Miała być klęska, a tu taki nagły zwrot akcji. Leon znów na ustach wszystkich
Kilka dni temu eksperci i kibice zachwycali się PGE Projektem Warszawa, w zasadzie przesądzając, że wygra PlusLigę. Dziś drużynie daje się 1 procent szans na awans do finału. Zespół grający obecnie najlepszą siatkówkę przegrał u siebie z Bogdanką LUK (1:3) i w ciągu kilku dni trafił z nieba do piekła. - Wszyscy wiemy, kto im to zrobił. Tajemnica porażki kryje się w tym jednym nazwisku - mówi nam były trener reprezentacji i ekspert Polsatu Sport Ireneusz Mazur przed sobotnim półfinałem w Lublinie. Transmisje z meczów PlusLigi w kanałach Polsatu Sport.

- Projekt gra ciekawą i ładną dla oka siatkówkę. Jak ktoś mówi, że to najlepsza drużyna w Polsce, to nie ma w tych słowach cienia przesady. Słusznie eksperci i kibice zachwycają się zespołem z Warszawy. Kilka dni temu też bym powiedział, że nie wyobrażam sobie finału PlusLigi bez tej drużyny. To się jednak zmieniło - zauważa Ireneusz Mazur w rozmowie z Interią.
Tajemnica sukcesu Bogdanki LUK Lublin. Jedno nazwisko
Co takiego się stało, że rozpędzony PGE Projekt z murowanego kandydata do złota przemienił się w zespół, który najpewniej będzie musiał się zadowolić meczem o brąz? Tu pada to jedno nazwisko - Wilfredo Leon. - Pod hasłem Leon kryje się cała tajemnica wygranej Bogdanki LUK Lublin w pierwszym półfinałowym meczu w Warszawie - ocenia Mazur.
Oczywiście to nie tak, że w Lublinie mamy Leona i pięć koszulek. Inni też są ważni i wartościowi, ale to Leon napędza cały ten mechanizm. - W kluczowych momentach brał na siebie ciężar, a jeszcze zbierał chłopaków do siebie, decydując o tym, co i jak mają grać. Tam zobaczyliśmy to całe jego przywództwo. Uważam, że z Leonem w tej formie Lublin jest nie do zatrzymania - przekonuje nasz rozmówca.
Najlepsza drużyna w Polsce ma 1 procent szans na finał
Przed pierwszym meczem mało kto dawał Bogdance szansę na to, że wejdzie do finału i powalczy o obronę tytułu. Teraz to Projekt ma 1 procent szans. - Niby wszystko się zgadza, bo grają pięknie. Zgadza się technika i taktyka. Do tego mają świetnych zawodników. Tillie jest wybitny, Bednorz utalentowany i mógłbym tak wyliczać. Jeśli jednak Leon zagra tak, jak w pierwszym meczu, a nie mam powodu sądzić, by było inaczej, to ta rywalizacja zamknie się w dwóch spotkaniach - analizuje Mazur.
Właściwie to Bogdanka robi dokładnie to samo, co przed rokiem. W grze drużyny nie ma może wielkiej finezji, nikt się nią nie zachwyca tak jak Projektem, ale Lublin jest skuteczny do bólu i ma Leona, którego stara się utrzymać w zdrowiu i formie fizycznej. Można sobie wyobrazić, że po pierwszym półfinałowym meczu z Projektem sztab medyczny Bogdanki robił wszystko, żeby zregenerować Leona i przygotować go na drugi mecz. - I nie mam wątpliwości, że to im się uda - rzuca Mazur.
Pęknięta kość, a Leon się nie zatrzymuje
Rok temu taką osobą, którą często chwalono za to, jak prowadzi zawodników i Leona był trener Andrzej Zahorski. Teraz nie mówi się o nikim konkretnym, ale widać, że Bogdanka mądrze zapełniła lukę w sztabie, choć to nie jest też tak, że nie ma kłopotów. Przecież Leon ma pękniętą kość i gra z zabezpieczeniem na lewej dłoni. - Ktoś powie, że atakuje się prawą ręką, ale piłkę trzeba też przyjąć, zagrać palcami, ta dłoń ma też znaczenie przy bloku. Natomiast nie widać, żeby Leonowi to przeszkadzało w pokazaniu wybitnej gry - komentuje były trener kadry.
W zasadzie jedyną nadzieją dla PGE Projektu jest więc to, co stało się w Lidze Mistrzów. Tam udało się Warszawie wyeliminować nie tylko Lublin, ale i też wyjść z ogromnych opresji w dwumeczu z Trentino, choć po pierwszym meczu w stolicy (2:3) wydawało się, że Włosi załatwili sprawę. Projekt odegrał się jednak na wyjeździe. Z drugiej strony nie można zapominać, że bilans spotkań Lublina z Warszawą w tym sezonie, to 4:1. - Przy tym Bogdanka gra u siebie i będzie skoncentrowana na osiągnięciu celu - kwituje Mazur.












