Reklama

Reklama

PlusLiga. Mariusz Wlazły: Nasz zespół jest fenomenalny

Nasz zespół jest fenomenalny - podkreślił Mariusz Wlazły, który w sobotę wrócił do Bełchatowa jako siatkarz Trefla Gdańsk. Atakujący poprowadził swoją drużynę do wygranej z PGE Skrą 3:1 (25:18, 18:25, 31:29, 25:21).

Pod wieloma względami konfrontacja w Bełchatowie zapowiadała się jako najciekawsze spotkanie 20. kolejki siatkarskiej ekstraklasy. Starcie PGE Skry i Trefla nie zawiodło oczekiwań. Oba zespoły stworzyły bowiem stojące na wysokim poziomie widowisko, w którym nie brakowało emocji.

Reklama

Najwięcej przyniosła końcówka trzeciego seta, w której PGE Skra prowadziła 23:21, ale wszystko rozstrzygnęło się w długiej grze na przewagi. W decydujących momentach dużymi umiejętnościami w hali Energia ponownie popisywał się Wlazły. Najpierw zagrywka, a następnie dwa jego ataki przechyliły szalę zwycięstwa na korzyść ekipy z Gdańska, co miało duży wpływ na końcowy sukces Trefla.

Bez wątpienia powrót Wlazłego do Bełchatowa był największym wydarzeniem meczu. Były kapitan PGE Skry po raz pierwszy wystąpił przeciwko klubowi, w którym spędził 17 lat i zdobywał najcenniejsze trofea.

37-letniego atakujący przyznał, że zdążył już przyzwyczaić się do nowych barw, choć - jak żartował - pod względem kolorów nic się nie zmieniło.

"Zmienił się zespół i chciałem powiedzieć, że jest on fenomenalny. Fantastycznie pracuje mi się z Michałem (Winiarskim), całym sztabem szkoleniowym i z tymi chłopakami. Jestem dumny z postawy każdego zawodnika. Każdy z nich jest ważny dla drużyny, posiada niezwykły potencjał i możliwości. Zdobywają doświadczenie i mam nadzieję, że jako zespół będziemy coraz lepsi" - zaznaczył Wlazły.

Dodał, że PGE Skra to zawsze trudny przeciwnik, szczególnie we własnej hali. "Ale my też chcieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony. Wierzyliśmy w każdą wygraną akcję, walczyliśmy o każdy punkt. Mieliśmy dużo fantastycznych emocji, które nas niosły. Cały zespół zasłużył na to zwycięstwo, bo wykonaliśmy wielką pracę pod kątem mentalnym, taktycznym i fizycznym" - ocenił atakujący Trefla, który w sobotę zdobył 20 punktów.

PGE Skra już wcześniej zastrzegła numer "2", z którym występował w jej barwach Wlazły. W sobotę zaś swoją legendę uhonorowała wielkim proporcem z nazwiskiem siatkarza, jego numerem i latami gry w Bełchatowie (2003-2020). Wzorem kubów NBA zawisł on pod sufitem hali.

"Michael Jordan po zdobyciu sześciu tytułów dla Chicago Bulls odchodząc został uhonorowany w ten sposób. Dla nas, dla siatkówki, dla naszego klubu Mariusz jest również Jordanem i w ten sposób chcieliśmy podziękować mu za pomoc w osiąganiu naszych wspólnych sukcesów" - podkreślił prezes klubu z Bełchatowa Konrad Piechocki.

Wlazły dziękując za to wyróżnienie żałował, że na meczu nie było kibiców, bo - jak tłumaczył - nie miał okazji się z nimi pożegnać. "Spędziłem w Bełchatowie najlepsze lata i bardzo cieszę się, że miałem okazję zagrać z moim byłym zespołem. PGE Skrze życzę zwycięstw i jak najlepszej gry, a my będziemy pracować dalej" - przyznał.

Trefl umocnił się na 3. miejscu w tabeli, a PGE Skra, która w sobotę doznała już ósmej porażki jest ósma. W kolejnym spotkaniu bełchatowianie już w środę podejmą Asseco Resovię Rzeszów. Z tym samym rywalem, ale w następną niedzielę zagrają podopieczni Michała Winiarskiego.

autor: Bartłomiej Pawlak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL