Reklama

Reklama

Siatkarze PGE Skry Bełchatów mistrzami Polski

W trzecim meczu finałowym siatkarze PGE Skry Bełchatów pokonali Asseco Resovię Rzeszów 3:0 (25:17, 25:20, 25:18) i zdobyli tytuł mistrza Polski.

Po dwóch zwycięstwach w Rzeszowie bełchatowianie sprawę mistrzostwa Polski chcieli rozstrzygnąć już w trzecim meczu. I od pierwszej piłki przystąpili do realizacji tego planu. W pierwszym secie szybko objęli prowadzenie 3:0, a później grali na poziomie nieosiągalnym dla Asseco Resovii.

Reklama

Goście w pierwszej partii mieli ogromne problemy z przeprowadzeniem skutecznej akcji, a punkty zdobywali głównie po błędach rywali. I właśnie dzięki tym błędom na pierwszej przerwie technicznej mieli tylko punkt mniej od gospodarzy (8:7). Później przewaga PGE Skry szybko rosła. Przy stanie 13:9 dla bełchatowian trener gości Andrzej Kowal poprosił o przerwę, która jednak niewiele dała, bo po chwili jego podopieczni przegrywali już 11:16.

Bardzo dobrze w tej fazie seta grał kapitan PGE Skry Mariusz Wlazły, który zdobywał punkty z zagrywki i ataku. Partię zakończył Stephane Antiga lekkim, ale precyzyjnym zagraniem z lewego skrzydła. PGE Skra wygrała seta 25:17 i do mistrzostwa kraju brakowało jej już tylko dwóch partii.

Asseco Resovia nie zamierzała się jednak poddać i w kolejnym secie podjęła bardziej wyrównaną walkę. Na początku musiała jednak odrabiać straty, bo przegrywała już 0:4. Na pierwszej przerwie technicznej PGE Skra miała jeszcze dwa oczka więcej od gości (8:6), ale po wznowieniu gry przyjezdni zdobyli trzy punkty z rzędu i po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie (9:8). Do stanu 13:13 zespoły grały punkt za punkt a później dwie kolejne akcje zakończyły się punktami dla rzeszowian.

Gdy przewaga Asseco Resovii jeszcze wzrosła (17:14) o przerwę poprosił szkoleniowiec bełchatowian Miguel Falasca. Jego uwagi poskutkowały na tyle, że gospodarze najpierw zmniejszyli straty do jednego punktu (17:18), a później, po skutecznym bloku i punktowej zagrywce Wlazłego, doprowadzili do remisu 20:20. Przy takim wyniku grę przerwał Kowal, ale po wznowieniu gry jego zespół nie zdobył już żadnego punktu.

Po powrocie na boisko Asseco Resovii nie odebrała kolejnego serwisu kapitana gospodarzy i bełchatowianie odzyskali prowadzenie. Kolejna akcja zakończyła się autowym atakiem Dawida Konarskiego a chwilę później Wlazły popisał się dwoma kolejnymi asami serwisowymi. Ostatni punkt w drugim secie gospodarze zdobyli blokiem (Andrzej Wrona) i wygrali partię 25:20.

Trzeci set rozpoczął się od skutecznego ataku Wlazłego, a chwilę później kolejny punkt zdobył blokiem Facundo Conte. Przy prowadzeniu gospodarzy 5:2 Conte zaliczył skuteczny atak, po którym o przerwę poprosił trener Asseco Resovii. Kilkadziesiąt sekund później zawodnicy znów byli poza boiskiem, bo przy stanie 8:4 dla PGE Skry rozpoczęła się pierwsza przerwa techniczna.

Po wznowieniu gry trzy kolejne punkty zdobyli goście, którzy jednak nie zdołali już doprowadzić do remisu. PGE Skra szybko odzyskała kontrolę nad przebiegiem meczu i znów zaczęła powiększać przewagę. Na drugiej przerwie technicznej, na którą zespoły zeszły po skutecznym ataku Wlazłego, bełchatowianie mieli trzy oczka więcej od rywali, a chwilę później cztery. W końcówce goście byli już całkowicie zagubieni i nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych bełchatowian, którzy wygrali seta 25:18 i cały mecz 3:0. Później w hali Energia rozpoczęła się mistrzowska feta.

Najlepszym zawodnikiem spotkania został wybrany Mariusz Wlazły (PGE Skra Bełchatów).

Po meczu powiedzieli:

Mariusz Wlazły (kapitan PGE Skry Bełchatów): "Przez te wszystkie lata gdy byliśmy mistrzami Polski mieliśmy jeden zespół, w którym dochodziło do kosmetycznych korekt. W tym roku jednak ta drużyna się bardzo zmieniła. Po drodze do dzisiejszego sukcesu przegraliśmy wiele rzeczy, ale może trzeba było to zrobić, by wygrać coś innego. Najbardziej cieszę się z tego że, mimo różnego rodzaju przeszkód, grupa powstała w Bełchatowie brnęła w jednym kierunku. Dlatego teraz możemy cieszyć się ze zwycięstwa, które dedykujemy naszym kibicom. Byli z nami nie tylko w dobrych chwilach, ale też w złych. Wierzymy, że w kolejnym sezonie również będą nas wspierać. To nasz dodatkowy zawodnik. Nie ma więc nic piękniejszego, niż cieszyć się ze zwycięstwa przed własnymi kibicami. To tyle. Teraz każdy ma chwilę odpoczynku. Możemy zająć się swoim zdrowiem i na tym się teraz skupmy. Sezon to już jest historia".

Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów): "Chcieliśmy coś ugrać w tym sezonie i chyba najlepiej wyszło, że wygraliśmy ligę. Kluczem do naszego sukcesu była walka od początku do końca. Taki sposób gry wpajał nam Miguel Falasca. Byliśmy kolektywem, zgranym zespołem i tym wygraliśmy. Każdy za każdego mógłby wskoczyć w ogień i to było widać. Resovia nie miała gdzie nas ugryźć, choć cały czas miałem w głowie to, że może odrobić straty z Rzeszowa i wrócić do gry tak, jak w meczach z Zaksą. Na szczęście to im się nie udało. W drugim secie plany pokrzyżował im Mariusz Wlazły, który wszedł na zagrywkę i zdemolował rywali. Generalnie jednak dobrze graliśmy cały mecz, mimo kilku przestoi, które się przytrafiły. Resovia chyba nie miała zbyt dużo argumentów, żeby pokrzyżować nam plany. Mieliśmy ich rozpisanych i na boisku nas nie zaskoczyli. Grali tak, jak mówili nam nasi trenerzy".

Jędrzej Maćkowiak (PGE Skra Bełchatów): "Cieszę się, że pomogłem drużynie wchodząc na zagrywkę w trzecim secie. Ręka nie drżała, bo wiedziałem, jakie jest moje zadanie i co mam zrobić. Czekałem na to przez cały mecz. Miałem wejść w pierwszym secie, na szczęście nie wszedłem, bo wygraliśmy wcześniej. To samo było w drugim. Wszedłem dopiero w trzecim i udało mi się - dzięki chłopakom, którzy dzielnie blokowali - pomóc uzyskać przewagę. Nic, tylko się cieszyć. Ale prawdziwą przewagę uzyskaliśmy w Rzeszowie. Pierwszy mecz był zdecydowanie najtrudniejszy, ale wygraliśmy go 3:2. W drugim spotkaniu w końcówce pierwszego seta dwa asy zaserwował Stephane Antiga, co dało nam dodatkową przewagę psychiczną i znacznie ułatwiło grę. Nie sądziłem jednak, że dzisiaj skończymy walkę po trzech setach. Liczyłem na ciężką batalię 3:2, 3:1. Cieszymy się, że stało się inaczej. Nasza drużyna w tym sezonie była nowa. Czy była najlepsza? Nie nam to oceniać. Mogę tylko powiedzieć, że na pewno mieliśmy najlepsze nerwy".

Łukasz Perłowski (kapitan Asseco Resovii Rzeszów): "Gratuluję Skrze, bo naprawdę zasłużyli na to zwycięstwo. Na pewno w tych trzech meczach była od nas lepsza. Dzisiaj pozbawili nas złudzeń. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale nie udało się. Postawili nam bardzo trudne warunki. Rozkręcali się i napędzali z każdą akcją. Odrzucili nas od siatki i nie mieliśmy możliwości rozegrania dobrej akcji. W każdym elemencie byli od nas lepsi, a Mariusz Wlazły na zagrywce wyczyniał cuda. Chciałbym bardzo podziękować naszym kibicom, za to, że cały czas wspierali nas i podtrzymywali na duchu".

PGE Skra Bełchatów - Asseco Resovia 3:0 (25:17, 25:20, 25:18)

PGE Skra Bełchatów: Stephane Antiga, Karol Kłos, Mariusz Wlazły, Facundo Conte, Andrzej Wrona, Nicolas Uriarte - Paweł Zatorski (libero) - Jędrzej Maćkowiak, Samuel Tuia.

Asseco Resovia: Łukasz Perłowski, Dawid Konarski, Nikołaj Penczew, Piotr Nowakowski, Lukas Tichacek, Paul Lotman - Krzysztof Ignaczak (libero) - Peter Veres, Jochen Schoeps, Fabian Drzyzga, Grzegorz Kosok

Dowiedz się więcej na temat: PGE Skra Bełchatów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje