Reklama

Reklama

PlusLiga. Igor Kolaković dla Interii: Nie zawsze gramy jak prawdziwa drużyna

- Jeszcze nie zbudowaliśmy drużyny, jeszcze pracujemy nad duchem zespołu. Ale w poprzednim sezonie w Polsce nauczyłem się, że najważniejsze jest to, jak zespół prezentuje się w fazie play-off - podkreśla w rozmowie z Interią Igor Kolaković, trener Aluronu CMC Warty Zawiercie. Jego drużyna po dziewięciu kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli siatkarskiej PlusLigi.

Damian Gołąb, Interia: W ostatniej kolejce, w przegranym 0:3 spotkaniu z Grupą Azoty ZAKS-ą Kędzierzyn-Koźle, pana drużyna po raz pierwszy w tym sezonie musiała radzić sobie bez kontuzjowanego Urosa Kovacevicia. To był chyba trudny test?

Igor Kolaković, trener Aluronu CMC Warty Zawiercie: Tak, to rzeczywiście był test. Ale też dobry moment na naukę i sprawdzenie, co możemy zrobić bez Urosa. Liga jest bardzo długa. Zdarzają się kontuzje, czasami siatkarze są zmęczeni. Musimy wiedzieć, jak radzić sobie w takich sytuacjach.

Po zmianach, do których doszło przed sezonem, dysponuje pan w zasadzie nową drużyną. Dołączyło do niej kilka znanych nazwisk. Poukładanie drużyny z takich ludzi to duże wyzwanie?

Reklama

- Na pewno nie jest to łatwa sprawa. Nie mogliśmy zacząć tego robić od początku okresu przygotowawczego. Dopiero później dołączył do nas Facundo Conte, po nim Miguel Tavares, a na końcu Uros. A wszyscy są dla nas bardzo ważnymi zawodnikami. Potrzebujemy jeszcze czasu. Jeszcze nie zbudowaliśmy drużyny, jeszcze pracujemy nad duchem zespołu. Nie zawsze gramy jak prawdziwa drużyna. Ok, zaprezentowaliśmy się tak przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi, może jeszcze w paru spotkaniach. Ale choćby w meczu z Indykpolem AZS Olsztyn czy w dwóch ostatnich z setach z ZAKS-ą na pewno nie. Chcemy rozgrywać wielkie mecze z dobrymi przeciwnikami, ale prezentować się w nich dużo lepiej.

Pana drużyna potrzebuje jednego mentalnego lidera, takiego jak Uros Kovacević?

- Nie, mamy w drużynie też inne mocne osobowości. Conte, Dawid Konarski, Michał Żurek - to także ważne postaci ze stabilnym mentalem. Z ZAKS-ą zagraliśmy bez Urosa, ale ten mecz miał dwa oblicza. Pierwszy set był niesamowity, byłem pewien, że musimy wygrać. A dwa kolejne... Może byliśmy pod wpływem porażki w pierwszym. Czuliśmy, że wymknęło nam się coś, co już mieliśmy w rękach. To były dla nas złe chwile. Muszę jednak przyznać, że ZAKSA zagrała świetnie, trafiała zagrywkami w linie. To dało jej pewność siebie. Gdy więc zdarzają się takie mecze, trzeba spojrzeć też na to, co robi przeciwnik po drugiej stronie siatki. Po tym meczu możemy się wiele nauczyć.

Igor Kolaković: Pięć, sześć zespołów na tym samym poziomie

Aluron pokazał w ostatnich kolejkach dwie twarze - piękniejszą przeciwko mistrzom Polski i znacznie brzydszą przeciwko wicemistrzom. Która z nich jest prawdziwa?

- W spotkaniu z ZAKS-ą musieliśmy trochę zmienić linię przyjęcia, zagrać z Conte i Piotrem Orczykiem. To zawsze nieco zmienia współpracę na boisku. Ale mam nadzieję, że bliżej nam do tego, co pokazaliśmy w Jastrzębiu-Zdroju. Chociaż tak naprawdę w pierwszym secie z ZAKS-ą prezentowaliśmy się chyba jeszcze lepiej.

Zasady plebiscytu As Sportu 2021 możesz przeczytać w tym miejscu

By przejść do głosowania - kliknij w tym miejscu!

Na początku sezonu podstawowym rozgrywającym był Maximiliano Cavanna, potem rotował pan zawodnikami na tej pozycji, teraz w pierwszej szóstce częściej gra Tavares. Chce pan, by cały czas rywalizowali o miejsce w składzie?

- Obaj są bardzo dobrymi rozgrywającymi. Przykro mi, że jeden z nich czasami musi usiąść na ławce rezerwowych. W tym momencie moja decyzja jest taka, by więcej grać z Miguelem. W tej chwili to on jest numerem jeden.

Jaki jest cel drużyny po letnich wzmocnieniach?

- W Polsce jest w tej chwili pięć, sześć zespołów na tym samym, wysokim poziomie. Być może na wyższym poziomie niż my. Dlaczego? Bo, jak powiedziałeś, jesteśmy nową drużyną. A niektórzy z naszych rywali nie zmienili latem zbyt wiele. Nie chcę więc prognozować, że zdobędziemy medal lub coś w tym rodzaju. Musimy walczyć o zwycięstwo z każdym rywalem w tej lidze.

W poprzednim sezonie w Polsce nauczyłem się, że najważniejsze jest to, jak zespół prezentuje się w fazie play-off. Wtedy zaczęliśmy rozgrywki naprawdę dobrze, pod koniec rundy zasadniczej przegraliśmy jednak kilka spotkań. Zajęliśmy siódme miejsce, a potem jeszcze straciliśmy je w play-offach w starciu ze Ślepskiem Malow Suwałki. Za to Projekt, który startował do fazy pucharowej z szóstej pozycji, zdobył medal. Najważniejsze jest to, jak będziemy grać w końcówce sezonu, w fazie play-off.

Aluron CMC Warta Zawiercie chce poprawić przyjęcie zagrywki

Mówi pan o pięciu, sześciu zespołach na wysokim poziomie. Liga w tym sezonie jest jeszcze bardziej wyrównana niż w poprzednim?

- Zdecydowanie tak. Tylko patrząc na naszą drużynę, widzisz dwóch naprawdę uznanych obcokrajowców. Asseco Resovia sprowadziła kilka wielkich nazwisk, ZAKSA utrzymała jakość. Jastrzębski Węgiel ma trzech mistrzów olimpijskich. Projekt trochę odświeżył zespół na pozycji atakującego, to samo mogę powiedzieć o PGE Skrze. To naprawdę wysoki poziom. Widzimy też, jak prezentuje się Olsztyn z Defalco i Butrynem. W tym sezonie liga jest dużo mocniejsza niż w poprzednim.

Co zatem musi poprawić pana drużyna, by dołączyć do ścisłej czołówki?

- Na pewno możemy poprawić przyjęcie. By nie było tak, jak z ZAKS-ą, gdy w ten sposób straciliśmy dziewięć łatwych punktów. Poza tym trenujemy dużo na wysokich piłkach, by lepiej sobie z nimi radzić. Oczywiście, kiedy masz dobre przyjęcie, łatwiej grać pierwszym tempem i szóstą strefą. Nie musimy być jednak pod tym względem perfekcyjni. Ważne, by grać sprytnie. Nie dawać się zaskoczyć przeciwnikom przy skrótach i plasach. Gdy to uporządkujemy, będzie łatwiej pracować nad innymi elementami.

Rozmawiał Damian Gołąb


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje