Reklama

Reklama

PlusLiga. Trefl Gdańsk - PGE Skra Bełchatów 1:3

To miał być mecz Mariusza Wlazłego przeciw dawnym kolegom ze Skry Bełchatów. Atakującego zabrakło, ale i tak w pustej Ergo Arenie oglądaliśmy dobry i zacięty mecz.

To było zaledwie jedno z dwóch spotkań 7. kolejki PlusLigi, które odbyło się zgodnie z planem, pozostałe zostały przełożone z powodu zakażeń koronawirusem w zespołach ligowych lub trwających w nich kwarantann. Nie znaczy to, że gospodarze spotkania w Ergo Arenie byli wolni od wirusowych kłopotów. Przed sezonem aż 14 (!) gdańskich zawodników przechodziło chorobę, a gdy udanie zaczęli rozgrywki zarazili się Moritz Reichert i Mariusz Wlazły oraz trener Michał Winiarski. 

Reklama

Szczególnie nieobecność dwóch ostatnich pozbawiła meczu Trefla ze Skrą dodatkowego smaczku - Winiarski był przez cztery lata zawodnikiem bełchatowskiego klubu, a potem II trenerem, a Wlazły grał w Skrze aż 17 (!) lat po czym przeniósł się do Gdańska. Niezwykły wyczyn tym bardziej, że kontrakty w lidze siatkówki podpisywane są przeważnie na rok, góra dwa.

W pełnych składach to, zdaniem ekspertów, Skra byłaby lekkim faworytem, a przy tak wielkich ubytkach kadrowych w Treflu była faworytem zdecydowanym. Tym bardziej, że "Gdańskie Lwy" pozbawione były wsparcia kibiców. Siatkarze mają siedzibę w Gdańsku, ale Ergo Arena leży na granicy stolicy województwa z Sopotem, a ten ostatni znajduje się w tzw. czerwonej strefie i pod jego jurysdykcję podlega hala. Humoru starał się nie tracić spiker, który żartował, że mecz odbywa się w strefie żółto-czarnej, gdyż takie są barwy zarówno Trefla jak i Skry.

Wśród gdańszczan cały mecz na ławce rezerwowych spędzili rozgrywający Marcin Janusz i argentyński środkowy Pablo Crer, przeważnie podstawowi zawodnicy "Lwów". W ich miejsce grali odpowiednio Łukasz Kozub i Karol Urbanowicz. Mimo sporych ubytków chorobowych i roszad kadrowych gospodarze od początku radzili sobie bardzo dzielnie. W ataku starali się wykorzystywać głównie Mateusza Mikę, ale ten był często stopowany. 

W tej sytuacji ciężar zdobywania punktów po stronie gospodarzy wziął na siebie Kewin Sasak. Od początku Skra miała kontrolę, ale nie mogła osiągnąć wyższej przewagi niż 3-4 punkty. Pod koniec pierwszej partii sprawy w swoje ręce wziął Sasak, który był nie do zatrzymania w ataku, w tej części meczu zdobył aż osiem punktów. Seria jego akcji i świetnych zagrywek Mateusza Janikowskiego dała Treflowi sześć kolejnych punktów i doprowadziła do stanu 21:19 dla gospodarzy. Chwilę potem był remis, ale zaraz znów Trefl wyszedł na prowadzenie i nie oddał go do końca, sensacyjnie wygrywając seta. Na zakończenie pierwszej partii sprytną "kiwką" popisał się rozgrywający gospodarzy, Łukasz Kozub.

Drugi set spotkania zaczął się tak jak pierwszy skończył - od przewagi Trefla. Wkrótce ona stopniała i drużyny szły łeb w łeb. Tak jak w pierwszej partii bohaterem był Sasak, tak w drugiej został nim Karol Urbanowicz. Środkowy Trefla dwa razy pojedynczym blokiem zatrzymał o wiele bardziej doświadczonego Karola Kłosa. Było 15:12, ale za chwilę już 15:16. Od tego momentu trwała walka cios za cios. Decydujący był as serwisowy Bartosza Filipiaka, który dopiero wtedy przypomniał o swoim istnieniu i dał gościom prowadzenie 21:23. Filipiak zamienił się miejscami z Wlazłym, w poprzednim sezonie występował w Gdańsku teraz w Bełchatowie. Goście wygrali tę partię 23:25 i doprowadzili do remisu 1:1 w setach.

Trzecia partia przez długi czas bardzo przypominała drugą. Wynik oscylował wokół remisu, a gdańszczan w grze utrzymywał ich blok oraz wreszcie skuteczny Mateusz Mika. Wreszcie to goście po serii błędów technicznych i nieskutecznych ataków Trefla odskoczyli na 20:15. Dobrze w tym fragmencie gry radził sobie Irańczyk z polskim obywatelstwem w barwach Skry, Milad Ebadipur oraz wspomniany wcześniej Filipiak. Końcówka seta to przewaga Skry i wygrana 25:20, mimo trzech setboli obronionych przez gospodarzy.

Czwarty i jak się miało okazać ostatni set to już zdecydowana przewaga Skry, zaczęło brać górę większe doświadczenie gości. Było 9:15, potem 11:20, skończyło się na 15:25. Najlepszym graczem meczu został wybrany Milan Katić ze Skry.

Bełchatowianie wyjeżdżają z Trójmiasta z kompletem punktów, ale zmiennicy Trefla pokazali, że w dalszej części sezonu będzie mógł na nich liczyć zarówno Michał Winiarski, gdy wróci do zdrowia jak i prowadzący dziś gdańszczan jego asystent, Włoch Roberto Rotari. Po tym spotkaniu obie drużyny mają identyczny bilans: po trzy wygrane i dwie przegrane.  

Tradycji stało się zadość. W 32 dotychczasowych ligowych meczach Skry z Treflem, ci pierwsi nie byli górą jedynie cztery razy. Trzy porażki miały miejsce w play-offach sezonu 2014/15, ostatnia w kolejnych rozgrywkach. Od tej pory Bełchatów pozostaje niepokonany w starciach z Gdańskiem.

Trefl Gdańsk - PGE Skra Bełchatów 1:3 (25:23, 23:25, 20:25, 15:25)

Trefl: Łukasz Kozub (6 punktów), Mateusz Janikowski (10), Karol Urbanowicz (12), Kewin Sasak (15), Mateusz Mika (11), Barłomiej Mordyl (8), Maciej Olenderek (libero). Trener: Roberto Rotari.

PGE Skra: Grzegorz Łomacz (0), Milad Ebadipour (13), Norbert Huber (15), Bartosz Filipiak (11), Milan Katić (13), Karol Kłos (5), Kacper Piechocki (libero) oraz Duszan Petković (6). Trener: Michał Gogol.

Maciej Słomiński, Ergo Arena, Gdańsk/Sopot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje