Reklama

Reklama

PlusLiga. Jakub Bucki: Lubię, kiedy tętno przyspiesza

„Lubię chwile, kiedy tętno podczas meczu przyspiesza. To są super momenty do zapamiętania” – powiedział PAP siatkarz Jastrzębskiego Węgla Jakub Bucki przed finałowymi spotkaniami ekstraklasy z Grupą Azoty Zaksą Kędzierzyn-Koźle.

Rywalizacja do dwóch wygranych rozpocznie się w środę w kędzierzyńskiej hali. Oba zespoły zmierzyły się w tym sezonie trzy razy - dwukrotnie w PlusLidze i raz w finale Pucharu Polski. Komplet zwycięstw odniósł zespół z Opolszczyzny.

"ZAKSA udowadnia w tym sezonie na każdym poligonie, że jest świetnym zespołem. My mamy kolejną szansę, żeby rywali +ugryźć+. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Mam nadzieję na świetne widowisko, a po cichu liczę, że w końcu się przełamiemy" - dodał atakujący jastrzębian.

Podkreślił, że nie rozpatruje awansu do finału jako sukcesu.

Reklama

"Jeżeli jesteśmy na tym etapie, to każdy z nas chce walczyć o złoto. Nie możemy się zadowolić srebrnym medalem" - zaznaczył.

Bucki jest najczęściej zmiennikiem Marokańczyk Mohameda Al Hachdiego, ale zdarza mu się wchodzić na boisko w trudnych momentach. Tak było w czasie wyjazdowego spotkania z rosyjskim Zenitem Kazań w Lidze Mistrzów w ubiegłym roku. W tie-breaku poszedł na zagrywkę, kiedy jego zespół przegrywał 9:14 i skończyło się zwycięstwem jastrzębian 16:14.

"Takie mecze na pewno dodają pewności siebie. Dobrze zagrywaliśmy, blokowaliśmy, ale też mieliśmy wtedy sporo szczęścia. Ono również jest potrzebne, nikt nie powiedział, że w finale ma być inaczej" - powiedział.

Przyznał, że w lidze trudno zaskoczyć rywala, bo zespoły są dobrze rozpracowane.

"Znamy się przecież wszyscy, ciężko wyciągnąć przysłowiowego +asa z rękawa+. Jest kwestia, na ile zrealizujemy założenia taktyczne przy tak dużych emocjach, jakie będą zapewne towarzyszyły tym spotkaniom" - ocenił.

Atakujący sprawia na parkiecie wrażenie bardzo spokojnego.

"Oczywiście, że się denerwuję, ale potrafię chyba sobie z tym poradzić. Czasami fajnie jest, kiedy krew płynie szybciej, warto to przeżywać. Nauczyłem się grać pod presją, choć nie zawsze się to sprawdza. Lubię chwile, kiedy tętno przyspiesza, to są super momenty do zapamiętania" - stwierdził.

Podkreślił, że przykry dla zawodników jest brak widzów w halach.

"To jest kiepska sprawa, bo dużo fajniej jest takie mecze przeżywać w obecności kibiców. Wtedy emocje są dużo większe, ale cóż, takie mamy realia" - zaznaczył.

Prowadzeni od stycznia przez trenera Andreę Gardiniego jastrzębianie mieli kilka dni więcej odpoczynku przed finałową batalią, bowiem w półfinale w dwóch starciach pokonali Vervę Warszawa Orlen Paliwa, a ZAKSA do awansu potrzebowała trzech spotkań z PGE Skrą Bełchatów.

"Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. Ja luzu nie czuję, bo nie wiem, czy szansa gry w finale kiedyś się powtórzy" - podsumował Bucki.

Jastrzębski Węgiel w finale zagra po 11 latach. Jedyne w historii mistrzostwo klub wywalczył w 2004 roku.

Drużyna została w trakcie rozgrywek mocno dotknięta pandemią COVID-19. Zakażenia nie pozwoliły jej wystąpić w turniejach grupowych Ligi Mistrzów w Berlinie i Kazaniu.

W poprzedniej edycji LM jastrzębianie wygrali grupę, pokonując m.in. dwa razy Zenit Kazań. W ćwierćfinale mieli się zmierzyć z włoskim Itasem Trentino, ale rozgrywki europejskie zostały zakończone z powodu pandemii.

Piotr Girczys



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje