Reklama

Reklama

PlusLiga. Daniel Pliński: Ligi nie możemy zatrzymać

- Ligi nie możemy zatrzymać, bo byłoby to bezsensowne. Przekładanie spotkań PlusLigi to bardzo dobre rozwiązanie. Mam wrażenie, że wszystkie zespoły koronawirusa muszą przejść i przejdą - komentuje dla Interii były reprezentant Polski Daniel Pliński.

W czterech zespołach PlusLigi: Ślepsku Malow Suwałki, MKS Będzin, Vervie Warszawa Orlen Paliwa i GKS Katowice są pozytywne wyniki na obecność Covid-19. W związku z tym, już przełożono na inny termin kilka ligowych spotkań. W miniony weekend odbyły się tylko dwa - w Gdańsku ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wygrała gładko z Treflem 3:0, a Radomiu Czarni przegrali z Asseco Resovią 2:3.

Koronawirus atakuje

Reklama

Przekładanie spotkań to bardzo dobre rozwiązanie. Mam wrażenie, że wszystkie zespoły koronawirusa muszą przejść i przejdą. Teraz jest pytanie, czy uda nam się dograć sezon z publicznością? Co do tego mam wątpliwości. Uważam jednak, że ten sezon dokończymy. Każda drużyna będzie miała problemy, każda drużyna będzie miała kontakt z koronawirusem i każda drużyna wypadnie na jakiś czas. Widzimy, że zachorowań w Polsce jest coraz więcej i zapewne siatkarze będą musieli przez to przejść. To jest kwestia miesiąca, może sześciu tygodni i podejrzewam, że wszystko wróci do normy.

Na dzień dzisiejszy trzeba przekładać mecze. Nie ma innego rozwiązania. Ligi nie możemy zatrzymać, bo byłoby to bezsensowne. Ok. Kilka spotkań jest już przełożonych, ale musimy pamiętać, że gdybyśmy zatrzymali całą ligę, to za rok są igrzyska olimpijskie i nie będzie wiadomo, jak tę ligę dograć. Obecne rozwiązanie jest optymalne.

Efekt domina?

Liga musi funkcjonować nawet, jak będą tylko dwa mecze rozgrywane. Grać jak najwięcej i czekać aż drużyny wrócą do zdrowia. Może trochę sobie zaprzeczę... Europejskie puchary tuż, tuż, ale na szczęście nasze eksportowe ekipy funkcjonują i mogą grać. Mówię tu o ZAKS-ie Kędzierzyn-Koźle, Jastrzębskim Węglu i PGE Skrze Bełchatów. Niestety, to jest chyba tylko kwestia czasu, że w tych ekipach też coś niedobrego się wydarzy.

ZAKSA w innej lidze

Powiedzmy sobie szczerze - ZAKSA gra w innej lidze. Gra równo, nie panikuje. Nawet jak przegrywali kilkoma punktami w Gdańsku, to grali swoje. Trener Nikola Grbić cały czas wierzył w zespół, nie zmieniał taktyki, ewentualnie robił drobne korekty w składzie. Niby Trefl miał szansę w pierwszym secie, ale ZAKSA kontrolowała to spotkanie do samego końca. Najlepszym zawodnikiem w Kędzierzynie jest drużyna. Każdy siatkarz wie, co ma robić na boisku i to jest kluczowe w ich mistrzowskiej formie. W siatkówce czym mniej zmian tym lepiej. W pierwszej szóstce ZAKS-y doszło tylko do jednej korekty i to moim zdaniem na plus - Łukasza Wiśniewskiego zastąpił Jakub Kochanowski. Dlatego ZAKSA jest taka mocna.

A jeżeli chodzi o Trefl Gdańsk... Drugi mecz Mariusza Wlazłego słaby w ataku. Skuteczność w okolicach 25 procent i od razu są tam problemy. Z Lubinem udało się wygrać za trzy punkty, bo Bartłomiej Lipiński szalał i dzięki niemu Trefl wygrał.

Wszyscy w Polsce wiedzą, że Marcin Janusz ma kapitalne odbicie do tyłu i lubi grać do tyłu, dlatego atakującego potrzebuje. Myślę, że w tym meczu nie do końca rozpieszczał Mariusza Wlazłego, ale mimo to brakowało go w ataku.

Sam nie wiem, czy Trefl jeszcze nie nadrobił straconego czasu przez koronawirusa. Nie wiemy do końca, jak tam sytuacja naprawdę wygląda. Przecież pojechali z marszu do Radomia i ograli Czarnych 3:0. Jak ktoś gra z ZAKS-ą, to trzeba popatrzeć z innej perspektywy. Po pierwszej kolejce zganiłem Nysę, że nie dojechała na mecz z Kędzierzynem, a okazało się, że wszyscy mają problemy i nie są stanie "urwać" im choćby punktu. Za bardzo liczyliśmy, że Trefl będzie w stanie rywalizować na równym poziomie z ZAKS-ą.

Emocje w Radomiu

Wiadomo było, że w Asseco Resovii musi pójść do przodu. Nowa drużyna, która potrzebuje trochę czasu. Do Rzeszowa trafili zawodnicy, którzy mieszkali i grali w innych państwach. Nasza liga jednak szybko oraz mocno weryfikuje. Ale widać, że powoli Resovia łapie rytm. Jednak to drugi mecz z rzędu, kiedy rzeszowianie nie "domykają" spotkania. Prowadzili w Katowicach 2:0 i prowadzili w Radomiu 2:0, a skończyło się tie-breakami. Oczywiście na korzyść Resovii, ale punkt straciła.

Na marginesie... Wielu fachowców podkreśla, że jak ktoś prowadząc 2:0 nie wygrywa 3:0, to przegrywa 2:3. A ja zawsze mówię, że to jest głupota. Pokazała to choćby Resovia i udowodniła, że to powiedzenie jest mocno na wyrost.

Resovia ma bardzo mocne "skrzydła" i wyśmienitego rozgrywającego Fabiana Drzyzgę. Pod tym względem jest w stanie bić się z najlepszymi. Od drużyn topowych odbiega na środku siatki. Zawodnicy na tej pozycji nie do końca utrzymują taki poziom, który pozwoliłby Resovii zdobyć medal.

Kluczowymi postaciami w Czarnych są Lucas Loh i Dawid Konarski. Pierwszy z wymienionych wraca po długiej przerwie spowodowanej kontuzją. Dziś pomaga drużynie i to jest gracz, który pozwoli ustabilizować przyjęcie. Jeśli on będzie zdrowy, to proszę mi wierzyć, że Radom jest w stanie bić się z najlepszymi. I jeszcze fajna informacja dla wszystkich. Myślę, że w tym sezonie Czarni w końcu zagrają w nowym obiekcie.

Daniel Pliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje