Reklama

Reklama

Plusliga. Kamil Semeniuk: Musieliśmy się przyzwyczaić do braku Zatorskiego

​- Musieliśmy się trochę przyzwyczaić do tego, że Paweł nie jest do dyspozycji - powiedział siatkarz Grupy Azoty ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle Kamil Semeniuk. Mimo braku w składzie Zatorskiego kędzierzynianie wywalczyli awans do finału ekstraklasy, po wygranej z PGE Skrą Bełchatów 3:0.

Reklama

ZAKSA w niedzielę, w trzecim spotkaniu półfinałowym pokonała, we własnej hali PGE Skrę Bełchatów 3:0 i całą rywalizację wygrała 2-1. W walce o złoty medal zmierzy się z Jastrzębskim Węglem.

Reklama

Siatkarze z Jastrzębia-Zdroju prawo do gry o złoty medal wywalczyli po tym, jak w dwóch meczach półfinałowych pokonali zespół Verva Warszawa Orlen Paliwa (3:2 u siebie i 3:1 w hali rywala).

- Cały czas przyjmowaliśmy zagrywkę jedną trójką. Wszyscy byli przyzwyczajeni do obecności Pawła. Jednak trzeba oddać, że Adrian Staszewski zagrał na 100 procent swoich możliwości. Po tym spotkaniu w Bełchatowie dziś już wiedzieliśmy +jak to się je+ i dziś wyszliśmy na boisko jakby to było któreś z rzędu w takim zestawieniu - powiedział dziennikarzom Semeniuk.

Kędzierzynianie w pierwszym spotkaniu półfinałowym pokonali, w swojej hali Skrę 3:0. Jednak w Bełchatowie przegrali 1:3. W tym meczu musieli sobie radzić bez podstawowego libero Pawła Zatorskiego, którego z gry wyeliminowały problemy zdrowotne. Nie wystąpił też w niedzielę.

Zastępujący Zatorskiego na pozycji libero Staszewski przyznał w niedzielę, że musiał się do nowej roli przyzwyczaić.

- Każdy kto nie gra na co dzień na pozycji libero zaczynając pełnić tę funkcję na boisku ma mały mętlik w głowie. Jednak cieszę się, że dziś udało nam się wygrać, mimo że Pawła nie było na boisku - powiedział.

Najbardziej zacięty był inauguracyjny set niedzielnego spotkania, a jego bohaterem był Aleksander Śliwka. Przy wyniku 20:20 skutecznie zaatakował z lewego skrzydła. W następnej akcji skutecznie obił blok. Skra trzy razy zmniejszała stratę do jednego punktu, ale nie doprowadziła już do remisu. ZAKSA wykorzystała drugą piłkę setową.

Druga odsłona toczyła się pod dyktando kędzierzynian, którzy także wyraźnie wygrali kolejną i całe spotkanie 3:0.

Na początku trzeciego seta, przy wyniku 5:2 kontuzji doznał Taylor Sander. Do końca spotkania leżał nieopodal linii bocznej boiska. Jak po meczu poinformował szkoleniowiec bełchatowian Michał Mieszko Gogol zawodnik ma skręconą kostkę. Nie wiadomo czy będzie mógł zagrać w pojedynkach o trzecie miejsce.

- Trzeba przyznać rywalowi, że zasłużenie awansował do finału. Był zdecydowanie lepszy dziś, jak i na przestrzeni półfinałowej rywalizacji - powiedział trener Skry.

Poinformował, że w niedzielę nie ustawił taktyki specjalnie pod absencję w ZAKS-ie Zatorskiego: - Nie koncentrowaliśmy się na tym, lecz raczej na tym co jeszcze możemy poprawić. Dziś nie zagrywaliśmy tak dobrze jak w Bełchatowie, a z drugiej strony przeciwnicy momentami bardzo dobrze przyjmowali - dodał.

W finale play-off rywalizacja będzie się toczyć do dwóch wygranych spotkań. Pierwsze z nich odbędzie się w środę 14 kwietnia w Kędzierzynie-Koźlu.

Także w środę ma się rozpocząć rywalizacja o trzecie miejsce (Skry z Vervą). W tym przypadku zespoły też będą walczyć do dwóch zwycięstw.

Autor: Rafał Czerkawski

Dowiedz się więcej na temat: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje