Reklama

Reklama

LM siatkarzy. Sebastian Świderski dla Interii: Jesteśmy ciągle głodni sukcesów

- Możemy zrobić coś wielkiego dla naszej, kędzierzyńskiej, ale również i polskiej siatkówki klubowej. Liczę, że to będzie dodatkowym bodźcem. Myślę, że nasi młodzi, ale już doświadczeni zawodnicy nie spalą się. Mocno wierzę, że postawimy się Zenitowi - przekonuje w rozmowie z Interią Sebastian Świderski, prezes Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Jego zespół w czwartek zaczyna walkę o finał Ligi Mistrzów.

W tym sezonie ZAKSA świetnie radzi sobie na wszystkich frontach. Po pasjonującym boju wyeliminowała z Ligi Mistrzów włoskie Cucine Lube Civitanova, fazę zasadniczą PlusLigi skończyła na pierwszym miejscu. A w niedzielę w Krakowie zdobyła Tauron Puchar Polski, wygrywając w finale z Jastrzębskim Węglem. Siatkarze z Kędzierzyna-Koźla nie mają jednak ani chwili oddechu. Już w czwartek zagrają w Kazaniu w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem będzie Zenit, który sześć razy sięgał po to trofeum.

Damian Gołąb, Interia: Siatkarze ZAKS-y dość długo robili sobie zdjęcia z Pucharem Polski i świętowali na boisku w Krakowie. Pana też rozpiera duma po takim zwycięstwie?

Reklama

Sebastian Świderski, prezes ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle: Tak, rozpiera, tym bardziej że to nie był łatwy turniej. Bardzo trudny był przede wszystkim mecz półfinałowy. Ale też chyba zmotywował naszych zawodników i pokazał, gdzie mamy mankamenty, które należy szybko wyeliminować. Zawodnicy stanęli na wysokości zadania. W wielkim finale były dwa wyrównane sety z Jastrzębskim Węglem, ale w trzecim już dominacja, spotkanie pod kontrolą. W naszych głowach jest już jednak trudne spotkanie w Kazaniu. Zdajemy sobie sprawę, z kim przyjdzie nam się zmierzyć, ale też jaki sukces możemy osiągnąć, wygrywając z tą drużyną.

Liczy pan trofea, które klub zdobywa za pana kadencji? Po niedzielnym triumfie ZAKSA objęła prowadzenie w klasyfikacji medalowej Pucharu Polski.

- Nie, przed meczem nie patrzyłem nawet na te tabele. Dla nas to jest kolejny sukces. Nieważne, czy to piąty, ósmy czy dziesiąty puchar. Jesteśmy ciągle głodni, chcemy osiągać sukcesy dla nas, naszych kibiców i naszego miasta. Patrząc na to, jak prezentujemy się w tym sezonie, na pewno na to zasługujemy. Zdajemy też sobie jednak sprawę, że im więcej takich sukcesów, tym więcej zespołów, które będą chciały nas zdetronizować. Coraz trudniej będzie więc osiągać sukcesy. Ale myślę, że to dobrze dla polskiej siatkówki i polskich zawodników, by rozwijali się i podnosili swoje umiejętności.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Drużyna prezentuje wysoką formę przez cały sezon. Co będzie kluczowe, by utrzymać ją w końcówce rozgrywek?

- Zdrowie, zdrowie i jeszcze raz zdrowie. Wiemy, że przed nami trudne spotkania, taki będzie wylot do Kazania i mecz z Zenitem. Za chwilę musimy wrócić i od razu grać play-offy z zespołem z Suwałk. Grania będzie bardzo dużo i dla nas najważniejsze jest, by zawodnicy byli zdrowi. Jeżeli tak będzie, na pewno będą w formie.

Pod względem organizacyjnym wylot do Kazania jest dużo trudniejszy niż niedawna podróż do Włoch?

- Rzeczywiście tak jest. Dużo załatwiania spraw, europejska federacja też trochę nie pomogła, bo dosyć późno dowiedzieliśmy się, kiedy dokładnie gramy. Zawsze do dyspozycji są trzy dni i trzy różne godziny. A procedura otrzymania wizy do Rosji nie jest łatwa. Wszystko udało się jednak dopiąć na ostatni guzik. Lecimy czarterem, więc unikniemy zamieszania w podróżowaniu po Europie, które jest bardzo utrudnione. Zdajemy sobie jednak sprawę, w jakim momencie jesteśmy. To półfinał Ligi Mistrzów. Trzeba zrobić wszystko, by zawodnicy mieli komfort podróży, mogli spokojnie wrócić do Polski i zachować zdrowie.

Pandemiczne okoliczności generują dużo dodatkowych kosztów w funkcjonowaniu klubu?

- Tak, jest ich dużo, chociażby przy okazji Ligi Mistrzów. To praktycznie ciągłe testowanie zawodników szybkimi testami, przed wylotem i rozegraniem spotkania dochodzą testy PCR. Zawodnicy są badani raz, czasami nawet dwa razy w tygodniu. Ale niestety w takich czasach żyjemy. By kontynuować grę trzeba się ciągle testować i być pewnym, że jest się zdrowym.

Jest pan w stanie określić, o ile procent wzrosły koszty funkcjonowania klubu?

- Nie, bo ta liczba ciągle rośnie. Nie mogę powiedzieć, że dziś przeznaczyliśmy na takie rzeczy na przykład pięć procent całego budżetu, bo to na tę chwilę nie jest policzalne. Z drugiej strony zdrowie nie ma ceny, dla nas jest najważniejsze. Jeżeli trzeba będzie wydać więcej, na pewno to zrobimy. Wiemy, że powikłania po Covidzie mogą być bardzo ciężkie. Mam nadzieję, że nie tylko nas, ale generalnie sportowców będą omijały.



Covid wpłynął też na zmianę regulaminu w fazie play-off PlusLigi: jeśli któryś z zespołów nie będzie w stanie wystawić wystarczającej liczby zdrowych zawodników, zostanie ukarany walkowerem. To musiała być trudna decyzja.

- Tak, ale to sytuacja znana wszystkim zespołom. Wszyscy już przed sezonem wiedzieli, że może do czegoś takiego dojść. To końcówka sezonu i nie ma już terminów. Myślę, że i tak powinniśmy się cieszyć, że doszliśmy do tego momentu, w którym jesteśmy. W zeszłym roku stanęliśmy na początku marca i nie udało się nawet dokończyć sezonu regularnego. Teraz jesteśmy krok dalej, rozegraliśmy Puchar Polski. Mam nadzieję, że play-offy, choć trochę skrócone, uda się dograć do końca i wyłonić medalistów.

To trudne decyzje, ale trzeba było je podjąć, pamiętając, że za chwilę zaczyna się Liga Narodów. Reprezentację też czeka trudny sezon. Gra turniej w “bańce" i musi się do tego przygotować. Za chwilę igrzyska olimpijskie, na które wszyscy mocno czekamy i liczymy, że nasza reprezentacja zdobędzie złoty medal. Kluby zdają sobie sprawę, że to może być bardzo ważny sezon reprezentacyjny dla całej polskiej siatkówki.

Wracając do Ligi Mistrzów: z jakiego wyniku w Kazaniu będzie pan zadowolony?

- Powiedziałbym, że ze zwycięstwa za trzy punkty. Natomiast każdy punkt zdobyty na tym terenie może być na wagę awansu. Jedziemy walczyć. W zeszłym roku [w ćwierćfinale LM - przyp. red.] wygraliśmy w Kemerowie 3:2, u siebie przegraliśmy 1:3. W meczu z Zenitem może paść każdy wynik, na tym etapie nie ma już słabych zespołów. W dodatku nie mamy doświadczenia z takich meczów. Możemy jednak zrobić coś wielkiego dla naszej, kędzierzyńskiej, ale również i polskiej siatkówki klubowej. Liczę, że to będzie dodatkowym bodźcem. Myślę, że nasi młodzi, ale już doświadczeni zawodnicy nie spalą się. Mocno wierzę, że postawimy się Zenitowi. I tak jak w Lube - nawiążemy walkę i przywieziemy pozytywny wynik.

Rozmawiał Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy