Reklama

Reklama

PlusLiga siatkarzy. Mariusz Wlazły: Pozytywne nastawienie pomogło zatrzymać Vervę

Siatkarze PGE Skry, jako pierwsza drużyna w tym sezonie ekstraklasy, znaleźli sposób na pokonanie Vervy Warszawa Orlen Paliwa (3:1). - Pomogło nam pozytywne nastawienie, ono jest najważniejsze - przyznał wybrany MVP meczu kaptan bełchatowian Mariusz Wlazły.

Do środowej konfrontacji w Bełchatowie zespół ze stolicy był jedyną niepokonaną drużyną w obecnych rozgrywkach. Podopieczni trenera Andrei Anastasiego triumfowali we wszystkich siedmiu spotkaniach, ale ich zwycięską serię przerwała PGE Skra. Gospodarze po stojącym na wysokim poziomie widowisku wygrali 3:1 (25:23, 21:25, 25:22, 25:20), a do sukcesu poprowadził ich Wlazły. 36-letni atakujący zdobył 19 punktów i był najskuteczniejszym zawodnikiem meczu.

Kapitan PGE Skry podkreślił, że trzy punkty zdobyte z mocnym rywalem są bardzo cenne. Ocenił, że spotkanie mogło podobać się kibicom, ponieważ obfitowało w wiele wymian i obron.

Reklama

- Mam nadzieję, że będzie więcej takich meczów dla kibiców, ale z kolei sobie życzyłbym mniej pojedynków z takim ładunkiem emocjonalnym. To było bardzo ciężkie starcie. Siatkarze Vervy byli niepokonani i grają naprawdę dobrze. Mieli swoje problemy, które zostały rozwiązane i ukłony dla władz klubu, że siatkówka na takim poziomie może dalej istnieć w Warszawie - powiedział Wlazły.

Dodał, że kluczem do sukcesu i przerwania zwycięskiej serii rywala było mentalne nastawienie oraz wiara w wygraną w każdym momencie pojedynku, nawet kiedy PGE Skra musiała gonić wynik. - Musimy to pielęgnować, bo sprawy taktyczne i techniczne mogą być raz lepsze, raz gorsze, ale to właśnie właściwe nastawienie jest najważniejsze - podkreślił atakujący.

Karol Kłos zaznaczył natomiast, że jego drużyna potrzebowała przekonującej wygranej z przeciwnikiem z ligowej czołówki.

- Ciesząc się ze zwycięstwa, trzeba uszanować to, co robili zawodnicy z Warszawy. Niesamowicie bronili, ciężko było się dobić do boiska, piłki wracały na naszą stronę, a my to wytrzymaliśmy i złamaliśmy ich. Nie pękliśmy w żadnych momencie, a trochę ich było. To bardzo cieszy i buduje - tłumaczył reprezentant kraju.

Środkowy Vervy Andrzej Wrona ocenił, że oba zespoły stworzyły dobre widowisko, ale jego ekipa była o kilka akcji i kontrataków słabsza od gospodarzy. - Bełchatowianie złamali nas w przyjęciu, wyblokowali parę razy i byli skuteczniejsi na kontrach. Wygrywali też długie, piękne wymiany, które pewnie będą w skrótach tego meczu - mówił były siatkarz PGE Skry, który po odejściu z Bełchatowa nie wygrał jeszcze w tym mieście.

- Mimo że byliśmy wyżej w tabeli, widać było, że to PGE Skra czuje się dużo lepiej w tej hali. My rozgrywamy tu dobre mecze, lecz nie wygrywamy. Może jeszcze będzie okazja, żeby przełamać tę serię - stwierdził 30-letni siatkarz.

Po pierwszej ligowej porażce stołeczna drużyna spadła na trzecie miejsce w tabeli. Jedną pozycję niżej z bilansem sześciu wygranych i dwóch porażek zajmują bełchatowianie. W następnej kolejce Verva podejmie Asseco Resovię (niedziela, godz. 20), a PGE Skra zmierzy się na wyjeździe z Jastrzębskim Węglem (sobota, godz. 14.45).

Bartłomiej Pawlak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje