Reklama

Reklama

PP siatkarzy: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - PGE Skra Bełchatów 2:3 w finale

Puchar Polski dla siatkarzy PGE Skry Bełchatów. W wielkim finale rozegranym we Wrocławiu podopieczni Miguela Falaski pokonali ZAKS-ę Kędzierzyn-Koźle 3:2. Pojedynek był niezwykle zacięty i trwał ponad trzy godziny. Kędzierzynianie mieli pięć piłek meczowych (trzy w czwartym secie i dwie w tie-breaku), ale jednak zeszli z boiska ze spuszczonymi głowami.

W drodze do wielkiego finału kędzierzynianie nie stracili seta. W ćwierćfinale odprawili z kwitkiem Jastrzębskiego Węgla, a w półfinale poradzili sobie z Lotosem Trefl Gdańsk. Skra natomiast uporała się z SMS PZPS Spała (3:0) i pokonała aktualnego mistrza Polski Asseco Resovię Rzeszów (3:1).

Finałowy pojedynek lepiej rozpoczęli podopieczni Ferdinando de Giorgiego. Po serii błędów w ataku siatkarzy Skry, ZAKSA prowadziła 3:0. Kędzierzynianie znakomicie zagrywali, z czym kompletnie nie mogli sobie poradzić rywale. O kombinacyjnej grze nie mogło być mowy i na to tylko czekali liderzy PlusLigi. Na pierwszej przerwie technicznej przewaga ZAKS-y była już duża - 8:1.

Dawid Konarski i spółka nie zamierzali zwalniać. W każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła ich przewaga była wyraźna, co przełożyło się na wynik. ZAKSA w pierwszym secie wręcz zdeklasowała Skrę wygrywając 25:12.

Tak wysoka porażka nie podłamała zawodników Miguela Falaski. W drugiej partii "rozkręcili" się Mariusz Wlazły i Facundo Conte. Głównie ich dobra postawa sprawiła, że Skra prowadziła 8:6 i 16:13. Kędzierzynianie doprowadzili jednak do remisu 20:20 dzięki skutecznej grze blokiem. W rolach głównych wystąpili Konarski i Jurij Gladys. Końcówka dostarczyła sporo emocji, a decydujący cios zadała Skra. Ostatni punkt w tej partii zdobył Conte (25:23) i w meczu mieliśmy remis 1:1.

Mecz stał na coraz wyższym poziomie. Raz po raz oglądaliśmy efektowne akcje z obu stron. Na początku trzeciego seta lekką przewagę osiągnęła ZAKSA - 3:1, 8:4. Skra ruszyła do odrabiania stra, a sygnał do ataku dał Wlazły. Lider bełchatowian błyszczał zwłaszcza w ataku i na zagrywce. To po jego "bombach" Skra doprowadziła do stanu 14:15. W następnej akcji Wlazły jednak nadepnął linię przy zagrywce i kędzierzynianie mogli odetchnąć z ulgą.

Pościg Skry przyniósł powodzenie, kiedy zablokowany został Rafał Buszek (19:19). Ostatnie fragmenty seta znów były bardzo wyrównane. Tym razem nieco lepiej prezentowała się ZAKSA, a prym w jej szeregach wiódł Sam Deroo. Po mocnym ataku Belga po prostej kędzierzynianie mieli setbola (24:22). Chwilę później kontrę skończył Buszek (25:22). Jeden wygrany set dzielił ZAKS-ę od zdobycia trofeum.

Reklama

Ważne wydarzenie dla przebiegu czwartej partii miało miejsce przy stanie 7:5 dla ZAKS-y. Trener Skry Miguel Falasca zobaczył czerwoną kartkę za dyskusję z sędzią i tym samym punkt przyznano kędzierzynianom. Nerwowo zrobiło się w szeregach bełchatowian. Wlazły popełnił błąd przy ataku z drugiej linii, a potem kontrę skończył Deroo i było już 10:5.

Skra walczyła ambitnie, ale rywale utrzymywali bezpieczny dystans. Druga przerwa techniczna odbyła się przy prowadzeniu ZAKS-y 16:13. Bełchatowianie nie zamierzali jednak składać broni. Kiedy asem serwisowym popisał się Andrzej Wrona było 17:17. Wlazły i spółka złapali wiatr w żagle. W decydujących fragmentach "odskoczyli" na dwa punkty przewagi (20:18). Przewagę roztrwonili po błędzie Nicolasa Uriarte, który źle wystawił do Andrzeja Wrony (22:22). W następnej akcji zatrzymany został Nicolas Marechal (23:22). O przerwę poprosił Falasca, bo jego zespół stracił trzy punkty z rzędu.

Piłkę meczową miała ZAKSA (24:23), ale Deroo popsuł zagrywkę. Drugiego meczbola Skra obroniła za sprawą Wlazłego (25:25). W odpowiedzi ręce blokujących "przełamał" Konarski (26:25), który chwilę później posłał zagrywkę w aut. To się zemściło. Sreczko Lisinać zablokował atak z drugiej linii Deroo i to Skra miała setbola (27:26). Bełchatowianie okazji nie zmarnowali, a seta zakończył efektownym atakiem z krótkiej Lisinać.

W tie-breaku wyrównana walka do stanu 3:3. Potem pięć punktów z rzędu zdobyła ZAKSA (8:3). Na domiar złego Włazy poślizgnął się na boisku i podkręcił staw skokowy. Lider Skry na chwilę opuścił boisko, ale po interwencji sztabu medycznego wrócił. Tymczasem czerwoną kartkę zobaczył De Giorgi za krytykowanie decyzji sędziów i zrobiło sie tylko 10:7 dla ZAKS-y.

Skra "goniła" wynik. Bełchatowianie zablokowali Konarskiego i mieli już tylko punkt straty (11:12). Przy stanie 12:13 mocniej zabiło serce kibiców Skry, kiedy Wlazły trzymając się za brzuch opuścił boisko. Nie wybiło to z rytmu Skry, która doprowadziła do remisu 13:13 (zablokowany Buszek)! Niemoc ZAKS-y w ważnym momencie przełamał Gadyr (14:13). Skrę przy życiu utrzymał Conte (14:14). W następnej akcji Buszek "przebił się" się potrójny blok i znów meczbola mieli kędzierzynianie (15:14). I Skra znów się obroniła. Marechal sprytnie wypchnął piłkę w aut po rękach Benjamina Toniuttiego. Chwilę później sytuacja odwróciła się na korzyść Skry (16:15), ale Gladyr doprowadził do remisu (16:16). Środkowy ZAKS-y popsuł zagrywkę i drugą piłkę meczową miała Skra. Kędzierzynianie znów się obronili. Meczbol numer trzy dla bełchatowian już został wykorzystany, a w ataku pomylił się Deroo.

Skra po raz siódmy w historii zdobyła Puchar Polski. Prym w ekipie z Bełchatowa wiedli Conte (23 pkt) i Wlazły (22 pkt).

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - PGE Skra Bełchatów 2:3 (25:12, 23:25, 25:22, 26:28, 17:19)

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Jurij Gładyr, Benjamin Toniutti, Sam Deroo, Dawid Konarski, Łukasz Wiśniewski, Kevin Tillie - Paweł Zatorski (libero) - Krzysztof Rejno, Rafał Buszek, Grzegorz Bociek, Patryk Czarnowski.

PGE Skra Bełchatów: Facundo Conte, Nicolas Uriarte, Mariusz Wlazły, Nicolas Marechal, Karol Kłos, Sreczko Lisinać - Kacper Piechocki (libero) - Andrzej Wrona, Marcin Janusz, Marcel Gromadowski, Israel Rodriguez, Mariusz Marcyniak, Robert Milczarek, Mihajlo Stanković.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje