Polski siatkarz z decydującym ciosem. Olbrzymie rozczarowanie rywali, katastrofa o krok
Decydujące rozstrzygnięcia w PlusLidze coraz bliżej. Jeszcze w tej kolejce nawet matematyczne szanse na utrzymanie może stracić Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa. Drużyna już przed spotkaniem w Kędzierzynie-Koźlu była w rozpaczliwej sytuacji i na boisku ZAKS-y, mimo ambitnej walki, ani trochę jej nie poprawiła. Gospodarzy w kluczowym momencie napędziła seria zagrywek Jakuba Szymańskiego.

Im bliżej końca rundy zasadniczej, tym każde spotkanie ma większą wagę. Ale dla obu drużyn, które spotkały się w piątek w Kędzierzynie-Koźlu, ewentualne punkty miały być wręcz bezcenne. Dla gospodarzy w walce o grę w rundzie play-off PlusLigi, dla gości z Częstochowy w walce o utrzymanie.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle walczy o grę w fazie play-off. Kapitalny początek
Ale to ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zdecydowanie bardziej stanowczo rozpoczęła walkę o realizację swojego celu. Drużyna prowadzona przez trenera Andreę Gianiego zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli, najniższe z czwórki drużyn, które rywalizują o trzy pozostałe miejsca w czołowej ósemce. I już na początku pierwszej partii Kędzierzynianie wypracowali sobie przewagę.
Po asie serwisowym Kamila Rychlickiego prowadzili 6:2. Kiedy reprezentant Włoch z polskimi korzeniami po pełnej rotacji znów znalazł się w polu zagrywki, dodał kolejnego asa. A przewaga jego drużyny wynosiła już sześć punktów.
Goście potrafili jednak znacznie ją zmniejszyć. Kiedy zablokowali atak Jakuba Szymańskiego, przegrywali już tylko 16:18. Szymański stworzył w piątek parę przyjmujących ZAKS-y z Igorem Grobelnym, zabrakło Rafała Szymury. I Kędzierzynianie utrzymali prowadzenie, Rychlicki zdobył aż dziewięć punktów, a jego zespół wygrał 25:21.
Sytuacja Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa w tabeli jest wręcz rozpaczliwa. Do miejsca gwarantującego utrzymanie, na cztery mecze do końca fazy zasadniczej, traciła aż siedem punktów. Drużyna przed sezonem przymierzana nawet do górnej połowy tabeli, do piątku zdołała wygrać przez cały sezon tylko cztery ligowe mecze.
Druga partia znów rozpoczęła się jednak od prowadzenia ZAKS-y. Tym razem jednak nie rosło ono tak szybko, jak w poprzednim secie. Częstochowianom pomogły jeszcze zagrywki Milada Ebadipoura, wykorzystali kontratak i doprowadzili do remisu 14:14.
Gospodarze szybko jednak zareagowali. Najpierw ważny punkt zdobył Rychlicki, potem kontratak wykończył Szymański, i prowadzili 19:16. Znów spokojnie doprowadzili sprawę do końca, ponownie wygrywając 25:21.
PlusLiga. Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa traci nadzieję
Na trzecią partię goście wyszli bez Bartłomieja Lipińskiego. Zastąpił go Jakub Kiedos. I tym razem Częstochowianie rozpoczęli znacznie lepiej, od prowadzenia 6:3. W połowie seta mieli nawet cztery punkty przewagi, a Kiedos był ich mocnym punktem w ataku.
Kędzierzynianie jednak nie złożyli broni. Zerwali się jeszcze przed końcówką partii przy zagrywkach Karola Urbanowicza, kontratak wykończył niezawodny Rychlicki, i ZAKSA doprowadziła do remisu 21:21. Ale końcówkę wygrali goście, zwyciężając 25:23 - w decydującej akcji pokazał się ich blok.
I ten odmieniony obraz gry utrzymał się początkowo w czwartej partii. Znów na boisku trwała walka punkt za punkt. W ofensywnej grze gospodarzy sporo było środkowych, u rywali dominowało lewe skrzydło - Ebadipour i Kiedos.
Wreszcie jednak ZAKSA odskoczyła przy zagrywkach Szymańskiego - zdobył tego dnia 24 punkty - i objęła prowadzenie 14:11. Trener rywali Ljubomir Travica poprosił o przerwę, ale po niej koncert przyjmującego ZAKS-y trwał. Wypracowana wówczas sześciopunktowa przewaga wykorzystała, by wygrać partię 25:22 i przypieczętować trzy "oczka" do tabeli PlusLigi.
ZAKSA zrównała się więc punktami z drużynami z siódmego i ósmego miejsca w tabeli PlusLigi. A Częstochowianie jeszcze w tej kolejce mogą stracić nawet matematyczne nadzieje na utrzymanie.













