Reklama

Reklama

Plusliga - Wojciech Drzyzga: Nie widzę miejsca na rozszerzanie ligi

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle mistrzem Polski, Asseco Resovia wicemistrzem, a PGE Skra Bełchatów z brązowym medalem. Siatkarskie władze głośno mówią o tym, że liga powinna zostać rozszerzona. Zdecydowanie przeciwny takiemu rozwiązaniu jest Wojciech Drzyzga, były reprezentant Polski i trener.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Reklama

Czy rozszerzanie ligi to w ogóle dobry pomysł?

Wojciech Drzyzga: - Nie widzę na to miejsca. Nie wiem jak zbudować kalendarz, żeby normalnie grać. Jeśli na ligę będzie zarezerwowany czas od 1 października do 30 kwietnia, i tam nie będą się wbijały turnieje międzynarodowe, kadry, klubów itd., ta liga nie byłaby przerywana, to jeszcze można by to sensownie poukładać. Tylko kto tam ma wejść? Widziałem, dzięki Pucharowi Polski wszyscy widzieliśmy, zespół, który pretenduje, czyli Katowice. Bardzo fajni chłopcy, w dużej części anonimowi, którzy stworzyli niezły zespół, ale będzie to powielanie takich drużyn, często budowanych w ostatniej chwili, jak Częstochowa, Kielce, Będzin, Bielsko. I co, mamy za nich trzymać kciuki, żeby wygrali te pięć meczów (wymóg licencyjny, pozwalający zostać w lidze - przyp. red.)?

- Bardzo ważne są miasta, które się starają o wejście do Plusligi, tu doceniam pracę wszystkich. Nie wiem, jak sobie poradzą władze ligi z terminarzem, jeśli chętni będą mieli odpowiednie zaplecze sportowe i finansowe. Natomiast ze świecą szukać drugiego zespołu. Bo rozszerzenie ligi do szesnastu zespołów oznacza, że trzeba dokooptować dwa. To ja odpowiadam, że na zapleczu Plusligi nie ma tylu zespołów gotowych na rywalizację z najlepszymi. Ktoś powie - jak awansujemy, to dokupimy. I pewnie tak się stanie. Kupią dwóch Słowaków, jednego Holendra i może wygrają trzy mecze.

A jest pan za otwarciem ligi tak, żeby były spadki i awanse?

- Powiem szczerze, że w ostatnich dwóch latach żaden zespół nie pokazał takiej indolencji, że wiedząc iż spadnie zaczyna sezon olewać, nieładnie mówiąc. Takie rzeczy doceniam, bo pamiętam też lata, kiedy dla niektórych zespołów sezon kończył się już w styczniu i one z uśmiechem na ustach przechodziły nad kolejnymi porażkami, jakby nic się nie działo. To było żenujące, ale na szczęście dawno temu. Myślę, że taka profesjonalna liga zawodowa poprawiła podejście klubów i zawodników, podniosła je na wyższy poziom. Może ostatni zespół Plusligi powinien się skonfrontować z drugim zespołem I ligi?

Czyli baraż?

- Czyli jakaś forma barażu, może nawet szerszego, żeby nie był on przypadkowy. Czyli może zespół trzynasty i czternasty z pierwszym i drugim z niższej ligi. Żeby zwycięzca pierwszej ligi, który ma szanse na awans, musiał też pokazać to sportowo. Bo awans tylko za wygranie zaplecza to trochę mało. Było już wiele takich zespołów, ale potem mocno odbiegały poziomem od reszty. To skomplikowany temat. Łatwo dotknąć ludzi w różnych miastach, regionach, bo oni na pewno bardzo mocno o to walczą, są zaangażowani, mają wizję i nadzieję, że dostanie się do Plusligi otwiera nowe możliwości. Ale były zespoły, które zachłysnęły się awansem, a potem poradziły sobie średnio.

- Ja wiem, że nie wszyscy mają kapitał Asseco, Lotosu czy Bełchatowa i nie będą go mieli nawet jak awansują. Niech działacze podejmą mądrą decyzję, tylko nie wylejmy dziecka z kąpielą. Widać było w tym sezonie, że poziom Plusligi spadł. Było dużo meczów mocno przeciętnych, czołowi zawodnicy byli mocno przeciążeni, więc problemów do rozwiązania jest wiele. Pytanie, czy od strony sportowej ktoś z zaplecza na ten awans zasługuje. Bo, jak mówię - bardzo wysoka pozycja młodzieży w I lidze, SMS-u, pokazuje, że skoro oni ogrywają seniorów to znaczy, że to nie jest mocna liga.

Rozmawiał Maciej Gaweł

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Drzyzga | PlusLiga | siatkówka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje