Reklama

Reklama

Siatkówka. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle nie do zdarcia

W siatkarskim sezonie poszatkowanym koronawirusem, najpierw pełnym przerw, a potem po brzegi wypełnionym odrabianiem zaległości, niemal niczego nie można być pewnym. Może poza tym, że Grupa Azoty ZAKSA odprawi z kwitkiem kolejnego rywala. W tym tygodniu nikt pod uwagę porażek nie bierze, bo drużyna ma awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Ale nawet mistrzowie Polski mogą wpaść w pułapkę.

19 zwycięstw w PlusLidze, dwa w Superpucharze Mistrzów Polski i trzy w Lidze Mistrzów. W tym sezonie ZAKS-y nie pokonał jeszcze nikt. Łącznie to już 24 wygrane z rzędu, w lidze siatkarze z Kędzierzyna-Koźla ostatni raz przegrali 16 lutego. Potem wpadka przydarzyła im się jeszcze tylko w starciu z Kuzbassem Kemerowo w marcowym ćwierćfinale LM. Nic dziwnego, że kolejni komentatorzy prześcigają się w nowych określeniach wychwalających zespół, który bywa nazywany walcem, hegemonem czy dominatorem rozgrywek.

Pochwały są tym bardziej uzasadnione, że w żadnym z tych zwycięstw nie było mowy o przypadku. Jeśli kędzierzynianom zdarza się słabszy moment, kończy się maksymalnie jednym przegranym setem. Gdy rywal nie potrafi wspiąć się na wyżyny możliwości, przegrywa w kilkadziesiąt minut, jak niedawno Cerrad Enea Czarni Radom. ZAKSA nie przepycha meczów kolanem, a raczej rozjeżdża kolejnych rywali.

Reklama

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

-  Z przekąsem mówię, że ZAKSA nie gra efektownie, ale efektywnie. Wiem jednak, jak trudno wyćwiczyć takie elementy, jak nauczyć się podejmować ryzyko w odpowiednich momentach. W tym Zaksa bryluje - przekonuje Krzysztof Ignaczak, były reprezentacyjny libero. - Spokój przyjęcia, współpraca bloku z obroną: ich akcje można pokazywać młodzieży jako wzór. Oglądam ich mecze z przyjemnością. Tak naprawdę dla ludzi znających się na siatkówce ich gra jest również bardzo efektowna.

Efekty rozważnego planowania

ZAKSA lśni jeszcze bardziej, bo kilka uznanych firm PlusLigi spisuje się w tym sezonie mocno poniżej oczekiwań. Najlepiej radzi sobie Jastrzębski Węgiel, ale i tam doszło ostatnio do trzęsienia ziemi, gdy po porażce z Indykpolem AZS Olsztyn pracę stracił Luke Reynolds. Dobra postawa jastrzębian oznacza zresztą pięć porażek w tym sezonie, w tym dwie w starciach z ZAKS-ą. Verva Warszawa Orlen Paliwa dopiero dobija do czołówki i zmaga się z kontuzjami, Skra częściej przegrywa niż wygrywa, nie może być jeszcze pewna udziału w fazie play-off. Asseco Resovia po fatalnym poprzednim sezonie prezentuje się nieco lepiej, ale gra drużyny nie daje na razie powodów do zachwytu.

Kędzierzynianie zbierają natomiast efekty przemyślanych ruchów na rynku transferowym. W przeciwieństwie do niektórych rywali mają stabilną kadrę, którą co roku uzupełniają o wartościowe nazwisko. Podstawa szóstki się nie zmienia, w tym sezonie nowym nazwiskiem został w niej tylko środkowy Jakub Kochanowski. Do tego dochodzi charyzmatyczny i emanujący spokojem trener Nikola Grbić.

- Planowanie przynosi sukcesy. Wymieniane są tylko pojedyncze ogniwa, najczęściej na lepsze. Wyniki ZAKS-y pokazują, że to dobra droga - uważa Ignaczak.

Podziwiają ich nawet rywale

Kędzierzynianie nabrali również wielkiej pewności siebie. Nawet gdy coś nie idzie po ich myśli, potrafią opanować sytuację. Tak było choćby w niedawnym spotkaniu ze Ślepskiem Malow Suwałki, gdy losy setów rozstrzygały się w końcówkach. Rywali ponosiły emocje, dyskutowali z sędziami, a siatkarze Grbicia bezlitośnie wykorzystali pomyłki suwałczan.

- Nie ma w tym przypadku. Kiedy zespół wygrywa kilkanaście meczów z rzędu, to świadczy o jego klasie. Na każdej pozycji mają świetnych zawodników. Ich wielkim atutem jest powtarzalność. Praktycznie wszystkie rzeczy cały czas robią tak samo - tak samo dobrze. Każdy mecz rozgrywają na tym samym poziomie, to ich wielki atut - nie ma wątpliwości Marcin Komenda, rozgrywający Stali Nysa, która dwukrotnie przegrała z ZAKS-ą 0:3.

Przewaga kędzierzynian nad wiceliderem urosła do 14 punktów i jest tak duża, że w najbliższej kolejce już nawet matematyczne szanse przeciwników na wyprzedzenie ich w tabeli przed fazą play-off mogą spaść do zera. Wtedy w rundzie zasadniczej ZAKS-ie zostanie już właściwie tylko pogoń za rekordami. Na razie śrubuje własne osiągnięcia, ale do pobicia pozostaje wynik Skry, która przed dziesięcioma laty wygrała w lidze 24 spotkania z rzędu.

- ZAKSA na dziś gra najlepiej, najrówniej. To zespół, który miło się ogląda. Jest pewien tego, co gra. Ale liga jest trochę dziwna, część zespołów, m.in. przez Covid, musi się jeszcze doszlifować. Na pewno na dziś ZAKSA jest jednak faworytem do mistrzostwa - podkreśla Ryszard Bosek, były trener siatkarskiej reprezentacji Polski.

Liga Mistrzów i pułapka na lidera

Oprócz PlusLigi ZAKSA ma jednak jeszcze drugi cel. W tym tygodniu w Bełchatowie weźmie udział w drugim turnieju fazy grupowej Ligi Mistrzów. Przez pierwszy przeszła suchą stopą, nie przegrywając nawet jednego seta - nie potrafiła się jej postawić ani Skra, ani tureckie Fenerbahce Stambuł, ani belgijski Lindemans Aalst. W tym tygodniu trzeba będzie przypieczętować awans. Gwarancją gry w ćwierćfinale jest tylko pierwsze miejsce, zespoły z drugich pozycji będą musiały oglądać się na rywali.

Pułapką na mistrzów Polski może się jednak okazać natłok meczów. Spotkania w pucharach to dodatek do pędzącej PlusLigi, w której co chwilę trzeba odrabiać pandemiczne zaległości z początku sezonu. Tymczasem skład ZAKS-y do najszerszych nie należy. O ile podstawowej szóstki Grbiciowi może zazdrościć każdy ligowy trener, o tyle rezerwowych na podobnym poziomie brakuje. Na występy w podstawowym składzie od czasu do czasu może liczyć właściwie tylko Krzysztof Rejno, czyli trzeci środkowy.


- Trener Grbić wie, że w niektórych meczach będzie musiał korzystać z rezerwowych. Czasami daje odpoczynek Śliwce, wymienia Kaczmarka na Klutha, daje szansę rezerwowym środkowym. Zawodnicy sami muszą jednak znaleźć balans. To zawodowcy, są do tego przygotowani, znają swój rozkład jazdy. Trener będzie próbował rotować składem tak, by zachować potencjał drużyny. Uważam, że ten potencjał jest olbrzymi i ZAKSA może grać jak równy z równym z najlepszymi. Z europejskimi średniakami będzie się jej grało dużo łatwiej, wtedy można korzystać z rezerwowych. A podstawowy skład rzucać na najlepszych - zauważa Ignaczak.

Najbliższa okazja, by wypróbować zawodników spoza żelaznej szóstki w większym wymiarze czasowym, może więc nadarzyć się już w tym tygodniu. Najtrudniejszym rywalem kędzierzynian w LM jest Skra - jeśli we wtorek ponownie ją pokonają, miejsce w ćwierćfinale będzie niemal pewne. W dwóch ostatnich spotkaniach może więc pojawić się przestrzeń dla rezerwowych.

W LM ZAKSA tylko raz zameldowała się na podium, w 2003 r. W tym sezonie drużyna ma sporą szansę znów zagrać o medale. Podobnie jak w PlusLidze, w międzynarodowych rozgrywkach prawdziwe wyzwania będą czekać na drużynę z Kędzierzyna-Koźla dopiero w fazie pucharowej.

Damian Gołąb

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl! 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL