Reklama

Reklama

PlusLiga. Wrona: Nasz mecz ze Skrą trudno teraz nazwać szlagierem

Andrzej Wrona uważa, że na środowy mecz Vervy Warszawa Orlen Paliwa z PGE Skrą Bełchatów trzeba spojrzeć z perspektywy obecnej sytuacji obu drużyn. "Trudno teraz nazwać to spotkanie szlagierem" - zaznaczył siatkarz stołecznej ekipy.

Skra od lat zaliczana jest do krajowej czołówki, a warszawski zespół w poprzednich dwóch sezonach zajął drugie miejsce. W obecnych rozgrywkach jednak jak na razie obie drużyny nie radzą sobie najlepiej - VERVA, która rozegrała 10 spotkań, z 16 punktami plasuje się na siódmej pozycji, a mający za sobą siedem pojedynków bełchatowianie są sklasyfikowani o dwie lokaty niżej (12 pkt). 

Reklama

"Uważam, że nie można ujmować tym drużynom, które przed sezonem nie były stawiane w roli faworyta, a teraz grają najlepszą siatkówkę w lidze. W tym gronie są np. Cuprum Lubin i Indykpol AZS Olsztyn. Trudno więc teraz nazwać szlagierem nasz mecz ze Skrą, gdzie my przegraliśmy cztery z ostatnich pięciu meczów, a zespół z Bełchatowa uległ drużynie z Lubina. Mam nadzieję, że środowe spotkanie będzie dobrym widowiskiem i że wygramy, bo potrzebujemy punktów. Skra jest w takiej samej sytuacji. Zobaczymy. Będzie to na pewno ciekawy mecz, raczej nie na szczycie tabeli, ale ciekawy" - powiedział PAP Wrona.

Jego klub będzie gospodarzem tego pojedynku, a w niedzielę podejmie Cuprum. Kapitan stołecznej ekipy nie wykluczył, że drugi z rywali w obecnej sytuacji może okazać się bardziej wymagający.

"Tak może być, ale nie musi. Mecze są teraz nieprzewidywalne. Tak samo było ostatnio w niedzielę. Kiedy rozmawialiśmy między sobą przed spotkaniem z MKS Będzin, to nie miałem zielonego pojęcia, jak się ono potoczy. Spodziewałem się tak naprawdę wszystkiego pod kątem rezultatu i przebiegu. Myślę, że każdy mecz jest obecnie trochę loterią. Mam nadzieję, że ustabilizujemy swoją grę i dyspozycję, żeby można było z większym prawdopodobieństwem przewidzieć, co się wydarzy" - zastrzegł.

W niedzielę VERVA przerwała serię ligowych porażek. Przygotowania do potyczki z zespołem z Będzina poprzedziła dwoma tygodniami treningów w związku z odwołaniem pojedynku z przebywającą wówczas na kwarantannie Grupą Azoty Zaksą Kędzierzyn-Koźle. Wrona nie ukrywa, że miało to duży wpływ na postawę jego i kolegów w spotkaniu z MKS.

"Dobrze, że mieliśmy dwa tygodnie przerwy. Nie mieliśmy dużo czasu wolnego po powrocie większości drużyny z kwarantanny związanej z Covid-19, bo dwa dni później graliśmy już mecz z Indykpolem. Teraz są trochę inne przepisy albo właściwie to... nie ma chyba przepisów. Można odnieść wrażenie, że losowane są te dni wolne i można sobie przekładać mecze. My wtedy nie mogliśmy tego zrobić, więc jest to trochę dziwne. Dopiero teraz mieliśmy trochę więcej wolnego. Mieliśmy czas, żeby potrenować i się odbudować. To było dopiero teraz, inne drużyny mają czas od razu po kwarantannie. Taki nasz los" - skwitował.

W niedzielę podopieczni trenera Andrei Anastasiego, którzy przegrali cztery wcześniejsze mecz, zwyciężyli 3:0. Wrona dostrzega poprawę w funkcjonowaniu drużyny, ale zachowuje też ostrożność.

"Ja bym takim hurraoptymistą nie był, ale na pewno widać progres, szczególnie od strony mentalnej. Mieliśmy czas potrenować solidnie i na siłowni, i w hali, był też czas na rozmowy. Myślę, że w niedzielę już widać było zmianę w podejściu do meczu i zaangażowaniu oraz chęci zwycięstwa. I to jest plus, ale jeszcze musimy dużo poprawić, jeżeli chcemy w tym sezonie zdobyć medal, a na pewno chcemy" - zapewnił.

Mistrz świata z 2014 roku nie martwi się, że terminarz warszawskiego zespołu teraz znów jest napięty.

"Myślę, że każdy sportowiec woli występować w meczu niż trenować i jeżeli o mnie chodzi, to mogę grać co drugi dzień. To jest esencja naszego zawodu, więc grajmy jak najwięcej" - zaznaczył.

Obecnie on i Piotr Nowakowski są jedynymi środkowymi, których ma do dyspozycji szkoleniowiec Vervy. Jakub Kowalczyk wypadł ze składu kilka tygodni temu z powodu kłopotów kardiologicznych, a pozyskany niedawno 19-letni Michał Kozłowski ma problemy z palcem.

"No tak, jest nas dwóch, ale nie narzekamy. Jesteśmy przygotowani z Piotrkiem na to, by grać mecze od początku do końca i walczymy razem z drużyną. Co do przerwy w grze Kuby, to słyszałem o dwóch, trzech miesiącach. Życzę mu dwóch. Przyznam szczerze, że trochę straciłem rachubę, ile mu jeszcze zostało, ale podejrzewam, że on sam odlicza dni i godziny do powrotu. Bo to jest zwierzę boiskowe, które czeka na pierwszy trening. Życzymy mu wszyscy szybkiego powrotu do zdrowia i czekamy na niego" - zaznaczył Wrona.

Środowy mecz ze Skrą rozpocznie się o godz. 20.30.

Agnieszka Niedziałek

an/ pp/

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Wrona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama