Reklama

Reklama

Projekt Warszawa. Jan Król: Nie czuję się w Warszawie czarną owcą

Atakujący Jan Król wie, że za sprawą niedawnego transferu z pierwszoligowego SPS-u Chrobrego Głogów do Projektu Warszawa dostał ogromną szansę, ale też zna swoją wartość. - Nie czuję się w stołecznym zespole czarną owcą - powiedział siatkarz wicemistrza Polski.

Król na początku października podpisał kontrakt z zespołem z Głogowa, a trzy tygodnie później o jego pozyskaniu poinformowała warszawska drużyna.

Reklama

- Październik był śmiesznym i dziwnym miesiącem w moim życiu. Zagrałem cztery mecze w Chrobrym, a na początku listopada miałem już na koncie cztery spotkania w barwach Projektu - zaznaczył z uśmiechem.

Do wicemistrza kraju dołączył trzy dni przed rozpoczęciem zmagań w PlusLidze. Klub znany wcześniej jako Onico Warszawa szukał w trybie pilnym atakującego. Z powodu poważnych kłopotów finansowych w przerwie między sezonami kontrakt rozwiązał bowiem Belg Bram van den Dries, a Białorusin Artur Udrys doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry co najmniej na miesiąc.

- Pierwsze wstępne zapytanie pojawiło się, gdy okazało się, że van den Dries chce odejść. Gdy przyszła oficjalna oferta, to czekaliśmy jeszcze aż będzie pewne, że Projekt zagra w ekstraklasie. Nie wątpiłem w to, ale też powiedzmy, że... "przezorny zawsze ubezpieczony". Potem była rozmowa z władzami klubu z Głogowa o ewentualnym rozwiązaniu kontaktu. Zrozumiano moją sytuację i dostałem zgodę. Usłyszałem: "jedź, wykorzystaj szansę". Bo tak naprawdę szansę dostałem niesamowitą. Wiem o tym i cieszę się z tego - podkreślił 30-letni gracz.

Dla trenera stołecznej ekipy Andrei Anastasiego i jej siatkarzy nie jest on postacią nową. Towarzyszył im w okresie przygotowawczym, gdy w zespole brakowało kadrowiczów.

- Oni potrzebowali atakującego, a ja treningu, bo wtedy nie miałem jeszcze wybranego nowego pracodawcy. Trenowałem tydzień w sierpniu i cały wrzesień, zagrałem też w dwóch sparingach - wyliczył.

W okresie przygotowawczym obecny był tylko Michał Kozłowski, drugi rozgrywający Projektu. Dopiero w październiku do drużyny dołączył Antoine Brizard.

- Bardzo przyjemnie się z nim gra, to bardzo dobry rozgrywający. Niekiedy brakuje nam jeszcze pewnych niuansów. Najważniejsze, że na razie mamy na koncie komplet zwycięstw i razem z ZAKS-ą prowadzimy w tabeli - zwrócił uwagę Król.

Ma on świadomość, że przenosiny z 1. ligi do czołowej drużyny ekstraklasy, którą czekają też występy w Lidze Mistrzów, to spory przeskok.

- Trafiło się ślepej kurze ziarno, jak to niektórzy mówią. Cieszę się z tej szansy i staram się z niej czerpać, ile się da. Pewnego poziomu nie przeskoczę, ale też znam swoją wartość. Wiem, co potrafię. Staram się umiejętnościami, które nabyłem przez 15 lat gry w siatkówkę, ukryć minusy. Nie podchodzę do tego tak, że obok mnie są mistrzowie świata, reprezentanci Francji czy inni topowi zawodnicy, a ja wśród nich jestem czarną owcą. Ktoś powie, że nie pasuję tu, ale jestem. Dostałem od trenera szansę i staram się ją wykorzystać - zaznaczył.

W ostatnich latach występował w klubach zagranicznych, a wcześniej w krajowej 1. lidze. Poprzednio w ekstraklasie rywalizował w sezonie 2011/12 w barwach Farta Kielce.

- Od tego czasu zmieniła się ona zdecydowanie. Teraz są większe hale i więcej się dzieje wokół boiska podczas meczów. To naprawdę wysoki poziom organizacyjny. Cieszy, że ludzie przychodzą i dobrze się bawią. Sportowo też się poprawiło, jest więcej zespołów na wysokim poziomie. Nie ma samych szybkich zwycięstw 3:0, np. beniaminek z Suwałk walczy i stawia się faworytom - tłumaczył.

Król wrócił również do stołecznej ekipy. Występował w niej poprzednio 10 lat temu, gdy nosiła nazwę AZS Politechnika Warszawska.

- Zespół od tego czasu zmienił się kompletnie. Wówczas co prawda również mieliśmy w składzie Damiana Wojtaszka, ale wtedy był naszym drugim libero. W międzyczasie został mistrzem świata i wywalczył sobie stałe miejsce w kadrze... Poza tym przewija się wiele tych samych osób podczas meczów, widzę te same twarze wśród kibiców. Sporo się pozmieniało w klubie na dobre, ale też fajnie, że niektórzy ludzie są ci sami - zastrzegł.

Agnieszka Niedziałek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje