Reklama

Reklama

Karol Kłos dla Interii: Czy zmienię klub? Pomidor

- Czy po sezonie zmienię klub? Nie mogę powiedzieć. Pomidor. Myślę, że będzie jakieś oficjalne stanowisko w tej sprawie. Kiedy? Nie wiem – zdradza w rozmowie z Interią środkowy PGE Skry Bełchatów i reprezentacji Polski Karol Kłos.

Karol Kłos to ikona Skry Bełchatów. Wychowanek KS Metro Warszawa w bełchatowskim klubie występuje od ponad dekady, dokładnie od sezonu 2010/2011. Mistrz świata z 2014 roku z klubem z Bełchatowa zdobył aż siedem medali mistrzostw Polski, w tym trzy złote. W marcu 2019 roku przedłużył z klubem kontrakt o dwa lata, niebawem umowa dobiegnie końca. Co dalej? Karol Kłos odpowiedział na pytanie Interii czy zostanie w Bełchatowie.

- Ha. Nie mogę powiedzieć. Pomidor. Myślę, że będzie jakieś oficjalne stanowisko w tej sprawie. Kiedy? Nie wiem, nie wiem. Może bardziej odpowiem na pytanie, jaki to był dla mnie sezon. Dziwny to był sezon. Były wzloty i upadki. Nie tylko dla mnie, ale całego naszego zespołu. Rozgrywki były przerywane przez covid, co jakiś czas zespoły wypadały z gry i musiały przejść kwarantannę.

Reklama

Ja, odpukać, mam nadzieję, że się nie rozchoruję. Nie miałem covidu i suchą stopą przeszedłem obok tego wszystkiego. Cały czas to jednak nade mną wisi, ale mam nadzieję, że będę zdrowy i tego się trzymam. Wierzę, że przed ostatnim meczem nic w tej kwestii się nie zmieni - mówi nam Karol Kłos.

Niespełna 32 letni siatkarz został wybrany MVP drugiego spotkania o brązowy medal pomiędzy VERVĄ Warszawa ORLEN Paliwa a Skrą Bełchatów. Bełchatowianie wygrali w stolicy 3-1 i wyrównali stan rywalizacji na 1-1. W pierwszym secie drużyna z Warszawy rozgromiła gości, wygrywając aż 25-13. W kolejnych partiach zespół Karola Kłosa pokazał jednak charakter i przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W środę odbędzie się trzeci, decydujący mecz o miejsce na najniższym stopniu podium Plus Ligi.

- Fajnie, że potrafiliśmy się podnieść po wysoko przegranym pierwszym secie i wracamy do Bełchatowa na trzecie decydujące spotkanie. Po pierwszej partii zwyczajnie wkurzyliśmy się na siebie. Ja też powiedziałem kilka mocnych słów, także o swojej grze. Powiedziałem, że możemy przegrać mecz, ale nie w takim stylu. Powiedziałem, że to będzie duży wstyd, jeśli chłopaki z Warszawy zbiją nas trzy razy w setach do trzynastu punktów. Chyba nikt nie chciałby kończyć sezonu w takich nastrojach. Myślę, że kilku z nas autentycznie się zdenerwowało i wkurzyło i to nam pomogło grać dobrze i cieszyć się, bo to są już ostatnie mecze w tym sezonie.

W środę musimy zagrać tak jak w ostatnich trzech setach niedzielnego meczu. Przede wszystkim z dużą determinacją, z dużą walką, ale też radością. W trudnych momentach musimy wysoko trzymać głowę. W takich meczach jak te wygląda to tak, że kto będzie bardziej chciał wygrać, kto będzie bardziej zdeterminowany ten zdobędzie brąz - przyznał po meczu Karol Kłos.

Walka o trzecie miejsce to także rywalizacja o miejsce w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie.

- Ewentualny awans do Ligi Mistrzów byłby dla nas bardzo cenny, nawet cenniejszy niż samo wywalczenie brązowego medalu. Chcemy o to powalczyć przede wszystkim dla klubu, bo wiadomo, że w przyszłym sezonie skład drużyny trochę się zmieni. Zawsze jest lepiej zająć trzecie miejsce niż czwarte, najgorsze dla sportowca.

Nawet jeśli zdobędziemy brązowy medal to i tak to nie będzie dla nas satysfakcjonujący wynik. Każdy marzył o tym, żeby zagrać w finale, nawet jeśli po sezonie zasadniczym zajęliśmy czwarte miejsce. Nie zasłużyliśmy jednak na to, a rywalizacją z VERVĄ jest dla nas takim małym finałem pocieszenia - twierdzi środkowy PGE Skry.

"Liga była poszarpana"

W rozmowie z nami Karol Kłos pokusił się także o pierwsze podsumowanie kończącego się sezonu. Przyznał, że przez koronawirusa liga była "poszarpana".

- Mecze nie wyglądają aż tak atrakcyjnie jak wszyscy by tego chcieli, ale myślę, że po zaszczepieniu się, wszyscy wrócimy już na hale i będzie tak jak dawniej. Czy sam poziom rozgrywek był niższy? Na pewno poziom był bardziej wyrównany. Było dużo niespodzianek, sami sprawiliśmy kilka przykrych. Dla kibiców takie niespodzianki były jednak na pewno czymś fajnym.

Sezon był inny, dziwny. Granie bez kibiców jest zupełnie inne, z nimi na trybunach, czy to na własnym parkiecie, czy w spotkaniach wyjazdowych gra się całkiem inaczej. Kibice, wypełniona hala po brzegi, ten cały kocioł pomagają. Jest się wtedy dużo łatwiej zmotywować. Teraz mecze wyglądają bardziej jak sparingi, słychać to co do siebie mówimy, jest dużo "śmieszkowania" albo zdenerwowania - dodał.

"Chcę wyczyścić sobie głowę"

Karol Kłos został powołany przez selekcjonera Vitala Haynena do szerokiego składu reprezentacji Polski na pierwszą część sezonu 2021. Wkrótce rozpocznie się zgrupowanie w Spale, ale zanim środkowy Bełchatowa tam się uda planuje tygodniowe wakacje.

- Powoli trzeba już myśleć o reprezentacji, ale po sezonie planuję mieć tydzień wolnego. Będę leżał albo robił inne rzeczy, nie będę trenował i nie będę grał w siatkówkę. Przez taki tydzień będę chciał na pewno trochę "wyczyścić" sobie głowę. Na kadrę będę chciał ruszyć z nowymi siłami, bo każdy wie po co jedzie na zgrupowania reprezentacji. Wiadomo, że każdy chce się znaleźć w składzie na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Wierzymy, że one się odbędą i musimy być do nich na sto procent przygotowanym - zakończył Karol Kłos.

Decydujący o brązowym medalu mecz rozpocznie się w środę w Bełchatowie o 17.30. Transmisja w Polsacie Sport.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama