Reklama

Reklama

Kłos zabrał głos po meczu z Resovią. "Szkoda, że w dwóch pierwszych setach nie istnieliśmy"

Siatkarze PGE Skry Bełchatów choć przegrywali już 0-2, pokonali we własnej hali Asseco Resovię Rzeszów 3-2 (22-25, 20-25, 25-17, 25-19, 15-13) w klasyku ekstraklasy. "Dobra "łachatanka" w Bełchatowie była" - ocenił środkowy gospodarzy Karol Kłos.

Pojedynki PGE Skry i Resovii to jeden z największych siatkarskich ligowych klasyków, który w ostatnich sezonach stracił nieco blask z uwagi na słabszą postawę obu utytułowanych klubów. W tych rozgrywkach zamierzają one jednak wrócić na szczyt, a poniedziałkowe konfrontacja w hali Bełchatowie nawiązała do najlepszych w historii starć obu ekip. Nie brakowało w nim wymiany ciosów, atomowych ataków i zagrywek, a przede wszystkim emocji i zwrotów akcji.

Na początku rządzili rzeszowianie, którzy świetnie zagrywali i nie pozwalali gospodarzom złapać swojego rytmu gry. Podopieczni Włocha Alberto Giulianiego dominowali także w innych elementach i wydawało się, że po dwóch przekonująco wygranych setach (do 22 i 20), wrócą z Bełchatowa z trzema punktami.

Reklama

W dwóch kolejnych odsłonach role się jednak odwróciły. Inicjatywę przejęli siatkarze PGE Skry, wśród których wyróżniali się: były gracz Resovii Estończyk Robert Taht i Serb Aleksander Atanasijevic, który w sumie zdobył 22 punkty. Bełchatowianie doprowadzili do tie-breaka, a w decydującej partii popisał się Karol Kłos. Po jego atakach ze środka i blokach miejscowi prowadzili 13-10, a następnie mimo odrobienia przez Resovię strat za sprawą zagrywki Jakuba Buckiego, środkowy bełchatowian zakończył mecz kolejnym blokiem.

Kłos oceniając klasyk podkreślił, że było to dobre widowisko stworzone przez obie strony.

"Dobra "łachatanka" w Bełchatowie była. To było fajne granie, szkoda tylko, że w dwóch pierwszych setach nie istnieliśmy, ale to za sprawą bardzo dobrej zagrywki chłopaków z Rzeszowa. Tłukli niemiłosiernie i ciężko było coś zrobić, ale wiadomo, że ciężko utrzymać taki poziom zagrywki przez cały mecz" - podsumował 32-letni siatkarz.

Dodał, że bardzo dobrą zmianę dał Taht, który - jak przyznał - poderwał i pociągnął zespół gospodarzy. "To taki dobry duch drużyny. Świetnie zagrał też Aleks (Atanasijevic), który został MVP. Ale przy Robercie postawiłbym gwiazdeczkę, bo fajnie nas poderwał, trzymał przyjęcie, wyszarpał kilka ważnych piłek. Mam nadzieję, że takie zwycięstwa będą nas scalać" - zaznaczył.

Zatorski: "Duży szacunek, że nie poddali się"

Reprezentanta Estonii chwalił również libero Resovii Paweł Zatorski.

"Myślę, że pomógł on bardzo zespołowi z Bełchatowa. My później siedliśmy, nie mogliśmy przez tę jego obecność na boisku ruszyć Skry też zagrywką. Dobrze się nakręcili, zaczęli grać zdecydowanie lepiej. Duży szacunek, że nie poddali się i wygrali kolejnego w tym sezonie tie-breaka. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz w tym sezonie i będą to równie ciekawe widowiska" - tłumaczył były zawodnik PGE Skry.

Bełchatowianie z bilansem pięciu wygranych i trzech porażek zajmują szóste miejsce w tabeli ekstraklasy. Tuż za nimi jest zespół z Rzeszowa, który ma na koncie cztery zwycięstwa i cztery porażki.

W kolejnym ligowym meczu PGE Skra zagra na wyjeździe z Treflem Gdańsk, a Resovia podejmie beniaminka LUK Lublin. 

Bartłomiej Pawlak



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy