Reklama

Reklama

PlusLiga. Prezes Trefla: Kibice w Gdańsku dalej kochają siatkówkę

- Na pierwszym meczu z zawiercianami było ponad 4 tysiące osób, co nas bardzo pozytywnie zaskoczyło. Takiej frekwencji na Aluronie CMC Warcie nigdy nie mieliśmy. Dużo kibiców pojawiło się także na spotkaniu z Cuprum. Jestem mile zaskoczony tymi dwiema frekwencjami. Widać, że kibice tęsknili za powrotem do hal, w Gdańsku dalej kocha się siatkówkę - mówi w rozmowie z Interią Dariusz Gadomski, prezes Trefla Gdańsk.

Sebastian Zwiewka, Interia: Cztery mecze i trzy porażki. Nie jest to chyba dla pana wymarzony początek sezonu?

Dariusz Gadomski, prezes Trefla Gdańsk: Myślę, że nie tylko dla mnie. Drużyna i nasi kibice także liczyli na lepszy start. To też pokazuje jak w tym sezonie wymagająca będzie PlusLiga. Już przed inauguracją mówiłem, że wszystkie zespoły się wzmocniły i to będzie jeden z najtrudniejszych sezonów dla wszystkich. Poziom jest wyższy niż rok temu. To jednak dopiero początek - cztery mecze za nami, więc nie ma paniki. Tabela robi się dosyć ciasna. 

Reklama

Czyli w klubie zachowujecie spokój, wiecie że niedługo ta lepsza forma nadejdzie. 

Widzę, jak drużyna pracuje. Wiem też, ile serca wszyscy wkładają w swoją pracę. Pamiętajmy, że doszedł nowy rozgrywający (Lukas Kampa - dop. red.), który potrzebuje czasu na zgranie się z kolegami. Na początku nieobecny był jeszcze Karol Urbanowicz, który z reprezentacją Polski U21 sięgnął po brąz mistrzostw świata. Nie ma jednak co narzekać, ponieważ każda ekipa ma swoje problemy. Patrzę na pracę wykonywaną przez zespół, dlatego jestem spokojny, że niedługo odpalimy. 

Tak naprawdę, gdyby dwie piłki w meczu z Aluronem CMC Wartą Zawiercie czy z Cerradem Eneą Czarnymi Radom zostały przez nas wygrane, sytuacja punktowa mogłaby być inna. W Katowicach przegraliśmy minimalnie po tie-breaku. Drobne elementy są do poprawy, ale ja jestem o to spokojny. 

W poprzednich latach Trefl takie mecze wygrywał. 

Jak dobrze pamiętam to rok temu w Katowicach przegraliśmy po tie-breaku. Do Radomia drużyna pojechała wtedy w sporej złości po zaledwie dwóch tygodniach przygotowań po zakażeniach koronawirusem. Wtedy gospodarze nie wyrazili zgody na przełożenie meczu, a chłopaki pokazali sportową złość. Po wynikach widać jak drużyny się zmieniły. Myślę jednak, że nie ma co wracać do poprzednich sezonów, bo zespoły są inne. Przegraliśmy po sportowej walce, gratulacje dla tamtych ekip. My spokojnie pracujemy i liczymy, że przyjdzie nasz czas. 

Oczekiwania wobec trenera Michała Winiarskiego poszły w górę? 

Wiemy, ile było szumu medialnego wokół jego osoby w kontekście objęcia posady trenera reprezentacji Polski. Trener dobrze powiedział - po dwóch poprzednich sezonach rywale obecnie inaczej patrzą na Trefla Gdańsk. Traktują nas jako drużynę, z którą nie można podejść do gry na luzie, wszyscy grają na maksa. Zawodnicy muszą się z tym zmierzyć, że nie ma łatwych przeciwników. 

Jak rozmawiałem z trenerem przed sezonem, zwróciłem wtedy uwagę, że terminarz macie w miarę łatwy. Niedługo przyjdą trudniejsze wyzwania. Najpierw jednak pojedynek ze Stalą Nysa. 

Stal miała swoje dobre momenty w Bełchatowie, u siebie z Asseco Resovią także. Nie ma łatwych przeciwników. Jak spojrzymy na sytuację w tabeli, to drużyna z Nysy ma zdobyty punkt. Ostatnio jechaliśmy do Radomia na mecz z zespołem, który był bez żadnego "oczka". Dwa tygodnie temu pokonaliśmy Cuprum, lubinianie ostatnio rozbili Ślepsk Suwałki. PlusLiga jest naprawdę wymagająca. Zresztą Superpuchar Włoch pokazał, że murowani faworyci do finału odpadli już na etapie półfinałów. Siatkówka się zmienia, jeszcze minie trochę czasu aż wszyscy się dograją i wtedy sytuacja się ustabilizuje. W tej chwili każdy może wygrać i przegrać dosłownie z każdym. 

Jest pan prezesem, który ogląda mecze innych drużyn, czy ogranicza się pan do sprawdzenia wyników? 

Staram się oglądać. Nie oglądam oczywiście wszystkich spotkań, bo byłoby to niemożliwe. Trzeba mieć też życie prywatne obok sportu. Większość meczów jednak obserwuję. 

Po czterech kolejkach trudno o wnioski, ale na pewno ma pan jakieś przemyślenia. Kogo gra najbardziej się panu podoba? 

Fajnie zaczął wyglądać Indykpol AZS Olsztyn, na duży plus spisuje się Jastrzębski Węgiel, który ma gigantyczny potencjał. Aluron CMC Warta Zawiercie ma fajny i długi skład, zmiennicy robią tam różnicę. Za chwilę jeszcze Asseco Resovia Rzeszów pokaże na co ją stać. Jest też zawsze solidny przy Andrei Anastasim Projekt Warszawa, Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wygrała wszystkie swoje mecze. Praktycznie każdy ma dobre momenty. GKS Katowice walczy, tak samo Cuprum Lubin. Ale... Jastrzębski Węgiel, Indykpol AZS i Grupa Azoty ZAKSA - te drużyny mi się najbardziej podobają. 

A o co w tym sezonie gra Trefl Gdańsk? 

O to, żeby znaleźć się w play-offach i dojść jak najwyżej w tej nowej formule Pucharu Polski. Jeśli znajdziemy się w fazie play-off, wtedy wszystko będzie możliwe. Po prostu trzeba zbierać punkty, by wejść po rundzie zasadniczej do ósemki. 

Którego siatkarza Trefla najbardziej pan wyróżni? 

Każdy miał swoje lepsze i gorsze momenty. Nie chcę nikogo szczególnie wyróżniać, bo na wynik pracuje cała drużyna. W kadrze jest czternastu zawodników po to, żeby ktoś wszedł i pomógł drużynie, jeśli siatkarz z podstawowej szóstki ma gorszy moment. Na tę chwilę wszyscy ciężko pracują, pierwsza szóstka powoli się krystalizuje na kolejne spotkania. 

Powrót kibiców jest dużym zastrzykiem pieniędzy do klubowej kasy? 

Na pierwszym meczu z zawiercianami było ponad 4 tysiące osób, co nas bardzo pozytywnie zaskoczyło. Takiej frekwencji na Aluronie CMC Warcie nigdy nie mieliśmy. Dużo kibiców pojawiło się także na spotkaniu z Cuprum. Jestem mile zaskoczony tymi dwiema frekwencjami. Widać, że kibice tęsknili za powrotem do hal, w Gdańsku dalej kocha się siatkówkę. Nie we wszystkich halach faktycznie można oglądać aż tylu fanów. Jak nic nas nie zatrzyma, to plan wykonamy nawet z nawiązką. Mam na myśli sprzedaż biletów. 

A jakie były założenia? 

Nie mając cały czas pewności, jak będzie się rozwijała sytuacja pandemiczna, wypośrodkowaliśmy założenia pomiędzy wyniki z wcześniejszych sezonów, a tego ostatniego, nietypowego. Budżet jest większy, ponieważ część naszych partnerów zwiększyła finansowanie o około 10 procent. Czy uda się znacznie zwiększyć przychody? Tak naprawdę będziemy mądrzejsi dopiero pod koniec sezonu. Zobaczymy, czy cały czas będziemy grać z kibicami. Ja mam taką nadzieję, że tak. W naszym przypadku, w normalnych, niepandemicznych warunkach, przychody z biletów i karnetów stanowią około 10% budżetu. 

Niedawno mówił pan, że budżetowo jesteście na 7-10 miejscu w PlusLidze. To się nie zmieniło? 

Myślę, że pozostało to bez zmian. Patrząc na składy, widać gdzie finanse poszły wyraźnie w górę. Cały czas jesteśmy nawet w drugiej części tabeli, realnie patrząc gdzieś koło 8-9 miejsca. 

Skoro założyliście bezpieczny scenariusz, to nie boi się pan czwartej fali koronawirusa? 

Mam nadzieję, że ewentualna czwarta fala nic nie zatrzyma. Cały czas są promowane szczepienia i liczę, że będziemy grać z kibicami do końca sezonu, choć oczywiście te kwestie są od nas niezależne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje