Reklama

Reklama

PlusLiga. Mariusz Wlazły: Lwy nigdy się nie poddają

Mariusz Wlazły, który 1 lipca zostanie siatkarzem Trefla, nie ukrywa, że podoba mu się potoczne określenie nowej drużyny - Gdańskie Lwy. - To pewnego rodzaju symbol, bo jestem spod zodiakalnego znaku lwa, a to zwierzę nigdy się nie poddaje – wyjaśnił 37-letni atakujący.

Pochodzący z Wielunia Wlazły od 2003 roku występował w PGE Skrze Bełchatów i do końca czerwca pozostanie zawodnikiem wielokrotnych medalistów mistrzostw Polski. Oficjalnie reprezentantem Trefla stanie się 1 lipca.

Reklama

"Dawno myślałem o tym, aby zamieszkać w Gdańsku. Wiele razy byłem w tym mieście, ale do tej pory nie miałem czasu na zwiedzanie. To co jednak zobaczyłem zrobiło na mnie spore wrażenie i mam nadzieję, że będzie to moje miejsce na ziemi. Mam też wielu znajomych, którzy przyjechali do Gdańska i tutaj zostali, a to też o czymś świadczy" - zauważył.

Mistrz świata z 2014 i wicemistrz z 2006 roku zdradził, że Trefl był jedną z pierwszych drużyn, która złożyła mu kontraktową propozycję.

"Przystąpiliśmy do wstępnych rozmów, które później nabrały tempa. Z czasem doszły również oferty z innych klubów, ale to z Treflem uzgodniliśmy dogodne warunki dla obu stron i "podpisaliśmy" ustną umowę. No i wybuchła pandemia i wszystko stanęło, także negocjacje kontraktowe. Na szczęście od 1 lipca oficjalnie stanę się zawodnikiem Trefla" - stwierdził.

37-letni atakujący przekonuje, że kluczową rolę w przyjęciu oferty gdańskiego klubu odegrało zaufanie wobec niego ze strony zarządu, trenerów i drużyny oraz wiara w jego możliwości, doświadczenie i umiejętności.

"Trener Michał Winiarski podkreślił, że jestem atakującym światowej klasy. Znamy się prywatnie i wiem, że w jego ustach takie słowa to wielkie docenienie i szacunek dla mojej osoby. Podobnymi uczuciami darzę jego, bo widzę jak radzi sobie jako trener, a ma przecież małe doświadczenie w tych fachu. To też dowodzi, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. W wielu rozmowach ze mną Michał podkreślał, jak ważną rolę mam odgrywać w jego zespole" - przyznał.

Wlazły przeniósł się nad morze także ze względu na swoich synów.

"Brałem pod uwagę sportowy rozwój dzieci, a Trefl jest jednym z lepszych ośrodków szkolących młodzież. Mój starszy syn Arkadiusz, który rozpoczął przygodę z siatkówką w Bełchatowie, będzie w Gdańsku ją kontynuował i urzeczywistniał swoje marzenia" - wyjaśnił.

Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Wlazły | Trefl Gdańsk | PlusLiga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje