Reklama

Reklama

PlusLiga. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Jastrzębski Węgiel 1-3 w pierwszym meczu finałowym

Niespodzianka w pierwszym meczu o mistrzostwo PlusLigi. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przegrała na własnym parkiecie z Jastrzębskim Węglem 1-3. Najlepsza drużyna rundy zasadniczej nie wytrzymała starcia o złoto i przed drugim spotkaniem stoi pod ścianą.

Reklama

Obie drużyny grały ze sobą w lidze 81 razy, ale w finale nie zmierzyły się jeszcze nigdy. W tym sezonie spotkały się nie tylko w PlusLidze, walczyły też w finale Tauron Pucharu Polski. Za każdym razem lepsza była ZAKSA, która w tym sezonie zbiera dotąd wszystkie skalpy. W pierwszym meczu finałowym gra kędzierzynian się jednak zupełnie załamała. Goście zaś podnieśli się z kryzysu po wysoko przegranym pierwszym secie i są o krok od złotego medalu.

Reklama

A przecież początek spotkania zwiastował jastrzębianom trudne zawody. Gospodarze w pierwszej akcji zablokowali Mohameda Al Hachdadiego, czyli największą ofensywną siłę rywali. Po chwili w ataku pomylił się Tomasz Fornal, asem serwisowym popisał się Jakub Kochanowski i ZAKSA prowadziła 7-2.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Duża różnica między oboma zespołami utrzymała się już do końca seta. Kędzierzynianie dobrze radzili sobie nawet wtedy, gdy musieli atakować z sytuacyjnych piłek. Prym wiedli w tym Kamil Semeniuk i Aleksander Śliwka, którzy regularnie ogrywali blok gości. Przy stanie 17-11 trener jastrzębian Andrea Gardini wykorzystał drugą przerwę na żądanie. Apelował o spokój i opanowanie, ale gdy po tej przemowie jego zespół stracił kolejny punkt, zastąpił Fornala Rafałem Szymurą. Końcówka seta przyniosła jednak gościom jedynie żółtą kartkę dla Jurija Gladyra i nowe pokłady frustracji.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Jastrzębski Węgiel. Paweł Zatorski zaczął wśród rezerwowych

ZAKSA w pierwszym secie łatwo poradziła sobie z rywalami, mimo że na boisku nie było Pawła Zatorskiego. Podstawowy libero drużyny cierpiał w ostatnich dniach na problemy z plecami. Ostatecznie pojawił się w składzie, ale pierwsze sety oglądał z boku. Jego miejsce na parkiecie zajął nominalny libero Adrian Staszewski, który sprawdził się w tej roli w półfinałowej rywalizacji z PGE Skrą Bełchatów.

Drugą partię jastrzębianie rozpoczęli jednak z nową energią. Zadbał o nią Gladyr, niezwykle emocjonalnie świętujący udane ataki ze środka. Do tego doszły dobre akcje Fornala, który wrócił na boisko, i udana zagrywka Yacine’a Louatiego. To pozwoliło gościom na wyrównaną grę z gospodarzami. Za kolegami nie nadążał jednak Al Hachdadi. Przy stanie 11-9 dla ZAKS-y Gardini ściągnął go z boiska. Zastępujący Marokańczyka Jakub Bucki dobrymi zagrywkami pomógł drużynie wyrównać.

To po kontrataku zakończonym przez Buckiego goście objęli prowadzenie 16-15 i szkoleniowiec ZAKS-y Nikola Grbić po raz pierwszy poprosił o czas. Gdy jastrzębianie w końcu zdołali podbić piłkę po atakach Łukasza Kaczmarka, odskoczyli już na trzy punkty. Mimo że gospodarze doprowadzili do remisu 21-21, zablokowany atak Śliwki sprawił, że przegrali 23-25.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Jastrzębski Węgiel. Kłopoty mistrzów Polski

Oba zespoły rozpoczęły trzeci set od autowych ataków i dobrych zagrywek. Po udanym zagraniu Fornala goście objęli prowadzenie 6-4. Wśród gospodarzy kłopoty przeżywał zwłaszcza Śliwka. Grbić zastąpił go Dominikiem Depowskim, a potem usiadł obok niego na ławce i coś długo tłumaczył. Po chwili, przy stanie 9-12, Serb przywołał do siebie całą drużynę.



ZAKSA rozpoczęła odrabianie strat - remis 16-16 osiągnęła po tym, jak David Smith zablokował Louatiego. Tyle że rywale wygrali aż siedem kolejnych akcji, a gra gospodarzy zupełnie się rozsypała. Grbić zaczął wymieniać kolejne ogniwa w składzie, sięgnął nawet po Zatorskiego. Jego drużyna przegrała jednak 19-25.

Kolejną partię w podstawowym składzie ZAKS-y rozpoczął nie tylko Zatorski, ale i Krzysztof Rejno. Jastrzębianie nadal jednak znakomicie serwowali, a do tego dochodziły skuteczne kontrataki. Pewnymi zbiciami kończył je Louati - jego zespół objął prowadzenie 6-3. Przewaga gości rosła, podopieczni Gardiniego byli w swoich poczynaniach znacznie bardziej dynamiczni niż rywale. Grbić ponownie zastąpił Śliwkę Depowskim. Kędzierzynianie nadal nie mieli jednak recepty na zatrzymanie ataków skutecznego Buckiego.

Gospodarzom udało się co prawda zablokować Fornala, ale wciąż przegrywali czterema punktami. 23-letni przyjmujący zrewanżował się jednak rywalom asem serwisowym. Punkt w ten sam sposób dołożył jeszcze Łukasz Wiśniewski i jastrzębianie prowadzili 18-12. Koniec emocji? ZAKSA się nie poddała, zmniejszyła straty do zaledwie jednego punktu. Jastrzębianie przeżywali kłopoty w ataku, ale z opresji ratowali się blokiem i zagrywką. Presję końcówki wytrzymali Louati i Gladyr - goście niespodziewanie wygrali 25-21 i są blisko złotego medalu.

Rywalizacja o mistrzostwo Polski toczy się do dwóch zwycięstw. W poprzednim roku tytułu nie przyznano, złota sprzed dwóch lat broni więc ZAKSA. By przedłużyć swoje szanse na mistrzostwo, kędzierzynianie muszą w niedzielę wygrać w Jastrzębiu-Zdroju.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Jastrzębski Węgiel 1-3 (25-16, 23-25, 19-25, 21-25)

ZAKSA: Kaczmarek, Kochanowski, Semeniuk, Toniutti, Smith, Śliwka - Staszewski (libero) oraz Kluth, Depowski, Rejno, Zatorski (libero), Łukasik

Jastrzębski Węgiel: Al Hachdadi, Gladyr, Fornal, Kampa, Wiśniewski, Louati - Popiwczak (libero) oraz Szymura, Bucki, Gierżot, Kosok

Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje