Reklama

Reklama

PlusLiga. Waldemar Wspaniały dla Interii: Decyzja Nikoli Grbicia? Duże rozczarowanie

Nikola Grbić rozwiązał kontrakt z Grupą Azoty ZAKS-ą Kędzierzyn-Koźle i został trenerem włoskiego Sir Safety Conad Perugia. - Po ludzku bardzo go lubię. Ale tak nie można robić. Profesjonalizmu trzeba wymagać od wszystkich, również od trenerów tej klasy. Jestem wkurzony - przyznaje w rozmowie z Interią Waldemar Wspaniały, były trener drużyny z Kędzierzyna oraz reprezentacji Polski.

Damian Gołąb, Interia: Trener Nikola Grbić oficjalnie zmienił ZAKS-ę na Perugię, mimo że kilka miesięcy temu podpisał z kędzierzyńskim klubem dwuletni kontrakt. Jak pan ocenia tę decyzję?

Waldemar Wspaniały, były trener ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle i reprezentacji Polski: Nie jestem zaskoczony, ale nie popieram takiej decyzji. Nikola w grudniu podpisał dwuletni kontrakt. To miało wpływ na budowanie składu przez prezesa Świderskiego. Niestety miesiąc przed finałem Ligi Mistrzów dotarły pierwsze informacje, że trener prawdopodobnie po sezonie odejdzie. Bardzo szanuję Nikolę za osiągnięcia sportowe. Gdy byłem trenerem reprezentacji, a on zawodnikiem, często graliśmy przeciwko siebie. Normalnie, po ludzku bardzo go lubię. Czuję jednak duże rozczarowanie. Tak nie można robić.

Reklama

Nie trafia do pana usprawiedliwianie tej decyzji powodami osobistymi?

- Podpisuje się kontrakt, wiedząc o tym, jakie są konsekwencje. Nie ma tłumaczenia rodziną, dziećmi. Taka rzeczywistość była przecież już wcześniej. Nie zgadzam się z takim załatwianiem spraw. Profesjonalizmu trzeba wymagać od wszystkich, również trenerów i byłych zawodników tej klasy. Tutaj profesjonalizmu zabrakło. Jestem tak po ludzku wkurzony, tym bardziej po takim sukcesie. Czekaliśmy 43 lata, by polski zespół wygrał Ligę Mistrzów. Trudno, trzeba będzie sobie radzić bez Nikoli. Z ZAKS-y odchodzi zresztą też trzech ważnych zawodników.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Kiedy pojawiły się pierwsze doniesienia o tym, że Grbić może wrócić do Włoch, jeden z rosyjskich portali napisał, że odejście z ZAKS-y “zrujnuje reputację" trenera. Myśli pan, że kolejni prezesi zastanowią się dłużej, zanim zaproponują Serbowi kontrakt?

- Gdybym był prezesem jakiegokolwiek klubu w Europie, choć mi to nie grozi, mocno bym się nad tym zastanawiał. Albo przedstawił kontrakt obwarowany wieloma paragrafami i ewentualnie wtedy się zdecydował. Dla mnie bardzo niejasna była tutaj również sprawa menedżera. Wiadomo, że on dostaje prowizję za każdą zmianę kontraktu. Jeśli menedżer chce być profesjonalistą, w jego interesie powinno być, by był solidny i wiarygodny. Menedżerowie to niestety funkcja, która w wielu przypadkach nie ma wiele wspólnego z profesjonalizmem. Wiadomo, jaką postacią jest Sirci, prezes Perugii. Nagle sobie wymyślił, że zwolni Heynena i zatrudni Grbicia. Ważne jest również to, że takie rzeczy były załatwiane przed najważniejszym meczem sezonu. Nikt nie zastanowił się nad tym, jak zawodnicy, sponsorzy i prezesi przyjmą taką informację. Oczywiście ZAKSA zasłużenie wygrała Ligę Mistrzów, ale mogło być zupełnie inaczej.

Sytuacja, w której włoski klub podbiera z Polski trenera z ważnym kontraktem, uderza też w PlusLigę? Pokazuje, że siła ligi włoskiej, także finansowa, wciąż jest dużo większa?

- To działanie z pozycji siły, dyktowanie warunków. Tak to wyglądało. Jestem pewny, że Sebastian Świderski odzyskał przynajmniej część tego kontraktu i Nikola czy Perugia będą musieli trochę zapłacić. W piłce nożnej podpisuje się wieloletnie kontrakty z sumami odstępnego na miliony euro. My, jako siatkówka, nie możemy się z nią porównywać. Ale nie wiem, czy nie będzie tak, że w końcu pojawią się jakieś sumy odstępnego w takich sytuacjach. Wtedy każdy się zastanowi, zanim podejmie decyzję o zmianie klubu w czasie trwania kontraktu.

Czy nie jest tak, że Grbić z ugruntowanej pozycji w ZAKS-ie rzuca się na głęboką wodę? W końcu niedawno Sirci zwolnił Heynena w trakcie finałów ligi.

- Jest dorosły, ma doświadczenie, był już w Perugii. Zna prezesa, który, jak widać, jest człowiekiem nieobliczalnym. Potrafi jednak zbudować mocny zespół, myślę, że Perugia idzie w kierunku wygrania Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Zobaczymy, to wybór Nikoli i podjął go sam, przy pomocy rodziny i menedżera.

Dla ZAKS-y taka decyzja Grbicia to duży cios?

- Czas trochę wyleczył tę ranę. Na początku sponsorzy ZAKS-y - a to nie tylko Grupa Azoty, jest ich jeszcze 68 - byli zszokowani, w końcu to ich pieniądze. Ale kurz powoli opada i trzeba koncentrować się na przyszłym sezonie. Tak naprawdę zespół już jest gotowy, zobaczymy, jaki będzie jego poziom sportowy.

Wśród kandydatów na nowego trenera ZAKS-y, których wymienia się w mediach, są m.in. Gheorghe Cretu czy Marcelo Mendez. Na rynku brak polskich trenerów gotowych na takie wyzwanie?

- Są utalentowani polscy trenerzy, jak Michał Winiarski, Mariusz Sordyl czy Dariusz Daszkiewicz. Tyle że wymagania w ZAKS-ie są bardzo duże. Pracowałem tam i żadne miejsce poniżej pierwszego nie było sukcesem, nawet srebrny czy brązowy medal. Jestem przekonany, że z czasem w PlusLidze będzie więcej polskich trenerów niż zagranicznych. Niektórzy obcokrajowcy w ogóle nie powinni w Polsce pracować. Decydują jednak prezesi i pieniądze, oni biorą za to odpowiedzialność. Wracając do trenera ZAKS-y, nie będę wybiegał przed szereg. Oficjalnie musi to ogłosić pan prezes, ale z tego, co wiem, niedługo taka informacja zostanie podana publicznie.



W zespołach z pierwszej ósemki PlusLigi w poprzednim sezonie pracowało tylko trzech polskich trenerów - Michał Mieszko Gogol, Michał Winiarski i Andrzej Kowal. Z czego wynika to, że prezesi czołowych klubów patrzą przede wszystkim za granicę?

- Brakuje mi polskich nazwisk. Ja pracowałem w czasach, gdy drużyny ligowe prowadzili tylko polscy trenerzy. I też odnosiliśmy sukcesy, przypomnę, że dwa razy graliśmy w finałach Ligi Mistrzów, zdobyliśmy brązowy medal Pucharu Challenge. W europejskich rozgrywkach dobrze prezentował się też np. AZS Częstochowa. Polacy też dawali więc radę. W tej chwili prezesi mają jednak większe zaufanie do zagranicznych szkoleniowców.

Z ZAKS-y mają odejść Paweł Zatorski, Benjamin Toniutti czy Jakub Kochanowski. Dotąd drużyna była budowana spokojnie, co roku wymieniano w niej raczej jedno, dwa ogniwa. Teraz, w połączeniu z odejściem Grbicia, czeka ją chyba lekki wstrząs?

- To, o czym pan mówi, było filozofią Sebastiana Świderskiego. Zresztą przed laty podobnie budowany był Mostostal: przychodził jeden czy dwóch zawodników, a trzon zespołu przez kilka lat pozostawał przez zmian. I był efekt, teraz też jest. Nie może być tak, jak w niektórych klubach, że wymienia się co roku 70 czy 80 procent składu - i są problemy. Sam jestem bardzo ciekawy, jak ten zespół będzie się prezentował po zmianach. Przychodzi dwóch utalentowanych chłopaków, bardzo dobry libero. Zostają też bardzo ważni zawodnicy, jak Olek Śliwka, Kamil Semeniuk czy Łukasz Kaczmarek, czyli skrzydła, które w dużym stopniu decydują o obliczu zespołu. Podobnie było w Mostostalu, gdzie przez kilka lat grali Papke, Świderski i Musielak. To była siła tego zespołu - taka sama filozofia, jak obecna ZAKS-y.

Rozmawiał Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje