maskować. Cały Lublin jest bardzo silnym zespołem i nie będzie z nimi łatwo.
Co przed finałami jest najważniejsze z punktu widzenia waszej gry, podejścia do spotkania?
- Będziemy musieli przytrzymać zagrywkę Lublina, wiemy doskonale, jak potrafią zagrywać. Pokazali to choćby w półfinałach z Warszawą. To będzie jeden z naszych celów. Ważna będzie cierpliwość przy grze na wysokiej piłce, bo na pewno będą takie momenty. Od tego bym zaczął.
Mateusz Bieniek o rocznej przerwie od kadry. "Nie zdawałem sobie sprawy, ile może dać"
Teraz, tuż przed końcem sezonu, jeszcze wyraźniej czujesz, jak bardzo był ci potrzebny rok przerwy od reprezentacji Polski? I w końcu był czas, by gruntownie zadbać o zdrowie?
- Zdecydowanie tak. Nie zdawałem sobie sprawy, ile może dać taki rok przerwy, jeśli chodzi o moje zdrowie. Pełny okres przygotowawczy też dał mi mega dużo. Wiem, że zrobienie sobie tej przerwy przed rokiem, wykonanie operacji, to była świetna decyzja. Rok temu to było bardziej dogorywanie, by dokończyć sezon, niż faktyczna gra.
Teraz cieszę się, bo po prostu jestem zdrowy. Już nie ma tak, że przed każdym treningiem trzeba brać garść tabletek, bym mógł cokolwiek zrobić.
Tutaj pewnie przestrogą jest przykład Marcina Janusza, który ostatecznie zrezygnował z gry w kadrze, by zadbać o zdrowie. Byłeś zaskoczony, że musiał podjąć taką decyzję?
- Środowisko jest tak małe, że dochodzą do nas różne historie. Mniej więcej wiedziałem o problemach Marcina i domyślałem się, że może powiedzieć, że kończy. To już nie są żarty, zdrowie ma tylko jedno. Chce jeszcze pograć w siatkówkę i po prostu nie dałby rady ciągnąć tego takim systemem, że przez cały rok jest w treningu. Będzie mieć wolne wakacje, czas, by jeszcze mocniej zadbać o zdrowie. W stu procentach go rozumiem.
Powiedziałeś, że mogłeś zapomnieć o tabletkach przed treningiem. Dalej musisz się pilnować, liczyć skoki wykonane w trakcie meczów?
- Kontrolujemy to cały czas. Limit jest dużo większy, ale staram się go pilnować. Kiedy tylko mam jakieś niepokojące objawy, od razu to sprawdzam. Od jakiegoś czasu nic się jednak nie dzieje. Mam nadzieję, że to, co najgorsze, już za mną.
Wyszło tak, że z zawodników, którzy po igrzyskach mieli rok przerwy od kadry, do reprezentacji wracasz tylko ty. Dla ciebie to była naturalna decyzja?
- Kiedy rok temu rozmawiałem z trenerem Grbiciem przed tą przerwą, mówiłem, że jeśli będę zdrowy, na pewno będę chciał jeszcze powalczyć w reprezentacji. I kiedy w tym roku po jakimś meczu zapytał mnie o kwestię kadry, powiedziałem mu to samo: poczekajmy do końca sezonu, bo dużo się może wydarzyć, ale na ten moment jestem zdrowy i jeśli mnie widzisz w drużynie, to jestem.
Rozmawiał Damian Gołąb














