Mieli rywala na deskach i znów nie wykorzystali szansy. Nie uratował ich nawet mistrz świata
Wicelider siatkarskiej PlusLigi był faworytem niedzielnego spotkania - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przyjechała do Olsztyna po porażce w Gdańsku, a do tego osłabiona. Dwa pierwsze sety zachwiały jednak Indykpolem AZS. Kędzierzynian napędzał kapitalnie dysponowany Kamil Rychlicki, mistrz świata z reprezentacją Włoch. Tyle że potem olsztynianie odpowiedzieli i o losach spotkania rozstrzygnął dopiero tie-break.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przyjechała do hali wicelidera PlusLigi poważnie osłabiona. Już wcześniej z gry wypadł kontuzjowany libero Mateusz Czunkiewicza, ale tym razem Andrea Giani nie miał też do dyspozycji środkowego Karola Urbanowicza i przyjmującego Igora Grobelnego.
Ale to kędzierzynianie na początku seta odskoczyli na trzy punkty. Od mocnego uderzenia rozpoczął Kamil Rychlicki. Mistrz świata z kadrą Włoch - z polskimi korzeniami, ale bez występów w reprezentacji "Biało-Czerwonych" - ostatnio był nieco w cieniu Grobelnego czy Rafała Szymury. Tym razem w pierwszym secie zdobył osiem punktów.
Olsztynianie doprowadzili do remisu 10:10, po chwili znów jednak musieli odrabiać straty. Kolejny remis, 15:15, dała im zagrywka Jana Hadravy. Ale końcówka należała do ZAKS-y. Szymura zdobył punkt blokiem, w ostatniej akcji w aut zaserwował Moritz Karlitzek. Goście zwyciężyli 25:20.
Duże problemy Indykpolu AZS Olsztyn. Osłabiona ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zaskoczyła
Indykpol AZS notuje kapitalny początek sezonu. Nie zmieniły tego ostatnie wyniki - dwie porażki w trzech meczach. Lepsi byli bowiem tylko faworyci ligi, Aluron CMC Warta Zawiercie i PGE Projekt Warszawa. Zawiercianie w niedzielę przegrali jednak w Gdańsku i olsztynianie mieli szansę na zmniejszenie dystansu do lidera.
Ale drugi set również zaczął się dla nich nie najlepiej. Przegrywali już 0:5. Znakomicie zagrywał Jakub Szymański, kędzierzynianie dobrze grali też w obronie. I różnica pięciu punktów się utrzymywała.
Trener gospodarzy Daniel Pliński szukał pomocy wśród rezerwowych. Szansę dostał Paweł Cieślik, ale cały czas zadowalający nie był poziom olsztyńskiej zagrywki. Rywale korzystali z dobrego przyjęcia, nadal w uderzeniu był Rychlicki. Efekt? Wygrana ZAKS-y 25:20 przypieczętowana potrójnym blokiem.
Siatkówka. Indykpol AZS Olsztyn ruszył w pogoń. Zdecydował tie-break
W trzecim secie na boisku pojawił się kolejny nowy środkowy - Pliński wprowadził na boisko Dawida Siwczyka. Znów jednak to goście błyskawicznie odskoczyli na trzy punkty, zagrywką huknął Szymura. Ale tym razem Indykpol AZS doprowadził do remisu 9:9, a po kilku minutach był już o dwa punkty przed rywalami.
W pewnym momencie gospodarze prowadzili już czterema punktami, ale ZAKSA jeszcze wróciła do gry. Blokiem pomógł wprowadzony z rezerwy Wojciech Kraj, kędzierzynianie doprowadzili do remisu 20:20. Końcówkę wygrali jednak siatkarze Plińskiego, wynik 25:21 pozwolił na przedłużenie spotkania.
Indykpolowi AZS pomógł z ławki kolejny rezerwowy Karol Borkowski. Ale początek czwartej partii to cztery punkty przewagi gości, tyle że szybko zniwelowane przez olsztynian. A w drugiej części seta gospodarze na dobre się rozpędzili.
Cieślik pomógł w zagrywce, ale przede wszystkim w bloku. Swoje dołożył też Siwczyk. To był koncert Indykpolu AZS zakończony zwycięstwem 25:14.
Tie-break to wyrównana gra do stanu 6:6. Wtedy w końcu dwa punkty przewagi wypracowali sobie gospodarze. Ważna była ich dobra dyspozycja w obronie i kontratak wykończony przez Karlitzka. To Niemiec był bohaterem piątego seta - nie pomogły nawet przerwy i gorące przemowy Gianiego, okraszone mocnymi słowami. Indykpol AZS wygrał 15:13 i wyrwał zwycięstwo w całym meczu.












