Reklama

Reklama

Kacper Piechocki: Nie jestem wzmocnieniem dla Skry

Libero mistrzów Polski Kacper Piechocki nie ma łatwego zadania w PGE Skrze Bełchatów. 20-letni siatkarz wie, że zastąpić Pawła Zatorskiego nie można, a on sam musi się jeszcze wiele nauczyć. Jest wdzięczny kolegom z zespołu, którzy są dla niego wsparciem.

- Na pewno nie jest łatwo dopasować się do takiej drużyny, która naszpikowana jest gwiazdami. Zwłaszcza że jako zespół chcemy każdy mecz wygrywać, nie ma miejsca na porażki. To jest trudne, bo nie można popełniać błędów. Z drugiej strony staram się o tym nie myśleć. Każdy z nas może mieć przecież gorszy dzień. Ja się przede wszystkim cieszę z tego, że mogę grać z takimi zawodnikami, bo bardzo dużo mogę się od nich nauczyć - powiedział Piechocki.

Reklama

Młody siatkarz przyznał, że się stresował, iż dołączy do takiej ekipy. 

- Przed sezonem się trochę bałem, że trafiam do takiej drużyny, ale gdy przyszedłem, wszyscy od razu chcieli mi pomóc. Od samego początku, ze względu też na wiek, mogłem liczyć na ich wskazówki. Jestem im za to wdzięczny, bo było mi dzięki temu znacznie łatwiej - przyznał.

W zeszłym roku, gdy ogłoszono, że miejsce Zatorskiego (obecnie ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) zajmie syn prezesa Skry - Kacper Piechocki, pojawiały się nieprzychylne komentarze.

- Ja się tym nie przejmowałem. Nie słucham ludzi, którzy mówią, że dostałem się do Skry tylko dlatego, że mój ojciec jest prezesem. To nic nie zmieni, że będę takie opinie przeżywał. Wiem, że muszę bardzo ciężko pracować i to robię. A takie myśli będą mi tylko przeszkadzać. Ci, co naprawdę tak uważają, nie robią na mnie już nawet większego wrażenia - podkreślił.

W Bełchatowie wsparciem dla niego jest Niemiec Ferdinand Tille. 

- W każdym momencie mogę na niego liczyć, a jego wskazówki są bardzo cenne. Korzystam z tego jak mogę - powiedział.

Piechocki cieszy się, że w tym sezonie liga jest jeszcze bardziej wyrównana niż w latach ubiegłych. Do walki o medale włączył się Lotos Trefl Gdańsk, który po 19. kolejce zajmuje drugie miejsce w tabeli. Prowadzi Asseco Resovia Rzeszów, a Skra jest trzecia.  

- Taka sytuacja jest lepsza dla zawodników, bo każdy dzięki temu podnosi swój poziom. W każdym meczu trzeba się porządnie napracować, żeby zdobywać punkty. Nie wiem, jaka będzie końcowa tabela, bo boisko zweryfikuje ambicje, ale my chcemy być na szczycie - przyznał.

On sam, mimo że jest jeszcze młody, odczuwa trudy sezonu.

- Wydaje mi się, że tych meczów jest chyba nawet za dużo. Na szczęście mamy wyrównany skład i super się uzupełniamy. W każdym spotkaniu może grać ktoś inny i nie będzie to oznaczać, że drużyna jest słabsza - dodał Piechocki.

Młody libero na razie nie myśli o tym, by wyjechać z kraju. PlusLiga mu się podoba, a jak sam podkreśla - gra także w jednym z najlepszych klubów na świecie.

- Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że do Skry nie przyszedłem na wzmocnienie, a po to, by się jak najwięcej nauczyć. Mam na szczęście kogo obserwować i dzięki temu mogę zrobić spory postęp. Dlatego na razie nie myślę nawet o tym, gdzie będę grał za rok czy dwa. Chcę maksymalnie wykorzystać to, co teraz mam - zaznaczył. 

Dowiedz się więcej na temat: skra bełchatów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje