Reklama

Reklama

LM siatkarzy. Lindemans Aalst - PGE Skra Bełchatów 1:3

Fatalny początek i szczęśliwy koniec. PGE Skra Bełchatów w drugim meczu rewanżowego turnieju grupy A siatkarskiej Ligi Mistrzów pokonała belgijski Lindemans Aalst 3:1. Zwycięstwo zbliża polski zespół do awansu do ćwierćfinału rozgrywek, choć wygrana przyszła dużo trudniej niż można było się spodziewać.

We wtorek Skra postawiła się Grupie Azoty Kędzierzyn-Koźle, przegrywając z mistrzami Polski dopiero po tie-breaku. Mimo porażki bełchatowianie zapisali na koncie punkt cenny w rywalizacji o awans do ćwierćfinału. Wywalczą go bowiem trzy najlepsze drużyny z drugich miejsc z pięciu grup. Warunkiem do realizacji tego planu były jednak zwycięstwa za trzy punkty w dwóch kolejnych meczach - znaczenie może mieć każdy przegrany set. Po pierwszej partii środowego starcia pachniało katastrofą, ale Skra, choć z trudem, wykonała plan.

Reklama

A przecież Lindemans to najsłabszy zespół w grupie. Trener bełchatowian Michał Mieszko Gogol postanowił więc dać odpocząć kilku kluczowym zawodnikom. W wyjściowym składzie zabrakło między innymi Taylora Sandera czy Dusana Petkovicia, na boisku pojawił się też rezerwowy libero Robert Milczarek. Początek meczu okazał się jednak dla Skry fatalny.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Już w dwóch pierwszych akcjach po stronie Belgów z dobrej strony pokazał się Polak Jakub Rybicki. Bełchatowianie mieli olbrzymie problemy ze skończeniem ataku, rywale szybko wypracowali sobie cztery punkty przewagi. Przy stanie 8:4 dla Lindemans Gogol poprosił o przerwę. Gra jego drużyny się jednak nie poprawiła i kolejny czas trener wykorzystał jeszcze przed połową seta, gdy rywale wygrywali aż 12:5. Belgowie świetnie grali blokiem, nie mieli też problemów z przyjęciem, mimo że dzień wcześniej Skra imponowała zagrywką. Dobrze prezentował się doświadczony belgijski środkowy Simon van de Voorde. Jeszcze przed końcem seta Milada Ebadipoura zastąpił Sander, ale było już za późno na pogoń za rywalami. Skończyło się kompromitującą porażką 17:25.

Ten wynik można uznać za sensację, bo Belgowie do Polski przyjechali w okrojonym, 10-osobowym składzie. We wtorek gładko przegrali z Fenerbahce Stambuł 0:3, w pierwszym turnieju LM podobną porażkę zanotowali ze Skrą. Wówczas w żadnym z setów nie zdobyli więcej niż 17 punktów.

Niestety tym razem bełchatowianie zlekceważyli rywali. Przed drugim setem Gogol czym prędzej zrezygnował z rezerwowych, wracając do podstawowej szóstki - jedyną zmianą była obecność w niej Norberta Hubera. Początek partii był wyrównany, ale z czasem Skra zyskiwała przewagę i uspokoiła grę. Po asie serwisowym Petkovicia prowadziła 12:8, a Belgowie zaczęli coraz częściej się mylić. Wkrótce różnica między oboma zespołami sięgnęła ośmiu punktów. W końcówce Lindemans odrobiło kilka “oczek", ale polska drużyna pewnie wygrała 25:20.

Tyle że to wcale nie był koniec problemów, bo rozochoceni Belgowie nie zamierzali składać broni. Po asie serwisowym Wouta D'Heera prowadzili w trzecim secie 5:2. Bełchatowianie wciąż często musieli radzić sobie z podwójnym blokiem rywali, co nie zawsze im wychodziło. Skra dogoniła Belgów przy stanie 10:10. Po tym, jak potrójny blok Polaków zatrzymał Robbego van de Velde, wreszcie wyszli na prowadzenie 14:12. Bełchatowianie skrupulatnie go pilnowali, z czasem wypracowując nieco większą przewagę. Wygraną 25:18 przypieczętował atakiem z prawego skrzydła Petković.

Czwarta partia rozpoczęła się od bloku Mateusza Bieńka. Skra objęła prowadzenie 3:0. Set bez historii i szybkie zwycięstwo? Nic z tych rzeczy. Już po chwili po asie serwisowym van de Voorde to Lindemans wygrywało bowiem 5:4. Bełchatowianie nadal mieli problemy z przyjęciem. Skuteczny atak, a potem blok Bieńka odmieniły jednak wynik na 9:7 dla Skry. I choć wkrótce jej przewaga urosła do czterech punktów, Belgowie wrócili do meczu, doprowadzając do stanu 15:14 dla bełchatowian. Lindemans miało szansę na wyrównanie, ale polska drużyna do tego nie dopuściła. W końcówce, na zagrywkę, na parkiet wszedł jeszcze Karol Kłos. Ostatecznie bełchatowianie wygrali 25:20, ale niesmak po meczu pozostał.

Skra zakończy turniej we własnej hali w czwartek. W meczu z Fenerbahce znów będzie potrzebować zwycięstwa za trzy punkty. Lindemans na zakończenie przygody z LM zagra natomiast z mistrzami Polski z Kędzierzyna-Koźla.

Lindemans Aalst - PGE Skra Bełchatów 1:3 (25:17, 20:25, 18:25, 20:25)

Lindemans: Oprins, D’Heer, Rybicki, Zoppellari, van de Voorde, van de Velde - Verstraete (libero) oraz Smidl, van Hoyweghen

Skra: Filipiak, Bieniek, Katić, Łomacz, Huber, Ebadipour - Milczarek (libero) oraz Sander, Petković, Piechocki (libero), Kłos

Damian Gołąb

Dowiedz się więcej na temat: PGE Skra Bełchatów | Liga Mistrzów siatkarzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama