Reklama

Reklama

PLS: w Warszawie o drugie miejsce w tabeli

Siatkarze AZS-u Politechniki Warszawskiej w środę staną przed swoim drugim tak poważnym sprawdzianem w tym sezonie ekstraklasy. Na półmetku rozgrywek zmierzą się z PGE Skrą Bełchatów. Stawką jest drugie miejsce w tabeli.

Spotkanie cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem publiczności. Od tygodnia nie ma już biletów w sprzedaży, a to pierwszy mecz w tym sezonie, który podopieczni Jakuba Bednaruka rozegrają na pojemnym Torwarze.

- Kibice zawsze nas wspierali. W tym roku zaczęła z nami jeździć nawet znacznie większa grupa, niż w latach poprzednich. Poza tym nigdy się nie zdarzyło, żeby gwizdali na nas. Nawet wówczas, kiedy nie za dobrze się zaprezentowaliśmy - powiedział środkowy stołecznej ekipy Marcin Nowak.

To będzie dla Politechniki trudny mecz. Drugi z rzędu z rywalem z najwyższej półki. Zespół, który został okrzyknięty rewelacją początku sezonu, długo utrzymywał się na drugim miejscu w tabeli. Wygrał pięć meczów z rzędu i ustępował jedynie Zaksie Kędzierzyn-Koźle. Potem jednak była nieoczekiwana porażka z Lotosem Trefl Gdańsk (2:3), a w poprzedniej kolejce lekcję siatkówki warszawianie otrzymali od mistrzów Polski Asseco Resovii (0:3).

- To był dla nas blamaż. Nie może się to już powtórzyć, dlatego też mamy nadzieję, że w meczu ze Skrą znowu pokażemy, jak umiemy grać. Będzie piękna walka. Bełchatowianie to od lat przeciwnik z najwyższej półki - ocenił Nowak.

Kapitan drużyny Krzysztof Wierzbowski z kolei wierzy, że w końcu on i jego koledzy "zagrają w siatkówkę". - Bo tego na pewno nie robiliśmy w Rzeszowie. Tam byliśmy jak dzieci we mgle, które boją się wielkiej Resovii. Jesteśmy jednak bogatsi o to doświadczenie, dlatego z optymizmem podchodzimy do kolejnego rywala - powiedział.

W tabeli Politechnikę i Skrę dzieli punkt, na korzyść bełchatowian. Jeśli stołeczny zespół przegra, może spaść nawet na szóstą lokatę. Początek meczu w środę o godz. 20.00.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje