Reklama

Reklama

PlusLiga. Jastrzębski Węgiel - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3-1 w finale

Wielkie emocje i faworyt bez tytułu. Mistrzostwo Polski po 17 latach wraca do Jastrzębia-Zdroju. Po pasjonującym spotkaniu Jastrzębski Węgiel pokonał Grupę Azoty ZAKS-ę Kędzierzyn-Koźle 3-1 i zapewnił sobie złote medale PlusLigi.

To był dla jastrzębian szalony sezon. Drużyna kilka razy była odsyłana na kwarantannę, przez zakażenia koronawirusem straciła szansę gry w Lidze Mistrzów. Do tego doszła zmiana trenera i porażka w finale Pucharu Polski. Po wygranej w Kędzierzynie-Koźlu druga drużyna sezonu zasadniczego udźwignęła presję we własnej hali i wyrwała mistrzostwo Polski. Choć Jastrzębski Węgiel przez cały sezon był o krok za ZAKS-ą, w decydujących meczach okazał się lepszy od rywali.

Początek pierwszego seta przypominał to, co działo się cztery dni wcześniej w Kędzierzynie-Koźlu. Tam na początku spotkania ZAKSA grała koncertowo i w niedzielę było podobnie. Podopieczni Nikoli Grbicia rozpoczęli od świetnych zagrywek Aleksandra Śliwki i szybko prowadzili 6-1. Ich przewaga była widoczna również na siatce, jastrzębianie mieli problemy ze skończeniem ataku. Już po kilku minutach na ławkę rezerwowych powędrował więc Yacine Louati, którego zastąpił Rafał Szymura.

Reklama

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Kędzierzynianie również nie byli bezbłędni, obie drużyny wpadały w serie złych zagrań. Po asie serwisowym Śliwki ZAKSA znów odskoczyła rywalom, prowadząc 18-11. Wśród gospodarzy ponownie nie sprawdził się Mohamed Al Hachdadi, który skończył tylko jeden z siedmiu ataków. Zastąpił go Jakub Bucki i od razu zdobył punkt, a cała drużyna wyraźnie się ożywiła. ZAKSA doprowadziła jednak pracę do końca, wygrywając 25-22.

Jastrzębski Węgiel - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Jakub Bucki impulsem dla gospodarzy

W końcówce pierwszej partii w szeregach gości pojawiło się jednak sporo nerwów, spadła także skuteczność przyjmujących i atakującego. W drugim secie, przy serwisach Jakuba Kochanowskiego, znów objęła jednak prowadzenie: tym razem 4-2. Po drugiej stronie siatki problemy przeżywał ostatni z podstawowych skrzydłowych, który pozostał na parkiecie, czyli Tomasz Fornal. Znakomicie spisywał się natomiast Bucki. Po jego asach serwisowych to gospodarze wygrywali 11-10.

Od tego momentu wyraźnie złapali wiatr w żagle, wkrótce ich przewaga wzrosła do trzech punktów i Grbić wykorzystał już drugą przerwę w tej partii. Oba zespoły zdobywały punkty blokiem, na parkiecie było sporo walki oraz długich akcji. Gdy w pole serwisowe wrócił Bucki, jastrzębianie znów zaczęli jednak grać koncertowo i wypracowali sobie sześć punktów przewagi. Na wysoki poziom wrócił Fornal - to jego zagrywka zakończyła drugą partię, wygraną przez gospodarzy 25-19.



Trzecią partię znów lepiej rozpoczęli kędzierzynianie. Ich rozgrywający, Benjamin Toniutti, w końcu zaczął częściej korzystać ze środkowych, zwłaszcza Kochanowskiego. ZAKSA prowadziła 7-4. Pod siatką coraz częściej iskrzyło, w spięciach celowali zwłaszcza Fornal i Łukasz Kaczmarek. Gospodarze nieco zmniejszyli straty, a po autowym ataku Kamila Semeniuka remisowali z rywalami 11-11.

W tym secie obie drużyny zaserwowały widzom przed telewizorami świetne widowisko. Jastrzębianie w końcu przełamali rywali. Jurij Gladyr zablokował atak Davida Smitha, Semeniuk znów pomylił się w ataku i podopieczni Andrei Gardiniego prowadzili 19-16. Ciosów gospodarzy nie był w stanie przyjąć nawet Paweł Zatorski, który po kontuzji wrócił do podstawowego składu. ZAKSA potrafiła jednak doprowadzić do remisu 22-22. W końcówce trwała wojna nerwów, set rozstrzygnęła gra na przewagi. Asem serwisowym popisał się Kaczmarek, ale kluczowa okazała się zagrywka Gladyra. Jastrzębianie wygrali 27-25 i byli o włos od złotego medalu.

Jastrzębski Węgiel - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Nowi mistrzowie Polski

Kędzierzynianie w tym sezonie nie raz już jednak pokazywali, jak trudno ich złamać. Na czwartego seta wyszli z dużą energią, szybko obejmując prowadzenie 5-2. W ataku poziom trzymał Śliwka, punkt zagrywką dorzucił Kaczmarek, a w bloku dobrze spisywał się wprowadzony z ławki Krzysztof Rejno. Efektem było prowadzenie 15-11. Wówczas Gardini zmienił Fornala, przywołując z kwadratu dla rezerwowych Louatiego.

W tym momencie jastrzębianie zerwali się do gry. Śliwka przestał kończyć ataki, Grbić na chwilę ściągnął z boiska Semeniuka. Przy stanie 18-17 dla gospodarzy Serb poprosił o ostatnią w tej partii przerwę. Po asie serwisowym Gladyra przewaga Jastrzębskiego Węgla wzrosła do dwóch punktów. I choć ZAKSA jeszcze raz wyrównała, jastrzębianie nie wypuścili z rąk okazji, wygrywając 25-23.

Poprzednie mistrzostwo Polski jastrzębianie zdobyli w 2004 r. Później jeszcze trzykrotnie grali w finale, ale ani razu nie potrafili sięgnąć po złoty medal. Nic więc dziwnego, że po ostatniej piłce ich radość była ogromna. ZAKS-ie, która broniła mistrzostwa z 2019 r., pozostaje walka o wygraną w Lidze Mistrzów. 1 maja zagra w finale z włoskim Itas Trentino. W PlusLidze do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze kwestia brązowych medali, gdzie stan rywalizacji  z Vervą Warszawa Orlen Paliwa wyrównała PGE Skra Bełchatów.

Jastrzębski Węgiel - Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3-1 (22-25, 25-19, 27-25, 25-23)

Jastrzębski Węgiel: Al Hachdadi, Gladyr, Fornal, Kampa, Wiśniewski, Louati - Popiwczak (libero) oraz Szymura, Tervaportti

ZAKSA: Kaczmarek, Kochanowski, Semeniuk, Toniutti, Smith, Śliwka - Zatorski (libero) oraz Kluth, Rejno, Depowski

Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje