Kadrowicz Grbicia trafił pod skrzydła Winiarskiego. Tak ocenia zmianę
Jakub Popiwczak rozgrywa pierwszy sezon w Aluron CMC Warcie Zawiercie. Zdążył już zdobyć z nowym klubem medal Klubowych Mistrzostw Świata, ale też rozczarowująco odpaść z TAURON Pucharu Polski. W rozmowie z Interia Sport reprezentacyjny libero jasno ocenia jednak zmianę klubu po latach spędzonych w Jastrzębiu-Zdroju. Wskazuje też mankament w grze drużyny, z którym będzie musiała sobie poradzić w walce o triumfy w PlusLidze i Lidze Mistrzów.

Dla Jakuba Popiwczaka ostatni rok był wyjątkowy. Po latach, w których pozycję libero w reprezentacji Polski zdominował Paweł Zatorski - stąd choćby brak Popiwczaka na igrzyskach olimpijskich w Paryżu - to właśnie 29-letni siatkarz został podstawowym zawodnikiem kadry Nikoli Grbicia.
Wygrał z nią Ligę Narodów, zdobył brąz mistrzostw świata. Ale też po 13 latach spędzonych w JSW Jastrzębskim Węglu zmienił klub na Aluron CMC Wartę Zawiercie. I po kilku miesiącach w nowym zespole ocenia ten ruch jednoznacznie. Nie pomija przy tym tematu związanego z finansami jastrzębskiego klubu.
Patrząc na sytuację w moim obecnym klubie, a w moim poprzednim, w którym spędziłem tyle lat, to była jedyna dobra decyzja. W Jastrzębiu zespół nie jest tak mocny, znajduje się w środku tabeli. Nie ma co ukrywać, że zespół ma bardzo duże problemy finansowe i wszyscy wewnątrz to odczuwają, ale też widzą na zewnątrz
"A ja jestem w świetnej drużynie, która będzie w tym roku bić się o najwyższe cele, ze świetnymi zawodnikami, świetnymi kibicami. Bardzo dobrze się czuję w tym środowisku, to więc bardzo pozytywna zmiana" - dodaje siatkarz.
Koledzy mają problemy, polski siatkarz wciąż w formie. "Czasami trzeba zaciskać zęby"
W Zawierciu Popiwczak trafił pod skrzydła trenera Michała Winiarskiego, przez wielu ekspertów widzianego w roli przyszłego selekcjonera kadry, następcy Grbicia. Na pozycji libero zastąpił Australijczyka Luke'a Perry'ego i nie zawodzi. Zadania nie miał jednak łatwego, bo Zawiercianie mieli wyjątkowo "napakowany" terminarz nawet na tle zapracowanych polskich drużyn.
Dodatkowym wysiłkiem Warty był start w Klubowych Mistrzostwach Świata, rozgrywanych w grudniu w Brazylii. Skończyło się brązowym medalem, ale też nawał meczów dał się siatkarzom we znaki. Niedawno z powodu kontuzji pauzował Bartosz Kwolek, w środowym meczu Ligi Mistrzów w Rzeszowie nie wystąpił Mateusz Bieniek.
"Trzymam się dobrze, odpukać. Ale w ostatnim tygodniu pojawiły się jakieś bóle" - przyznaje Popiwczak. "Każdy to odczuwa. Mieliśmy okres, że troszkę spokojnie potrenowaliśmy, załapaliśmy taki dobry rozpęd na ten ostatni miesiąc i teraz znowu cały czas gra co trzy dni. A to nie jest najprostsze. Ale mamy tak szeroką ławkę, tak mocny zespół, że musimy sobie z tym po prostu radzić" - dodaje.
Popiwczak był jednym z najmocniej obciążonych zawodników w kadrze Zawiercian. Kwolek, Bieniek czy Aaron Russell nie grali latem w reprezentacji. Z podstawowego składu Warty tylko on, rozgrywający Miguel Tavares i atakujący Kyle Ensing uczestniczyli w mistrzostwach świata na Filipinach. Ale tylko Popiwczak dotarł do strefy medalowej.
Jak chce się grać w reprezentacji i w klubie na najwyższym poziomie, to trzeba czasami zaciskać zęby i nie myśleć o tym, że tego wolnego nie ma, że cały czas trzeba po prostu grać w siatkówkę
"Ale ja jestem szczęśliwym człowiekiem, że mogę to robić na co dzień, że tej siatkówki jest tyle w moim życiu. Z drugiej strony wiadomo, że czasami bycie co trzy dni na najwyższym poziomie jest po prostu nieosiągalne" - komentuje libero.
Koniec kapitalnej serii Aluron CMC Warty Zawiercie. Jakub Popiwczak dostrzega problem
W tym roku jego drużyna spisywała się dotąd świetnie. Po porażce z PGE Projektem Warszawa 3 stycznia wygrała osiem meczów z rzędu w PlusLidze i Lidze Mistrzów. Popiwczak przyznaje, że to m.in. efekt... odpadnięcia z TAURON Pucharu Polski już w grudniowym ćwierćfinale. Siatkarze Winiarskiego w końcu mieli bowiem czas na spokojny trening.
Wtedy Zawiercianie pożegnali się z rozgrywkami po porażce z Asseco Resovią Rzeszów. Teraz ten sam zespół w środę zakończył ich serię zwycięstw, wygrywając z Wartą w Lidze Mistrzów. To sprawia, że przed ostatnią kolejką fazy grupowej Zawiercianie wciąż nie są pewni pierwszego miejsca i bezpośredniego awansu do ćwierćfinału.
"Nasza seria się kończy, ale myślę, że nie ma co rozdzierać szat. Z jednej strony słabo jest grać tak często, bo to wpływa na fizyczność, a z drugiej fajnie jest po takim meczu móc znowu w sobotę zagrać i się zrewanżować, naładować głowę czymś pozytywnym" - zaznacza Popiwczak.
I choć Zawiercianie pozostają liderem w Lidze Mistrzów oraz PlusLidze, libero dostrzega w ich grze mankament, który trzeba poprawić, by osiągnąć w tym sezonie sukcesy. A Warta celuje w trofea.
"To może być pewnego rodzaju problem, że z Resovią, Projektem Warszawa czy na KMŚ: kiedy przegrywaliśmy, ktoś nas przełamywał, mieliśmy problem, żeby to odwrócić i zmienić los meczu. Mimo że znajdowały się na to szanse. Musimy się na tym skupić" - podkreśla.
Szansa na poprawienie nastrojów już w sobotę. Aluron CMC Warta zagra na wyjeździe z Barkomem Każany Lwów, przedostatnią drużyną PlusLigi. Początek spotkania o godz. 14.45.














