Reklama

Reklama

PlusLiga. Jakub Popiwczak dla Interii: Spoglądamy tylko w stronę złota

- Nie jestem już młodym chłystkiem. Gram w Jastrzębiu już dziewiąty rok i niczego poza brązowym medalem nie udało nam się osiągnąć. Jestem przekonany, że to ten sezon, w którym możemy pokusić się o coś więcej i naprawdę włączyć do walki o mistrzostwo Polski - mówi Interii Jakub Popiwczak, libero Jastrzębskiego Węgla, wicelidera siatkarskiej PlusLigi.

Damian Gołąb, Interia: Trzy natarcia koronawirusa, zmiana trenera, wykluczenie z Ligi Mistrzów. A do tego jeszcze mecze przy pustych trybunach. Można chyba było sobie wyobrazić spokojniejszy sezon dla Jastrzębskiego Węgla?

Reklama

Jakub Popiwczak, libero Jastrzębskiego Węgla: Na pewno. Dużo się działo, było dużo rzeczy nowych nawet dla najbardziej doświadczonych zawodników. Koronawirus i przerwy z nim związane w jakiś sposób wybijały z rytmu każdy zespół. Wszyscy musieli dostosować się do nowej rzeczywistości. Do tego u nas w klubie zmiana trenera. Może to trochę głupio zabrzmi, ale przez poprzednie lata zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, bo rok po roku tego doświadczaliśmy.

Możemy być jednak zadowoleni z drugiego miejsca na koniec rundy zasadniczej. To daje nam dobrą pozycję startową przed play-offami. Choć tak naprawdę nie znaczy to o niczym więcej, niż tylko o tym, że będziemy mieli przewagę własnego boiska w decydujących meczach aż do samego finału. Jednak oprócz ZAKS-y, która jest najbardziej stabilna i idzie jak burza, w czołowej ósemce każdy może wygrać z każdym. Trzeba być czujnym.

Z miejsca jest pan zadowolony. A czy swoją grą w sezonie zasadniczym drużyna może być usatysfakcjonowana?

- W pierwszej części sezonu, w roku 2020, graliśmy naprawdę dobrze. Oprócz dwóch przegranych spotkań z ZAKS-ą wszystko wygrywaliśmy, prezentowaliśmy fajną siatkówkę. Wszystko szło bardzo przyjemnie. Kolejny rok, 2021, nie jest już wybitną siatkówką w naszym wykonaniu. Wszystko nie dzieje się już tak łatwo i tak płynnie, jak w pierwszej części sezonu. Przegraliśmy kilka spotkań, kilka wymęczyliśmy, wygrywając mimo słabszego dnia. Ale też cieszę się, że to się zdarzyło teraz, a nie w play-offach. Wiemy, nad czym musimy pracować, wiemy, jakie są nasze słabości. Jest nowy trener: zobaczył nas w boju, dostrzegł, z czym mamy problemy. Teraz pod tym kątem przygotowujemy się do najważniejszej fazy sezonu.

“Covidowe" przerwy mocno wybijały was z rytmu? Każdy zespół na jakiś czas wypadał z treningów, ale żaden tyle razy, co Jastrzębski Węgiel.

- Tak, ale mam wrażenie, że po tych “covidowych" przerwach wyglądaliśmy najlepiej, zwłaszcza po dwóch pierwszych. Mogę powiedzieć, że mi większej krzywdy nie zrobiły. Na pewno mają jednak wpływ na przygotowanie fizyczne do całego sezonu. My, sportowcy, nie przywykliśmy do tego, że nagle ktoś wyciąga nas z hali na trzy tygodnie i zamyka w domu. A tak było w moim przypadku. To na pewno ma jakieś przełożenie na rezultaty, ale myślę, że nie ma decydującego wpływu na wyniki poszczególnych zespołów.

A jak pan przeszedł samą chorobę?

- Zaczęło się całkiem intensywnie. Na początku było trochę strachu. Pojawił się jakiś dziwny ból mięśni, plecy bolały inaczej niż zwykle, do tego trochę gorączki. Po pierwszych dwóch dniach było już jednak coraz lepiej. Uciążliwe jest jedynie to, że po trzech miesiącach mój węch jest trochę zaburzony, odczuwane smaki też są trochę inne. Ale mam nadzieję, że po jakimś czasie to też wróci do normy.

W takim razie zwycięstwa w lidze też smakują trochę inaczej?

- Na szczęście ten zapach i smak się nie zmienił, zwycięstwa cały czas smakują tak samo dobrze. Musimy robić wszystko, by było ich jak najwięcej. Wtedy wszyscy będziemy chodzić uśmiechnięci.

Panu Covid-19 chyba nie przeszkodził w osiągnięciu wysokiej formy. Zewsząd słychać pochwały ekspertów, jest pan też drugi w rankingu najlepiej przyjmujących siatkarzy ligi. Czuje pan, że pana siatkarski rozwój zmierza w dobrym kierunku?

- Trudno mi oceniać siebie samego, to nie moja rola. Staram się po prostu z roku na rok grać coraz lepiej, stawać się ostoją drużyny. Jestem coraz starszy. Nie jest już ze mnie jakiś młody chłystek, staję się zawodnikiem, który pograł troszkę w reprezentacji, ma już na karku 25 lat. Oczekuje się ode mnie stabilności i dobrego poziomu. Mam nadzieję, że idę w tym kierunku. A ocena tego, jak to wygląda, należy do trenera i prezesa klubu, trenera reprezentacji. Notę wystawią mi też wyniki zespołu. Gram w Jastrzębiu już dziewiąty rok i niczego poza brązowym medalem nie udało nam się osiągnąć. Jestem przekonany, że to ten sezon, w którym możemy pokusić się o coś więcej i naprawdę włączyć do walki o mistrzostwo Polski.

Dowiedz się więcej na temat: jastrzębski węgiel | Jakub Popiwczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje