Reklama

Reklama

PlusLiga - ZAKSA może odrobić straty

Zmiany na pozycjach atakującego i przyjmującego oraz zła gra w przyjęciu i ataku - to według Pawła Papkego i Waldemara Wspaniałego problemy, z którymi boryka się drużyna siatkarzy ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle. Straty w PlusLidze są ich zdaniem do odrobienia.

Tymczasem zespół pozyskał właśnie nowego rozgrywającego. Został nim reprezentant Kanady Dustin Schneider. Prezes klubu Sabina Nowosielska tłumaczy transfer kontuzją Grzegorza Pilarza i chęcią zabezpieczenia się na najbliższe tygodnie, gdy nie będzie on mógł zmieniać Pawła Zagumnego. "Przed nami zbyt ważne mecze, nie mogliśmy ryzykować" - powiedziała.

Tym bardziej, że ostatnie rozegrane przez kędzierzynian spotkania okazały się trudne. Wicemistrzowie Polski - po dwóch wygranych w Lidze Mistrzów - ulegli belgijskiemu Knack Roeselare 1:3. W PlusLidze przegrali w tie breaku z Jastrzębskim Węglem i dopiero w piątym secie pokonali ostatni w tabeli bydgoski Transfer.

Reklama

Zdaniem byłego siatkarza reprezentacji Polski i byłego gracza kędzierzyńskiego Mostostalu Pawła Papkego powodem takiej postawy są zmiany na newralgicznych pozycjach - atakującego i przyjmującego. W jego opinii Holender Dick Kooy nie gra póki co tak dobrze jak Brazylijczyk Felipe Fonteles.

"Są też problemy w ataku. Wydawało się, że Grzegorz Bociek powinien być niekwestionowanym liderem. Tymczasem nie zawsze prezentuje się tak, jakby tego od niego oczekiwano, i trener musi szukać innych rozwiązań" - podkreślił Papke. Tłumaczył, że Bociek i Dominik Witczak mieli wprawdzie dobre momenty. "To jednak nie wystarcza. Trzeba trzymać równy, dobry poziom przez cały czas" - dodał.

Nie bez znaczenia - według Papkego - jest także fakt, iż w ZAKS-ie gra kilku reprezentantów kraju, którzy mają za sobą intensywne i nieudane rozgrywki, co pewnie nie wpłynęło dobrze na ich kondycję. A i dotychczasowi rywale ZAKS-y nie byli łatwi. Za najbardziej zaskakującą porażkę zespołu z Opolszczyzny uznał przegraną z AZS Olsztyn. "To było duże potknięcie. Sebastian Świderski oszczędzał jednak wtedy kilku zawodników" - skwitował.

Mogła jego zdaniem dziwić także przegrana z Jastrzębskim Węglem, ale - jak zaznaczył - po tie-breaku. "Wszystko jest więc do odrobienia w Jastrzębiu, punktowo może się skończyć na korzyść ZAKS-y" - dodał. Nie była dla niego z kolei niespodzianką przegrana z belgijskim Roeselare. "Sam tam grałem dwa razy i dwa razy przegrywałem, wiem że z nimi jest ciężko" - podsumował.

Jaką przyszłość Papke wróży ekipie z Kędzierzyna-Koźla? "Myślę, że ZAKSA wyjdzie z grupy w Lidze Mistrzów. Ma potencjał, by znaleźć się wśród 7-8 najlepszych ekip. W PlusLidze powinna natomiast walczyć o 3 lub 4 miejsce. Pod względem potencjału finansowego i potencjału składu wyżej są Asseco Resovia i Skra Bełchatów" - wyliczał. I dodał: "Byłbym szczęśliwy, gdyby w meczu o brąz spotkała się z AZS-em Olsztyn, któremu oczywiście mocno kibicuję".

Były trener kędzierzyńskiej ekipy Waldemar Wspaniały pytany o grę ZAKS-y powiedział: "Spokojnie, nie ma powodów do niepokoju. Ostatni przeciwnicy łatwi nie byli - Roeselare od lat gra w rozgrywkach europejskich, a Jastrzębski Węgiel jest kandydatem do medali. Trzeba z nimi trochę powalczyć. O ocenę gry zespołu będzie się można pokusić po zakończeniu pierwszej rundy" - powiedział.

Wspaniały podkreślił, że podopieczni trenera Sebastiana Świderskiego są obciążeni grą na dwóch frontach; część nie jest też w dobrej dyspozycji. "Jest na przykład problem na pozycji atakującego, gdzie na zmianę gra dwóch zawodników" - wskazywał. "ZAKSA musi też popracować nad przyjęciem. Problemy ma w nim Piotrek Gacek, Michał Ruciak i Kooy" - wyliczył.

Świderski zaznaczył, że grając co trzy dni, nie da się utrzymać formy w każdym meczu. Przyczyn momentów słabszej postawy swojej drużyny upatruje w braku koncentracji i wytrenowania. "Jeśli nie jest się pewnym swoich umiejętności i powtarzalności, którą się na nich wypracowuje, to jeden błąd powoduje jeszcze większy brak tej pewności. Zaczyna się falowanie, niepotrzebne myślenie o tym co się stało" - wyliczył.

Zapewnił jednak, że powodów do niepokoju nie ma. "Nie chcę mówić, że zakładaliśmy, iż tak to będzie wyglądać. Każdy chce wygrać wszystkie mecze, ale to praktycznie niemożliwe. Nie skupiamy się więc na tym co było, tylko na tym, by wygrać kolejne spotkanie" - zaznaczył Świderski.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje