Reklama

Reklama

Michał Masny rozczarowany frekwencją na meczach PlusLigi

Słowacki rozgrywający Jastrzębskiego Węgla Michał Masny jest rozczarowany faktem, że wywalczenie mistrzostwa świata przez naszych siatkarzy nie przełożyło się na większe zainteresowanie fanów rozgrywkami polskiej ligi.

- Szaleństwo trwało może tydzień, a teraz w halach jest bardziej pusto niż przed rokiem - ocenił.

Reklama

- Myślałem, że będzie większy boom po tym, jak Polacy zdobyli mistrzostwo świata. Teraz tego kompletnie już nie widać. Na trybunach w trakcie meczów PlusLigi wcale nie ma więcej osób, a wydaje mi się, że nawet mniej niż przed rokiem. Może potrwało to szaleństwo przez tydzień i bardzo szybko się skończyło. Wydawało mi się, że powinno to trwać dłużej, ale nic z tych rzeczy - powiedział Masny, który w Polsce gra od 2007 roku.

On sam cieszy się, że do walki o mistrzostwo kraju dołączyła jeszcze jedna drużyna - Lotos Trefl Gdańsk. Od lat o tytuł grały praktycznie zawsze tylko cztery zespoły - Jastrzębie, PGE Skra Bełchatów, ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Asseco Resovia Rzeszów. W tym sezonie po ośmiu kolejkach niepokonany jest prowadzony przez Andreę Anastasiego Lotos.

- To nie jest wielka niespodzianka. Oczywiście wygrać osiem meczów z rzędu to bardzo trudna sztuka i czapka z głów. Ale do Gdańska przyszedł trener, który wszystko uporządkował. Wybrał sobie zawodników takich, jakich chciał. Zgrał ich ze sobą i wszystko pasuje w tej drużynie jak w układance - dodał słowacki siatkarz.

Masny uważa, że dobra postawa Lotosu sprawia, że liga staje się ciekawsza. - To bardzo dobra sytuacja dla ekstraklasy i dla kibiców. Zobaczymy jednak jak to się dalej potoczy, ale wydaje mi się, że Lotos ma zespół i możliwości, by namieszać w czołówce - ocenił.

Jastrzębie nie jest jeszcze w swojej najwyższej formie. Ma na koncie już dwie przegrane i siedem punktów straty do lidera z Bełchatowa. - Dobrze, że nie jesteśmy jeszcze w najwyższej formie, bo sezon dopiero się zaczął. Mamy wprawdzie problemy, ale wygrywamy mecze, a to jest najważniejsze. Zawsze mówię, że liczy się to, co jest na samym końcu. Oczywiście nie możemy tracić punktów z drużynami słabszymi od nas, ale z drugiej strony nie ma tragedii, bo te spotkania ostatecznie wygrywamy - zauważył.

Podopieczni Roberto Piazzy w Lidze Mistrzów zanotowali bardzo udany start (wygrana w Hiszpanii z CAI Teruel 3:0). Czekają ich jednak jeszcze dwie dalekie podróże - do Nowosybirska i do bułgarskiej Dupnicy.

- Oczywiście, im dłużej podróżujemy, tym może być większe zmęczenie. Nic z tym jednak nie zrobimy. Trzeba się przygotować fizycznie i psychicznie. Nie możemy narzekać, bo to najgorsze co możemy zrobić. To jest grupa, z której można wyjść. Myślę, że najgroźniejszy będzie rosyjski Lokomotiw i to oni są na pewno faworytem - powiedział.

Po ośmiu kolejkach Jastrzębie zajmuje piąte miejsce w tabeli PlusLigi. Prowadzi obrońca tytułu Skra Bełchatów.

Dowiedz się więcej na temat: Michał Masny | jastrzębski węgiel | PlusLiga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje