To zniszczyło mistrza Polski. "Tego już nie dało się ukryć"
Aluron CMC Warta Zawiercie mistrzem Polski w siatkówce, choć po trzech meczach przegrywała 1:2 i była w dramatycznej sytuacji. To ostatnie finałowe spotkanie Warta też zaczęła fatalnie. - Zawiercie było jak sparaliżowane, ale przeszło niesamowitą metamorfozę - mówi nam ekspert Polsatu Sport Jakub Bednaruk, dodając, że dokładnie wie, co zaszkodziło obrońcy tytułu z Lublina i dało wygraną Warcie.

Dariusz Ostafiński, Interia: Za nami niesamowity finał PlusLigi. Czego tam nie było? Mieliśmy dramatyczne zwroty akcji, Warta już była na kolanach, a teraz cieszy się ze złota.
Jakub Bednaruk, ekspert Polsatu Sport: I mamy nauczkę, żeby nie ferować wyroków, dopóki to wszystko się nie skończy. Po pierwszym finale wydawało się, że Warta wygra 3:0, a kiedy Bogdanka się odrodziła i prowadziła 2:1, to można było sądzić, że już nic nie uratuje Zawiercia. W ogóle dziwne były te mecze, bo żaden z nich nie był wymianą ciosów między dwoma drużynami w tej najwyższej formie. Tu raczej było tak, że raz uderzali jedni, raz drudzy. Lublin podniósł się jako zespół po pierwszym spotkaniu, Zawiercie zrobiło to samo po trzecim i powtórzyło w piątym. Pierwszy set Lublin łatwo wygrał, a Zawiercie było jak sparaliżowane, ale przeszło niesamowitą metamorfozę.
To zniszczyło zespół mistrza Polski
Pan to jakoś potrafi wytłumaczyć?
- To się da bardzo łatwo wytłumaczyć. W sumie Warta była lepsza i kompletniejsza. Jak wskoczyła na ten swój poziom, to Lublin nie miał argumentów, żeby się temu przeciwstawić. Nawet jeśli Tavares czy Kwolek zepsuli jedną, czy drugą piłkę.
A Lublin nie miał argumentów, bo?
- Kontuzje. Jak nie masz zdrowego Sasaka, Henno, a Sawicki nie gra przez dziewięć miesięcy, to trudno to przeskoczyć, a jeszcze trudniej to ukrywać. Według mnie Lublin i tak zaszedł dalej, niż się wydawało. Bogdanka kończyła ten finał w składzie, w jakim powinna grać od początku, z Sasakiem i Sawickim. Tyle że Sasak nie atakował, a Sawicki też nie był tym zawodnikiem, który zachwycał w poprzednim sezonie. A po drugiej stronie był rewelacyjny Russell i nie gorszy Bołądź. Warta jako drużyna była tak kompletna, że nawet grający słabiej Tavares nie był w stanie jej rozstroić.
Young rewelacją finałów, ale w Lublinie nie zostanie
Wspomniał pan Sawickiego. W sumie to on i tak zagrał lepiej, niż można się było spodziewać.
- I ja tego nie kwestionuję. Tylko mówię, że to nie był ten Sawicki, którego oglądaliśmy przed rokiem. Jego wyjście na parkiet skomentowałbym stwierdzeniem, że trener Antiga liczył na cud. Poza tym, żeby wygrać finał, to wszyscy najlepsi muszą być w zdrowiu i formie na przestrzeni pięciu spotkań, a nie przez chwilę w jednym spotkaniu. Rok temu Warta nie miała Butryna i Russella i przegrała. Teraz to samo spotkało Lublin. Nie pomogło nawet to, że Malinowski z Youngiem zagrali rewelacyjnie.
Young to odkrycie tych finałów.
- On w tym ostatnim meczu wyglądał tak, jakby dalej nie wierzył, że gra w finale PlusLigi, że gra w takim meczu. Dla niego to wszystko potoczyło się bardzo szybko. Został wyciągnięty awaryjnie z ligi niemieckiej, w innym razie nie dostałby szansy. Śmiem twierdzić, że żaden polski klub nie zaryzykowałoby zatrudnienia Younga.
A teraz?
- Zobaczymy. W Lublinie na pewno nie zostanie. Jak przyjdzie Ran Takahashi, to dla Younga nie widzę tam miejsca. A czy ktoś inny zaryzykuje. Sam jestem ciekaw, bo okazało się, że to całkiem ciekawy zawodnik. Niewykluczone, że jego piękny sen będzie trwał nadal. W każdym razie on i Malinowski mogą z wypiętą klatą stanąć do ceremonii odbioru srebrnych medali.
Bednaruk wprost: "To będzie skład petarda"
Finał zakończył się symbolicznie, bo zatrzymaniem Leona, który w wielu meczach ciągnął Bogdankę za uszy.
- I mimo przegranego finału dalej uważam, że to najlepszy zawodnik ligi. Nie zawsze jednak rywal pozwoli mu w pełni rozwinąć skrzydła. Powtórzę jednak raz jeszcze, że Lublin w tej sytuacji zrobił więcej, niż mógł. Ma Puchar, Superpuchar i teraz jeszcze wicemistrzostwo Polski.
A za rok będzie miał szansę się odkuć.
- Za rok może być powtórka, bo Leon w duecie z Takahashim, to będzie skład petarda. Z drugiej strony Warta wzmocni się Fornalem i Kochanowskim tworząc dream-team, który może nie przegrać meczu. Warta za rok będzie jeszcze lepsza, niż teraz, bo ławka będzie dłuższa. Klub będzie się musiał nauczyć zarządzać drużyną z tyloma gwiazdami, bo czasem któraś z nich będzie musiała usiąść na ławce. Warta mądrze jednak robi, bo nie może zakładać, że będzie miała tyle szczęścia, co ZAKSA, która wygrywała ligę siedmioma zawodnikami.












