Reklama

Reklama

Piotr Gacek: Wyszliśmy jak na wojnę

Siatkarze ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przystąpili w niedzielę do meczu z Asseco Resovią z ogromną determinacją - wygrali 3:0 i wyrównali stan finałowej rywalizacji o mistrzostwo Polski na 2-2. "Wyszliśmy jak na wojnę" - podkreślił libero Piotr Gacek.

Drużyna prowadzona przez Daniela Castellaniego w ciągu kilkudziesięciu godzin przeszła prawdziwą metamorfozę. W sobotę uległa broniącej tytułu Asseco Resovii 0:3. Jak przyznał Gacek, niedzielny pojedynek kosztował go sporo nerwów.

Reklama

"W dalszym ciągu nie potrafię opanować emocji. W niedzielę zagraliśmy dokładnie tak, jak zamierzaliśmy. Od początku chcieliśmy wyjść jak na wojnę i tak też było. W sobotę to nie była nasza gra, to nie była ZAKSA" - zaznaczył.

Jak dodał, zespół miał ciężką noc, podczas której doszło do spotkania całej ekipy. Nie chciał jednak zdradzać jego szczegółów.

"Porozmawialiśmy sobie wszyscy razem, tylko tyle mogę powiedzieć" - skwitował.

Libero dodał, że na dobrą postawę jego drużyny wpływ miało uświadomienie sobie, ile kosztowałaby ich porażka w niedzielę, która zapewniłaby rywalom mistrzostwo kraju.

"Uświadomiliśmy sobie, że gdybyśmy zagrali tak, jak dzień wcześniej, to cała praca z ostatnich ośmiu miesięcy poszłaby na marne. Zdaliśmy sobie z tego sprawę, niestety po meczu, ale na tyle wcześnie, by się odbudować przed niedzielnym spotkaniem" - powiedział.

Rzeszowianie w sobotę zgodnie podkreślali, że są przygotowani na to, że przeciwnicy postawią im znacznie trudniejsze warunki.

"Liczyłem jednak, że zakończy się naszą wygraną. Szkoda, pozostaje trenować cały tydzień i jechać po trzecie zwycięstwo do Kędzierzyna" - przyznał Maciej Drobrowolski.

Rozgrywający gospodarzy ocenił, że o porażce jego zespołu zdecydowała przede wszystkim słabsza postawa na zagrywce.

"ZAKSA też znacznie lepiej przyjmowała i wygrała zasłużenie" - podsumował.

Głównym egzekutorem w ekipie z Kędzierzyna-Koźla był Felipe Fonteles, który nie tylko skutecznie atakował, ale także siał spustoszenie w szeregach przeciwników zagrywką.

"W pierwszym meczu w Rzeszowie Brazylijczyk też zagrał dobrze, tyle że dzień później wsparli go koledzy. W sobotę graliśmy tylko przeciwko niemu" - dodał Dobrowolski.

W drugim secie rzeszowianie prowadzili 21:15, by stracić siedem punktów z rzędu.

"Nie wiem, czy będzie nam się to długo śniło, ale na pewno będziemy analizowali tę sytuację. Takie rzeczy nie zdarzają się często, a już zwłaszcza na tym poziomie" - przyznał rezerwowy rozgrywający zespołu trenera Andrzeja Kowala.

Decydujący, piąty mecz finałowy rozegrany zostanie 20 kwietnia w Kędzierzynie-Koźlu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje