W końcówce hitu zawrzało, protesty siatkarzy. Trener nie ma wątpliwości
Błagalne gesty siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów, niepewność na twarzy Jurija Gladyra i zamieszanie przy siatce - tak wyglądały chwile tuż przed ostatnimi akcjami półfinału PlusLigi w Sosnowcu. Kontrowersje wzbudziła ocena zagrania Gladyra przy piłce wracającej na stronę Aluron CMC Warty Zawiercie. "Piłka była w pełni po naszej stronie. To błąd" - uważa trener Resovii Massimo Botti. Ale Rzeszowianie po półfinale żałują czegoś znacznie bardziej niż decyzji arbitrów.

Asseco Resovia Rzeszów już po raz szósty w tym sezonie spotkała się z Aluron CMC Wartą Zawiercie. Po raz drugi zaś w hali w Sosnowcu, gdzie Zawiercianie rozgrywają mecze w Lidze Mistrzów oraz fazie play-off PlusLigi.
Pierwszy ligowy półfinał przyniósł emocje nie tylko związane z poziomem sportowym. Po dwóch przegranych partiach Resovia była blisko przełamania gospodarzy i zwycięstwa w trzecim secie. I wtedy właśnie na boisku zawrzało.
Kontrowersje w półfinale PlusLigi. Trener jasno. "To błąd"
Przy wyniku 23:21 dla Resovii piłkę zaatakowaną przez Bartłomieja Bołądzia podbił Paweł Zatorski. Po jego obronie piłka wracała na stronę Warty. Gdy była tuż przy siatce, na drugą stronę zbił ją środkowy Zawiercian Jurij Gladyr.
Sędziowie przyznali punkt gospodarzom, ale Rzeszowianie poprosili o challenge. Gladyr czekał przy linii końcowej gotowy do zagrywki, ale po prośbie o challenge niepewnie się skrzywił. Powtórkę obejrzała sędzia Agnieszka Michlic i po dość długich rozważaniach pierwsza decyzja arbitrów została podtrzymana, a w hali wyświetlono powtórkę.
I wtedy do sędziów ruszyło kilku zawodników Resovii, o członkach sztabu nie wspominając. Marcin Janusz, kapitan drużyny, rozmawiał z sędzią z błagalnie złożonymi rękoma. Protesty były gorące, ale zmiany decyzji nie było - gospodarze zbliżyli się do Resovii na punkt.
Z decyzją arbitrów nie mógł się pogodzić m.in. Massimo Botti. Trener rzeszowskiej drużyny po meczu jasno przedstawił swój pogląd na tę sytuację.
- Piłka była w pełni po naszej stronie. Nie wiem, co zrobił sędzia. Zdecydował inaczej, musimy to zaakceptować, ale dla mnie to błąd - twierdzi szkoleniowiec w rozmowie z Interia Sport.
Bardziej powściągliwy był Zatorski. Libero zwrócił jednak uwagę, że wszyscy widzieli sytuację na ekranie w hali.
- Nie chcę w wywiadzie oceniać pracy sędziów. Wszyscy widzieli na ekranie, jak ta piłka wyglądała. Naszym zdaniem wyglądała inaczej, koniec tematu. Zabrakło nam tego, czym sobie robiliśmy dosyć wygodną grę do tej pory, czyli atak na pojedynczym bloku. I taka cierpliwość na trudniejszych piłkach. Mamy co przepracować, mam nadzieję, że zagramy lepiej - ucina sprawę.

Tego Resovia żałuje najbardziej. "Nie możemy się wściekać na sędziego"
Rzeszowianie po decyzji sędziów pozostali bowiem na prowadzeniu 23:22, wygrali też kolejną akcję po ataku Jakuba Buckiego. Nie wykorzystali jednak dwóch piłek setowych. Zawiercianie w świetnym stylu odrobili starty: wyrównali po bloku Mateusza Bieńka, potem Miguel Tavares popisał się asem serwisowym, a wynik 26:24 ustalił po kontrataku Bołądź.
- Wiadomo, że ja powiem, że to był błąd, bo chcę dla naszej drużyny jak najlepiej - mówi o decyzji sędziów rzeszowski środkowy Mateusz Poręba. - Mimo wszystko mieliśmy przewagę i powinniśmy wygrać to spotkanie. Dostaliśmy dwie piłki, teoretycznie free balle. Nie możemy się wściekać na sędziego, tylko musimy wziąć na siebie całą odpowiedzialność, bo była duża szansa. To kolejny raz, gdy przegrywamy w takiej sytuacji. Wygrywamy kilkoma punktami, a kończy się porażką.
Mimo swojej opinii na temat decyzji sędziów, tanich usprawiedliwień nie szuka także Botti. Szkoleniowiec Resovii przyczyn porażki upatruje gdzie indziej.
- Kluczem był poziom gry w defensywie rywali. Rozegrali niezwykłe spotkanie, jak wiele razy w tym sezonie. Musimy docenić ich umiejętności. Mogliśmy jednak przedłużyć ten mecz, ale nie wykorzystaliśmy szansy. To, czy wykorzystujesz okazje, robi różnicę - ocenia Włoch.
W półfinale rywalizacja toczy się do dwóch zwycięstw. Kolejne spotkanie zostanie rozegrane w sobotę w Rzeszowie. Jeśli Resovia marzy o przedłużeniu szans na pierwszy od 10 lat występ w finale PlusLigi, musi wygrać.
Z Sosnowca Damian Gołąb













